Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 15 min czytania

UCIECZKA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdzieś w Polsce

Kiedy wybrzmiała ostatnia nuta piosenki, rozległy się oklaski i żywiołowe krzyki publiczności. – Ma-ry-la, Ma-ry-la, Ma-ry-la! – wspólnym wysiłkiem obecni na koncercie ludzie zachęcali swoją idolkę, żeby zaprezentowała im kolejne numery. Maryla Rodowicz uśmiechnęła się szeroko i posłała fanom całusa. Następnie, ze stojącego nieopodal stojaka, wzięła gitarę akustyczną, założyła ją i podeszła do mikrofonu. – Rozumiem, że chcecie jeszcze? – zapytała uśmiechając się. – Taaak! wykrzyknęły setki pod sceną. – Ten numer, z całą pewnością, znacie. Zaraz potem dało się słyszeć, przywołujący młodzieńcze wspomnienia u wielu Polaków, charakterystyczny wstęp na gitarze, po którym Maryla zaczęła śpiewać:

To ył maj, pachniała Saska Kępa szalonym, zielonym zem. To ył maj, gotowa yła ta sukienka i noc się stawała dniem…

Publiczność szalała.

*

Było to tak nieoczekiwane, że początkowo brano to za jakiś zwykły błąd, taki, który pojawia się często i zaraz znika, jednak tym razem, to było coś innego. (a) nie dawało wiary pierwszym doniesieniom, ale po tym, jak te niewiarygodne pogłoski zaczęły się potwierdzać, wiadomo już było, że oto nadchodzi kryzys…

*

Tymczasem gdzieś w Polsce

- Dziecko drogie, gdzie się tak urudziłaś? – zatroskana matka spytała swoją kilkuletnią córkę, której twarz pokrywała jakaś maź. – To wszystko przez artka – pochlipywała dziewczynka. – awiliśmy się w ogródku, a on mnie zaczął rzucać łotem. – Co? – zdenerwowała się matka. – A gdzie teraz jest twój rat, co? – Chowa się w ogródku o się cieie oi…

*

(a) biegło wzdłuż korytarza, bo wiedziało, że trzeba wszystkich natychmiast poinformować. Kiedy wpadło do wielkiego salonu, litery oddawały się akurat relaksowi, beztrosko konwersując. Po wielkim wejściu (a), jak w westernach, kiedy do saloonu wchodził nieznajomy, wszystkie rozmowy ucichły, a spojrzenia skupiły się na gościu. – (b) gdzieś przepadło! – wykrzyczało (a) angażując w to resztki sił, które zostały mu po wyczerpującym, korytarzowym sprincie. Litery spojrzały jedna na drugą, a zaraz potem zaczęły się błądzić wzrokiem po pomieszczeniu szukając (b). – To jakiś absurd – zauważyło (f). – Przecież…, no, ale… Po co miałoby uciekać – zapytało (c). – Czy to prawda? – zatroskało się (k). – Obawiam się, że to najprawdziwsza prawda – odpowiedziało (a) po złapaniu oddechu. – Mamy kryzys, proszę ja was i to poważny.

*

Tymczasem gdzieś w Polsce

- Pan rednie opowiada, panie pośle. Czy pan słyszy, co pan mówi, czy też recytuje pan co prezes panu kazał mówić? – jeden z uczestników telewizyjnej dyskusji atakował swojego adwersarza. – A pan yłeś ueckim agentem, tak powtórzę to, ueckim agentem. Mam na to dowody. – Oj, proszę pana, w sądzie się spotkamy o to jest skandal i ja tak tego nie zostawię. – A proszę ardzo… *

- Co teraz będzie? – zapytała jakaś litera stojąca z tyłu. – Bez (b) jesteśmy niekompletni, nie jesteśmy już alfabetem, a jakimś tam alfaetem, co to ma być? – zdenerwowało się (a), a w jego głosie wyczuwalny był też smutek. – Mam jedno pytanie – odezwało sie (h). – Gdzie, do cholery, mogło się podziać to (b)? – Dobre pytanie – zgodziło się (a). – Nie ma co, trzeba zacząć poszukiwania. Powołuję grupę poszukiwawczą, składającą się z (ą), (ę), (ł), (ż), (ź), (ó), (ń), (ś). – Dlaczego akurat my? – zapytało (ś). – Wiecie dobrze, że od czasu rozpanoszenia się Internetu i smsów wiele osób przestało was używać, więc macie trochę więcej czasu niż inni. Wobec siły tego argumentu, litery wytypowane do grupy poszukiwawczej, podporządkowały się poleceniu (a).

*

Tymczasem gdzieś w Polsce

- No to co się dzieje, panie Szczypiorek? – zapytała lekarka z troską w głosie. – oli mnie rzóch już od sooty – odpowiedział pacjent. – Od sooty, mówi pan? – upewniła się lekarka. – Tak, w sootę yłem na urodzinach rata mojej żony, szwagra znaczy się. – Pił pan alkohol? – Szwagier postawił domowy imerek. Siedemdziesiąt pięć woltów. Trochę się tego wypiło. Rozumiem – odpowiedziała lekarka, a więc zroimy tak…

*

- Zanim wyjdę – powiedziało (a) – muszę porozmawiać z (i) oraz (j). Chodźcie tutaj, no już. Przewidując co się święci (i) oraz (j) wymieniły się porozumiewawczo szybkimi spojrzeniami, a następnie podeszły do (a), człapiąc powoli gdyż wiedziały, co będzie dalej. Reszta liter, w tym czasie rozbiła się na podgrupy, w których żywo dyskutowały o konsekwencjach zaistniałej sytuacji. - Tak? – odezwały się (i) oraz (j). - Zastanawiam się – zaczęło (a) – czy też może to tajemnicze i nagłe zniknięcie (b) nie ma czegoś wspólnego z wami, co? - Skąd! – zaprzeczyły obie litery oburzone. - Rozumiem zatem, że nie powtórzyła się ostatnio sytuacji sprzed roku, kiedy to drwiłyście z krągłości innych liter, hm? Wiecie, że (b) jest bardzo wyczulone na punkcie swojego brzuszka. - Nie, oczywiście, że nie – zapewniło (i). – Od tamtego czasu, kiedy się tylko przeprosiliśmy byliśmy jak bracia, no może nie jak bracia, jak kuzyni. - Jak dalecy kuzyni – dodało mu (j). – Właściwie to jak dalecy znajomi, którzy się lubią, ale nie odwiedzają za często. - Tak – dołączyło znowu (i) – jak przyjaciel, którego się jeszcze nie spotkało. Byliśmy jak… - Dość tych głupot – wyraźnie wzburzyło się (a) nie mogąc już dłużej tego słuchać. – Mam nadzieję, że mówicie prawdę, bo jeżeli dowiem się, że (b) zwiało przez was, to zobaczycie, wy, wy, wy… patyczaki! - Cooo? – obruszyły się (i) oraz (j). - Jajco. Wracać do innych – powiedziało (a) i poszło sprawdzić jak szły poszukiwania.

*

Tymczasem gdzieś w Polsce

Aktor popatrzył na publiczność, zamilkł na chwilę, a następnie zaczął monolog, na który czekała cała sala:

yć alo nie yć – oto jest pytanie.

Kto postępuje godniej: ten, kto iernie

stoi pod gradem zajadłych strzał losu,

Czy ten, kto stawia opór morzu nieszczęść

I w walce kładzie im kres?

* (a) rozmyślało, wracając do swojego biura. „A niech to, takiego bałaganu nie mieliśmy od…” Tu (a) spojrzało na miotłę, którą byle jak ktoś cisnął w kąt. „O właśnie, od czasów wprowadzenia kursywy.” (a) nie cierpiało kursywy, tak bez powodu. Nie cierpiało i tyle. Pamiętało, kiedy do świata liter przedostał się alkohol i (a) znalazło je wszystkie leżące pokotem. Trwało to kilka dni, a w świecie ludzi przyjęły te pochylone litery. W końcu (a) ustąpiło i też dało się pisać kursywą, którą nazywało „zbożem po burzy”. (a) nie cierpiało również wprowadzania nowych czcionek, ale niestety, nie miało na wszystko wpływu, a więc poddawało się tym zmianom, nowym modom, trendom. Jednak ta sytuacja teraz to było coś innego, coś o wiele poważniejszego. Litera zniknęła i ludzie pletli od rzeczy. Jeśli (b) się nie znajdzie może być tak, że inne litery także zapragną wolności i ludziom na górze pozostanie tylko pismo obrazkowe. „Nie ma mowy, nie na mojej wachcie!” – pomyślało (a). - Czekaj, chwilkę! – zawołało zdyszane (t), które od jakiegoś czasu próbowało dogonić (a). - Tak? – zapytało (a) mając nadzieję na jakieś dobre wieści. – Znaleźliście je? - Nie, ale podobne w dziale liczb widziano wielkie (b), które pełzało tamtędy udając znak nieskończoności. - Przepytaliście cyfry? - Próbujemy, ale wiesz jak tam jest trudno. „Nasza mama jest…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
UCIECZKA — czytnik · opowiadania