melodramat · 7 min czytania
Ucieczka od przeznaczenia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Impreza dobiegała końca. 4:12. Świetna nuda. -To my już wychodzimy – rzucił Eric. -Idźcie, idźcie, dogonię was zaraz – odpowiedziałem. Muzyka przycichła. Podziękowałem ładnie gospodarzowi. Wziąłem kurtkę i pobiegłem za resztą, byli właśnie na rogu. Już chciałem zmusić się do sprintu za nimi, ale nie wiedząc czemu, zostałem na miejscu. Poszedłem w zupełnie inną stronę.
Trochę się przygotowywałem, nie powiem. 18:06. „No! To teraz mogę wyjść do ludzi. Kurwa, jednak czasami to dobrze wyglądam” – powiedziałem sobie w twarz przed lustrem. Kasa na bilet jest, prezent jest, humor jest. Idziemy! Nienawidzę się spóźniać, więc wyszedłem z domu dużo szybciej. Było już ciemno, miasto z oddali przypominało rozsiane świetliki w kolorze ciemno-pomarańczowym. Do przystanku mam jakieś 700 metrów w całkowitej ciemności. Aż chce się człowiekowi zostać tam na zawsze, albo tylko czekam kiedy pijany kierowca nie zauważy mnie w czarnej kurtce na tle ciemnej otchłani. Trzask łamanej miednicy, odgłos hamowania, panika kierowcy i mój spokój. Cztery zupełnie inne zjawiska. Cztery składające się na marzenie pewnej osoby. Opuszczam powoli czarne piekło, przystanek za 20 metrów. O dziwo jestem tam sam. Autobus podjeżdża. Kupuję bilet. Siadam przy oknie. Sam. Mijamy kilka budynków, mijamy ludzi, którzy wydają się jakby trwali w miejscu. Zawsze zastanawiam się co mają do zrobienia w danym momencie. Ta pani pewnie idzie do sklepu, ten pan zapewne dziś nie wróci trzeźwy do domu, a młoda dziewczyna siedząca na ławce może nie będzie wspominać najlepiej tego wieczoru. Przez chwilę zastanawiam się jaka jest dana osoba. Czy pani jest uprzejma, a pan wulgarny. Dlaczego ta dziewczyna siedzi tam sama, cholernie przygnębiona. Być może starszy pan ma ważny powód, aby zostawić trochę pieniędzy w okolicznych barach. Może ta pani jest bardzo samotną osobą, która zręcznie to ukrywa i stara się być przykładem dla społeczeństwa. A co jeśli wolne miejsce na ławce to moje miejsce? Zastanawia mnie też czy ktokolwiek, kiedykolwiek przez chwilę zastanowił się tak nad moją osobą. Co widzieli? Wolnego, pewnego siebie młodzieńca, czy raczej zamkniętego w sobie samoluba. Myślę, że właśnie dlatego mamy tylko jedno życie. Tylko jedną drogę, tylko jeden wybór. Może gdybym wysiadł teraz z autobusu i pobiegł na czekające na mnie miejsce, zapytał co się stało, życie diametralnie zmieniłoby bieg. Może ona jest moją bratnią duszą, może jest tą jedyną, albo po prostu jest nieźle wstawiona i zaraz wraca do chłopaka. Ale nie, ja jadę dalej przytulam głowę do szyby.
Widzę Marka i Kim. 18:39. - Cześć stary. - Cześć, cześć, siemanko. -Jak się masz? Oczywiście, że chciałbym to wszystko z siebie wyrzucić, ale po prostu jest mi tak źle, że nawet nie wiem jak ubrać to w słowa. -No… dobrze. -Dobra chodźcie do środka, bo zimno. Wcale nie było zimno, ale przecież nie będziemy stali w ciszy na zewnątrz. Czemu ze wszystkich możliwych wyrazów świata Mark wybrał stwierdzenie „bo zimno”? Jaki sens ma w ogóle argumentowanie tego, że po prostu mamy wejść do środka? A może było mu właśnie zimno? - Ej Mark poczekaj. - Co? - Dlaczego powiedziałeś właśnie „bo zimno”? - Co kurwa?! - No dlaczego użyłeś akurat tego stwierdzenia. Czy gdyby było ciepło to zostalibyśmy na dworze? - Ja pierdole, ale ty masz problemy. Wszedł do środka. Zostałem chwilę na zewnątrz. Nie zastanawiało was kiedyś dlaczego ludzie zawsze muszą mówić jakieś „bo”? „Muszę wyrzucić gumę, bo…”, „Masz jedynkę, bo…”, „Nie pójdę z tobą, bo…”. Jakby…