Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 10 min czytania

Ucieczka epizod III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

EPIZOD III NOC

Trasa ich spaceru dobiegała już końca. Los Correjones to niewielka osada, więc aby ją zwiedzić nie trzeba było poświęcać zbyt wiele czasu. Był zafascynowany miejscem, w którym się znalazł. Tyle wzajemnej sympatii nie widział chyba nigdzie indziej. Momentami miał wrażenie, że umarł w świecie, w którym żył. Świecie pełnym zła i cierpienia. Umarł tam, a teraz trafił do utopijnej krainy, w której wszyscy żyją w zgodzie i harmonii. Tylko, że przecież do raju można trafić jeśli wiedzie się dobre życie, po którego upływie Stwórca dokonuje bilansu dobrych i złych uczynków i na ich podstawie kieruje nas na Górę albo w Dół. Przecież mój bilans przedstawia się tragicznie. – myślał. – Powinienem wpaść do ogromnego gara ze smołą, a za mną powinien stać jakiś typ z rogami i wbijać mi widły w dupę. Być może dalej rozważałby kwestie Nieba i Piekła, gdyby nie dwójka mężczyzn, a właściwie chłopców, którzy niemal naprzeciw domu Saimy urządzili sobie igrzyska. Okładali się pięściami niczym gladiatorzy. Bili się z taką zaciekłością, że gdyby dać im do ręki oręż, to w oka mgnieniu poczyniliby z siebie dość konkretne puzzle. Wokół nich zebrała się grupka kilkunastu gapiów. Przybysz chciał ich rozdzielić, ale Saima złapała go za rękaw. - Nie – powiedziała. – Nie mieszaj się do tego. - Ale... - Zaufaj mi. Tylko pogorszysz sytuację. Toivo zupełnie zgłupiał. Co za popieprzone miejsce! Ominęli walczących zupełnie ich ignorując. Jeden z nich miał rozcięty łuk brwiowy tak mocno, że krew zalała mu całą twarz, prócz tego była ona opuchnięta tak bardzo, że przypominała gąbkę. Drugi miał tak roztrzaskany nos, że jego złożenie byłoby nie lada wyzwaniem dla nawet najlepszego chirurga. Toivo przekroczył próg domu, a wraz z nim przycichły odgłosy walki. Przeszli do ogrodu. - O co chodzi z tymi kolesiami? Myślałem, że wszyscy się tu lubicie, a tu takie zawody. Jestem zaskoczony. - To, że żyjemy tu w zgodzie wcale nie oznacza, że jesteśmy jacyś wyjątkowi. Jesteśmy zwykłymi ludźmi, którzy nauczyli się żyć ze sobą. Jak zauważyłeś osada jest mała. Nie liczy więcej niż cztery tysiące mieszkańców. Pomagamy sobie nawzajem, co pozwala nam przetrwać w tych warunkach, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi. Do tego bardzo honorowymi. Kiedy ktoś zostaje obrażony wtedy dochodzi do pojedynku. - Kobieto. – przerwał jej. – Są bardziej honorowe sposoby rozwiązywania konfliktów. Saima zignorowała tę uwagę. - Dlatego załatwiają to między sobą i nikt nie ma prawa się wtrącać, do póki któryś z nich nie przyzna racji przeciwnikowi. - Czyli, że będzie miał tak obity ryj i połamane żebra, że nie będzie w stanie się ruszyć. – Toivo wymamrotał pod nosem. - Słucham? - Nieistotne. To czym się teraz zajmiemy? - Obiadem. Toivo od razu zapomniał o igrzyskach i zaczął rozkoszować się myślami o obiedzie. Sam nigdy nie miał problemów z gotowaniem. Nie bał się kuchni i lubił eksperymentować. Niejednokrotnie zadowalał podniebienia swoich przyjaciół smakołykami przyrządzonymi wedle własnych przepisów. Tym razem jednak jego rola ograniczyła się do obierania ziemniaków i sporadycznego sprawdzenia ich twardości w gotującej się wodzie. Saima przygotowała niezwykle aromatyczną pieczeń, a tuż przed jej wyjęciem z piekarnika rozległo się pukanie do drzwi. Do środka weszły dwie znajome kobiety. On sam jeden w jednym pomieszczeniu z trzema urodziwymi pannami... Katrina i Agnes również były ciekawe historii Toivo, a ten raz kolejny zmuszony został to opowiedzenia bajki. Miał tylko nadzieję, że wypada wiarygodnie. Chwilami odnosił wrażenie, że znajduje się na przesłuchaniu. Na szczęście i tym razem nie musiał odpowiadać na niewygodne pytania. Jedyną reakcją na jego opowieść było sporadyczne „och”, i „ach” w wykonaniu najmłodszej z sióstr. Czas wizyty gości dobiegał już końca. Zaczęły pomału zbierać się do wyjścia. Toivo spojrzał na zegar. Jego wskazówki powiedziały mu, że dobija szesnasta. - Wyglądasz na zmęczonego. – zauważyła Saima. - Szczerze mówiąc masz rację. Trochę dużo wrażeń, a ja nie odzyskałem jeszcze pełni sił. - Połóż się do łóżka. Zaraz przygotuję ci wyciąg z ziół vaerium. Toivo zrobił zdziwioną minę. Kompletnie nie wiedział o czym jego gospodyni mówi. Nigdy nie znał żadnego druida i nawet się tym nie interesował, więc stopień jego wiedzy o ziołach był równy zeru. Obawiał się jakiegoś podstępu, próby otrucia. Przecież to nie będzie pierwszy raz jak ktoś chce przerwać jego egzystencję po tej stronie grobu. Stwierdził jednak, że nie ma nic do stracenia. Jeśli ci ludzie chcieliby go zabić to już by to zrobili. Ale jeśli chcą go wykorzystać do jakichś eksperymentów? Jeśli chcą zrobić z niego niewolnika? Odrzucił w kąt te rozmyślania. Nie miał sił się z nimi spierać. Poza tym, gdy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ucieczka epizod III — czytnik · opowiadania