historia · 14 min czytania
Ucieczka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W obozie było ciemno. Dochodziła druga w nocy i wszyscy więźniowie spali w barakach, z których nie dobiegał nawet najcichszy odgłos. Wartownicy bowiem, gdy tylko usłyszeli jakiś szmer, to wchodzili do baraku i budzili wszystkich, po czym musztrowali na dworze przez kilkanaście minut. Była zima i wyjście w nocy w cienkim pasiaku mogło doprowadzić do śmierci z powodu jakiejś okropnej choroby. Już niejeden więzień tak zginął w męczarniach.. Lecz nie wszyscy więźniowie spali. Trójka mężczyzn ubranych w futra skradała się między za barakami ku ogrodzeniu kolczastemu. Szli bardzo cicho, skuleni i co chwilę zatrzymywali się. W jednym momencie wartownik prawie ich zauważył, lecz w ciemności nie było nic widać. Poświecił słabą latarką w zupełnie inne miejsce i odszedł. Mężczyźni byli już tuż obok drutu kolczastego, gdy nagle usłyszeli kroki i odgłos rozmowy. Natychmiast padli na śnieg i słyszeli, że odgłosy były coraz głośniejsze.. Obok nich przechodziło dwóch Rosjan z wyłączonymi latarkami. Gawędzili oni w sowim języku, lecz uciekinierzy dokładnie wiedzieli, co mówią. - Powtarzam ci po raz kolejny, Igor, że mam już dość służby w tym parszywym miejscu. Najchętniej rzuciłbym to wszystko i stąd uciekł. Już dwa lata tu służę, biję więźniów, do których w zasadzie nic nie mam i ani razu nie dostałem przepustki. Jest zimno, ponuro i nieprzyjemnie. Marzeniem moim byłoby stąd się wydostać. - Nikita, nie myśl nawet o takich głupstwach, ty taki owaki sukinsynu! – warknął drugi strażnik. – Nie wiem, czy nie powiedzieć komendantowi Iwanowowi, co ci chodzi po głowie. Zobaczysz, że lepiej głośno nie wygadywać takich bzdur! - Nie powiesz tego Iwanowowi! – zatrzymał się Rosjanin Nikita. – On mnie zamorduje! Albo mnie wyznaczy do najgorszej służby i będę pilnowany nieustannie. Nie ma surowszego niż Iwanow. To między innymi z tego powodu zamierzam stąd się wydostać. - Aa, zamierzasz! – odparł widocznie zadowolony Igor. – No, to miarka się przebrała, zdrajco. Nigdy cię nie lubiłem i teraz z przyjemnością powiem komendantowi o twoich planach. Stąd nie da się uciec, kiedy niby i jak chciałeś to zrobić. - Powiedzieć ci, Igor? – Nikita zbliżył się do strażnika. – Ja też nigdy cię nie lubiłem. I zamierzam uciec właśnie teraz. Nie śmiej się, sabako, nie żartuję. Mówiąc to dźgnął Sowieta w brzuch nożem. Tamten jęknął głośno i padł na kolana. Patrzył się z niezrozumieniem na Nikitę, który wyjął z szyderczym uśmieszkiem nóź z jego brzucha i poderżnął zdecydowanym ruchem gardło Igorowi. Ten cicho jęczał przez chwilę, po czym zaniemówił. - Śmieć Białoruski – rzekł Nikita i rozgrzebał ciało zamordowanego, z którego wyciągnął potężne obcęgi i zbliżył się do drutu. Więźniowie leżący na śniegu przyglądali się temu wszystkiemu, zdziwieni, że Nikita ich nie zauważył. Rozcinał on obcęgami drut powoli i cicho, by nie zaalarmować innych strażników. Raz rozejrzał się, jednak w ciemnościach nie zauważył leżących jak trupy więźniów. Po chwili udało się zrobić dużą dziurę w drucie, przez którą cichaczem wymknął się Sowiet. Więźniowie przeczekali chwilę i wstali, po czym zbliżyli się do ciała Igora. - Co za kretyn! – parsknął najmasywniejszy z nich, kapitan AK Gracjan Klaudiusz Fróg zwany „Szczerbcem”. – Nie wziął nawet broni swej ofiary. Nie miałem pojęcia, że Rosjanie mogą być tak skłóceni. Poszczęściło się nam, panowie! To Bóg zesłał tych strażników! Ale najpierw się stąd wydostańmy, a później dziękujmy Bogu. Weźmy rzeczy tego trupa. Przydadzą się nam w dziczy, przez którą będziemy uciekać. Tylko szybko, zaraz mogą tu przyjść inni wartownicy. Żołnierzy rozebrali martwego strażnika i zabrali jego rzeczy. Mundur i czapkę-uszankę założył kapitan Jan Mickunas, po czym nałożył na siebie futro. Broń wziął Fróg, zaś podręczne rzeczy, latarkę, zapałki, nóż i kilka innych drobiazgów zabrał podporucznik Leonard Stacewicz „Sęk”. Szybko wyszli przez drut i znaleźli się w dzikim lesie. - Uciekajmy na zachód! – powiedział Mickunas. – Zmylimy pościg i skręcimy na wschód, dostaniemy się do Riazania, gdzie zatrzymamy się u moich znajomych. Później pociągami towarowymi do Polski! - Pytam po raz piąty, ale czy masz pewność, że można im ufać? – spytał „Szczerbiec”. – Nie chcę dostać kulki w łeb od jakiegoś sowieckiego szeregowego, którego wezwą, jak tylko nas zobaczą. - Spokojnie, Gracjan! – odparł Mickunas. – Ufam im wystarczająco. To w końcu AK-owcy. Nie wspominałem ci, ale jeden z nich służył u ciebie w 3 Brygadzie… - A to ciekawe! – ucieszył się „Szczerbiec”. – Ruszamy! Szybko, w drodze porozmawiamy. Szli ponad godzinę przez gęsty, zaśnieżony las, zapadając się co chwilę we śniegu, lecz wreszcie dotarli do jakiejś wioski. Obeszli ją, by nikt ich nie zauważył i ruszyli dalej. … Kapitan Iwanow uderzył pięścią w stół. Jego brodata twarz była cała purpurowa. Spojrzał się morderczym wzrokiem na porucznika Nitckiewsky’ego i wykrzyknął pełnym złości głosem: - Uciekli i zamordowali strażnika?! Powtórz, bo chyba się przesłyszałem! Trzech więźniów uciekło, zamordowali jednego strażnika, później zabrali mu obcęgi i przecięli drut i porwali jeszcze jednego? Tamtego zadźgali nożem? Skąd, blat, oni wzięli nóż? - Nie wiem, może ukradli? – wzruszył ramionami Nitckiewsky. – Strażnik Ambensky martwego strażnika Grobscowica, który miał obchód z Popowem. Nie miał munduru, broni, latarki i jakichś drobiazgów. Drut był przecięty, a obok leżały obcęgi. Po Popowie ani śladu… Natychmiast mnie zawiadomiono i kazałem obstawić wartą tą lukę. Zaraz sprawdzimy, kogo nie ma i wyślemy pościg. - Wejdźcie najpierw do baraku, gdzie śpi Fróg, Mickunas i Stacewicz! Domyślam się, że to oni. Po śladach poprowadzę osobiście pościg z psami! Nie mogli uciec daleko! - wrzasnął Iwanow i wyszedł nakładając na siebie gruby płaszcz. … Żołnierze biegli przez całą noc. Świtało już i las powoli się rozjaśniał. Minęli trzy wioski i stwierdzili, że w następnej mogą już się na chwilę zatrzymać, by odsapnąć i odpocząć choć chwilę. Nie mogło to jednak trwać długo, gdyż pościg był zapewne niedaleko. I gdy tak truchtali, nagle usłyszeli stanowczy, rosyjski głos. - Stać! Jeden ruch a was wystrzelam! Polskie sabaki! Żołnierze błyskawicznie odwrócili się w stronę, z której dochodził głos i zobaczyli Rosjanina w futrze z karabinem w dłoni, którym celował prosto na podporucznika Stacewicza... „A więc jednak nas dopadli”, pomyślał Fróg, „Nie widzę jednak więcej Rosjan. Może uda się odwrócić jego uwagę i go zastrzelić. Choć odgłos strzału zawiadomi innych. Panie Boże, wesprzyj nas w tej trudnej chwili” - Stójcie, jak stoicie! – warknął Sowiet. – Ostrzegam was, podziurawię was ołowiem, jeżeli nie posłuchacie. Uciekinierzy z obozu, proszę, proszę… Tak daleko zaszliście. Należą się wam gratulacje. - Ty jesteś Nikita! – powiedział nagle Stacewicz. – Zabiłeś swojego towarzysza i uciekłeś… - Skąd to wiesz, taki owaki?! – Nikita machnął karabinem. –