Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 8 min czytania

Ucieczka epizod II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

EPIZOD II SPACER

Obudził się około ósmej rano. Saima leżała obok wtulając się w jego klatkę piersiową. Dotknął delikatnie jej włosów i przesuwał je między palcami. Przez tych kilka chwil jego umysł był całkowicie wolny od wszelkich zmartwień. Na tych kilka chwil poczuł się wolny niczym ptak unoszący się ponad ziemią. Był ponad tym wszystkim. Ten błogi stan nie trwał jednak długo. Znów zaczęły dręczyć go problemy, które wędrowały za nim niczym cień. Opowiadając wczorajszą historię zmuszony był ją zmyślić. Nie wiedział jak bardzo mu się to udało. Nigdy nie był wybitnym kłamcą. W tym wypadku nie mógł jednak postąpić inaczej. Nie mógł powiedzieć prawdy o wydarzeniach dziejących się bezpośrednio przed sześciodniową wędrówką. Nie chciał na razie o tym wspominać. Same myśli o tym ciążyły mu na sercu. Bał się, że gdyby przyszło mu zobrazować je przy pomocy słów, te raniłyby jego usta. Kiedyś komuś o tym opowie, ale jeszcze nie teraz. Ponownie zwrócił wzrok na Saimę. Podziwiał jej urodę, zastanawiając się dlaczego scenarzysta jego losu sprawił, że zasnęli we wspólnym łóżku. Cieszył się, że mógł spać przytulony do niej. Wczoraj nawet nie myślał o seksie, był zbyt zmęczony, ale teraz jego samcze instynkty dały o sobie znać. Zwłaszcza ta część męskiego ciała, która potrafi zmieniać swoje rozmiary, a w tym wypadku nie były to źrenice. Opanował pożądanie i podniósł się, delikatnie wyzwalając się z objęć kobiety. Podszedł nago do okna. Świat, który przywitał go po drugiej stronie okazał się być podejrzanie pięknym. Słońce bogato rozświetlało osadę. Właśnie... OSADĘ! Poprzedniego wieczoru nie zauważył żadnych innych domostw. Teraz spoglądał na dwa znajdujące się po drugiej stronie ubitej, pisakowej drogi. Usłyszał śpiew ptaków i w tym samym momencie zauważył kilka ptasich osobników koncertujących na dachach sąsiednich domów. Skąd one się wzięły? – pomyślał. - Przecież wcześniej nie widziałem ani jednego. Żadnego życia, nawet owadów, nie wspominając o ptakach. Z rozmyślań tych wyrwała go Saima, która obudziła się i siedziała teraz na łóżku okryta kocem. Jeszcze zaspana, z roztrzepanymi włosami i sklejonymi powiekami wyglądała niezwykle uroczo. Uśmiechnęła się. - Jak się spało? – zapytała. Toivo nieco zawstydzony swoją nagością wrócił do łóżka i wsunął się pod ten sam koc, co Saima. - Mocno, słodko i przyjemnie. – odpowiedział z szerokim uśmiechem. - Żadnych złych snów? - Zupełnie nic. Swoją drogą to dziwne. - dodał w myślach. - Bardzo mnie to cieszy. Wiesz, myślę, że dziś moglibyśmy spotkać się z moimi siostrami. Co ty na to? - Nie mam nic przeciwko. Saima mozolnie wygrzebała się z łóżka. Wyszła na chwilę z pokoju, po czym powróciła z jego ubraniami - Są już suche i czyste. Możesz śmiało je włożyć, a gdy się ubierzesz wyjdź na zewnątrz. Przejdziemy się. A śniadanie? – pomyślał. No tak! Raz dostał kolację i już się przyzwyczaił. Zostawił te gastronomiczne rozmyślania i wskoczył w bieliznę, a następnie w spodnie. Czyste spodnie. A przecież pamiętał w jakim one były stanie. Tak zabrudzone i zabłocone, że ich naturalny kolor był nierozpoznawalny. Jak ona to zrobiła? Zauważył też, że koszulka znów była zielona, a nie w kolorze błota i kurzu. Płaszcz z kapturem zostawił na miejscu, gdyż uznał, że nie będzie mu potrzebny. Przed drzwiami wyjściowymi znalazł swoje buty, które również lśniły jak nowe, choć już nieco podniszczone. Gdy wyszedł na zewnątrz Saima już na niego czekała. Jak zdołała przebrać się takk szybko? Co za kobieta! Chwilę potem spacer, a pod stopami marny kruszec, który jednak sprawia, że świat staje się lepszy, że daje się go uleczyć. Każdy krok sprawia, że prawa ludzkiej natury stają się nieważne. Przeszłość staje się legendą. Los Correjones, Saima i... spacer.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ucieczka epizod II — czytnik · opowiadania