Filozofia · 5 min czytania
Ucieczka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
I
Buszując w zakamarkach swojego umysłu natknął się na nie. Było zielone i nieco kanciate. Z początku wahał się przed wzięciem uczucia do ręki. Nie wiedział z czym dokładnie ma do czynienia, a poprzednie przygody nauczyły go, żeby odgradzać się od uczuć jak tylko można. Bał się, że to coś, go wessie, a potem wypluje jak wypluwa się jakieś paskudztwo. Po chwili namysłu podniósł uczucie z ziemi. Czuł jak pulsuje, jak pragnie, by je przyjął. Powoli wnikało do jego umysłu wprowadzając swoje porządki. Po wszystkim wiedział, że jest krok bliżej. Jeszcze kilka rzeczy i będzie wolny.
II
Szedł krętymi uliczkami swojego umysły. Mijał zaniedbane kamienice, które patrzyły na niego i śmiały się w przerażający sposób. Wiedział, że to czego szuka jest w jednej z nich. Patrzył uważnie szukając czegoś co wskaże mu, budynek skrywający w sobie kolejną rzecz potrzebną do uwolnienia.
Idąc tak w głąb ciemnej ulicy zobaczył jak z jednej kamienic bije czerwona łuna. Była to największa i najbardziej złowrogo śmiejąca się kamienica. Zatrzymał się przed wejściem, rozłożył ręce i czekał. Nie minęła sekunda, a budynek wyciągnął po niego swoje długie kościste ręce. Złapał go obiema rękoma, rozdziawił usta i połknęł jak cukierka. Gdy leciał przez wnętrzności budowli gdzieś pomiędzy 7 a 9 piętrem zobaczył ten sam czerwony blask, który przywiódł go w to miejsce. Złapał się poręczy i zatrzymał na 8 piętrze. Na samym końcu korytarza były drzwi od, których bił tajemniczy blask. Czuł podskórnie, że to właśnie za nimi jest to czego szuka. Przeszedł przez korytarz i wszedł do pomieszczenia za drzwiami. Na środku obskurnego pokoju stała kanapa, a na niej siedzieli kobieta i mężczyzna. Oboje nie mówiąc nic do siebie wgapiali się w stojący przed nimi telewizor. Ekran był czerwony i oświetlał cały pokój. To on był źródłem tajemniczego światła.
Podszedł do telewizora i dotknął palcem ekran, który zachował się jak tafla wody. Po krótkiej chwili niepewności włożył do środka całą rękę. Grzebał we wnętrzu jakiś czas aż w końcu natrafił na, coś co przypominało kamień. Mocno złapał i