Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 11 min czytania

Ucieczka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Pędził ponad 140 km/h jadąc krętą drogą, radiowozy cały czas siedziały mu na ogonie. - Nieźli są... - pomyślał uśmiechając się do siebie. Dawno już nikt nie sprawił mu takiej radości jak ci gliniarze goniący go od parunastu minut. Zazwyczaj poddawali się kilku minutach, jeśli w ogóle próbowali pościgu. - Chyba dostali nowy przydział paliwa... - powiedział do siebie śmiejąc się pod nosem. Usłyszałby ironię swego śmiechu, ale warkot motocyklu zagłuszał wszystkie dźwięki z wyjątkiem ryku syren. Jechał tak jeszcze kilka kilometrów, dopóki zabawa nie zaczęła mu się nudzić. Zaczął przyspieszać powoli oddalając się od policji. Niedługo droga ciągnąca się dotychczas przez bezdrzewny, usiany pagórkami teren miała wchodzić w las. Tam już powinien znikniknąć goniącym z pola widzenia. Pościg się skończy i znów nastąpi powrót do normalnego, szarego szycia. Normalnego na tyle, na ile może być normalne życie studenta prawa parającego się w wolnych chwilach przestępczym procederem. Ciekawe jakie miny mieliby wykładowcy gdyby wiedzieli jak jeden z najlepszych studentów zarabia na życie. Gdyby ironia świeciła w ciemności uciekający nie musiałby używać reflektorów w nocy. Student wjechał na szczyt pagórka, z którego rozciągał się widok na okolice. Tuż przed lasem droga uciekającego krzyżowała się z drogą biegnącą równolegle do ściany lasu. Szosą pod lasem jechały kolejne radiowozy. Ze wzgórza wyglądały jak poruszające się migające czerwono – błękitne rozbłyski. W świetle czerwonawej poświaty zachodzącego słońca widok był naprwdę ładny choć nie wróżył nic dobrego uciekinierowi. - Jasna cholera – zaklął tak głośno że nawet warkot silnika nie zagłuszył słów – Sukinkoty... - motocyklista nie zwalniał jednak ani trochę. Co tu robić? Zawrócić nie ma jak... przez trawę nie da rady... jedyna nadzieja, że zdąży przejechać skrzyżowanie zanim dojadą do niego gliny. Przyspieszył gwałtownie wyciskając z silnika całą moc jaką tylko się dało. Radiowozy za nim straciły z oczu cel pościgu, radiowozy jadące pod lasem zbliżały się na pełnym gazie do skrzyżowania. On też się zbliżał. Ani on ani oni nie mieli zamiaru dać za wygraną. Na kilkadziesiąt metrów przed skrzyżowaniem było jasne, że pierwsi będę oni. Małe prawdopodobieństwo, że obejdzie się bez ofiar. Oni zablokują skrzyżowanie, On nie zdąży zahamować i rozbije się o blokadę ginąc na miejscu... i być może zabierze ze sobą kogoś z nich do innego świata o ile inny świat istnieje. Chyba, że... Dwie sekundy przed prawdopodobnym zderzeniem wyciągnął pistolet zza kurtki i strzelił w koła radiowozów. Godziny spędzone na strzelnicy jednak się opłaciły. Kierowca pierwszego radiowozu stracił kontrolę nad samochodem i wóz w tumanach dymu wydobywających się z przestrzelonej opony wpadł w poślizg. Reszta kierowców musiała zwolnić żeby uniknąć zderzenia. Zanim kierowca odzyskał kontrolę nad pojazdem radiowóz zwolnił na tyle, aby uciekinier zdążył przejechać. Student oddalając się oddał jeszcze kilka strzałów celując w opony... ale to już były tylko strzały na wiwat bo policja i tak już nie miała szans go dogonić. Zniknął w lesie. Ścigany znał tą okolicę jak własną kieszeń. Już nie raz tędy uciekał. Droga była kręta - nawet jeśli miałby pościg za sobą i tak znikałby mu co chwila z oczu. W końcu zniknąłby zupełnie skręcając w jedną z polnych dróżek, gdzie żaden samochód nie może wjechać. Gdzieś w lesie ściągnąłby z motocykla „elementy maskujące” czyli płachtę czarnego materiału i kilka plastykowych elementów nie pozwalających rozpoznać marki motocykla. Ukryłby „maskowanie” pod jakimś drzewem, gdzieś indziej łup. Wróciłby po to następnego dnia, może późnij. Czysta akcja: przestępca ucieka z miejsca przestępstwa nie pozostawiając żadnych śladów i rozpływa się w powietrzu. Policja nigdy nie przepadała za takimi jak on, strasznie zaniżali współczynnik wykrywalności. Teraz jednak student nie skręcał w polne drogi, jechał powoli (jak na swoje standardy) krętą drogą wspinając się na szczyt góry, którą porastał las. Na łagodnym szczycie było mniej drzew, często zaglądały tam pary zakochanych aby podziwiać panoramę. Góra wyglądała z daleka jak czubek głowy olbrzymiego mnicha, łysego na samej górze, z włosami – drzewami poniżej. Ze szczytu rozciągał się widok na całą okolicę, na duże miasto na zachodzie, pagórki i lasy na wschodzie. Małe jezioro poniżej góry. Wczesnym wieczorem, kiedy na zachodzie niebo lśniło jasną czerwienią a na wschodzie świeciły gwiazdy robiło się tu naprawdę romantycznie. Wjeżdżając na łysy szczyt przestępca na motocyklu zdziwił się, że dziś nikogo tu nie było. Zatrzymał się i zgasił silnik. Zdjął kask i spojrzał w dół. Błyski policyjnych reflektorów majaczyły w oddali. - Nie poddają się... - powiedział sam do siebie, wyginając usta w pobłażliwym uśmiechu. Wciągnął z kurtki papierosy, odpalił jednego i schował paczkę z powrotem. Patrzył na miasto na zachodzie od czasu do czasu rzucając spojrzenie na błyski policyjnych syren. Minie jeszcze trochę czasu zanim tu dotrą. Wystarczy aby bez pośpiechu skończyć papierosa. W szaro-niebieskich oczach jednak nie było satysfakcji z kolejnej udanej akcji. Tylko smutek i tęsknota.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ucieczka — czytnik · opowiadania