akcja · 6 min czytania
Ucieczka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Zamknij się, ty mała suko! - syknął mężczyzna. Chwycił dziewczynkę za ramię, zatykając jej usta drugą ręką. Rzucił ją na łóżko. Ściągnął marynarkę i podwinął rękawy koszuli. - Przekonasz się teraz, jaki potrafię być wspaniałomyślny. Za stłuczoną filiżankę dostaniesz jedynie… dwadzieścia razy. Plus dziesięć za wrzaski i próbę ucieczki. Julia skuliła się wewnętrznie. Przyłożyła zaciśnięte pięści do oczu, nie chcąc patrzeć na to, jak jej ojczym wyciąga ze spodni cienki, skórzany pasek. Ucieczka? Jaka ucieczka? Chciała iść po prostu do łazienki, to nie jej wina, że znajduję się ona tuż przy wyjściu! Trzydzieści razy. Jak ona to wytrzyma? - Połóż się - rozkazał ojczym. Posłusznie położyła się na brzuchu, zakryła rękami głowę. Jej opór tylko pogorszyłby sytuację, ojczym chętnie i bez wahania podwyższyłby karę o kolejnych kilkadziesiąt razów, a wtedy już na pewno pootwierałyby się jej poprzednie, jeszcze nie wygojone rany. Nie mówiąc już o krwi, którą musiałaby zaraz potem szorować na kolanach. Zacisnęła oczy, próbując przywołać w pamięci coś radosnego, kolorowego. Byle oderwać myśli od tego, co ją czeka. Od bólu. Skupiła się, lecz na próżno. Szlochała, kuląc się na materacu, pas świstał w powietrzu raz za razem. Tylko siłą woli powstrzymywała się od ucieczki. Dopadłby ją. Złapałby i podwoił karę. Leż nieruchomo. Leż... Ojczym posapywał za jej plecami. Strużki śliny ściekały mu po brodzie. I nagle wszystko się skończyło. Powoli wracała do rzeczywistości. Usłyszała dochodzące z przedpokoju głosy. Partner ojca? Może pilne wezwanie na posterunek? Czyżby to ją uratowało? Czuła się bezwładna. Stopniowo ogarniała ją senność. Plecy paliły żywym ogniem już po tych kilku uderzeniach. Nie mogę, myślała sennie. Nie mogę spać. Nie teraz. To była jej ostatnia myśl, zanim zapadła w sen.
*
Śniła jej się mama. Siedziała na skraju łóżka i dotykała opuszkami palców jej zakrwawionych pleców. Julia nie widziała jej, lecz wyraźnie wyczuwała obecność. Zimne palce muskały jej zakrwawione plecy. - Zbudź się - usłyszała szept. A może jej się zdawało? Może to szmer liści poruszanych wiatrem? - Zbudź się. - Teraz usłyszała to wyraźniej. Głos był coraz bardziej natarczywy. Naglący. Zmusił ją do wydostania się z otchłani snu i szybkiego powrotu do rzeczywistości.
*
Nie ma go, pomyślała półprzytomnie. Wyszedł. Czuła to, tak samo jak obecność mamy we śnie, chociaż wciąż miała zamknięte oczy. Po dłuższej chwili poruszyła się i jęknęła głucho, opadając z powrotem na materac. Była cala zesztywniała. Jak długo go nie będzie? Zmobilizowała wszystkie siły, wstała i, zgięta wpół, podeszła do drzwi. Nacisnęła klamkę. Wstrzymała oddech. Cisza. Teraz była już pewna, że go nie ma. Dorwałby ją, zanim dopadłaby drzwi. Serce zaczęło jej walić jak oszalałe. Nie. Nie odważy się. Nie ma mowy. Już tyle razy o tym myślała… Tyle razy planowała… Zawsze wracał za wcześnie. Teraz jednak…