Akcja · 14 min czytania
Uczeń
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce zachodziło. Kimimaro stał na drodze i patrzył, jak zachodzi. Las, który go otaczał milczał; nie poruszało go nawet najmniejsze tchninie wiatru. Posępna góra, u stóp której leżała wioska, w ktorej Kimimaro spędził większość swojego życia, górowała dumnie nad okolicą. Chłopak rzucił spojrzenie w dół, w miejsce, z ktorego teraz unosił sie dym. Wychowywał się w wiosce, której mieszkańcy nade wszystko ukochali spokojne życie. Jego jednego pchało w tajemniczą stronę. Życie w wiosce było piękne, ale zbyt nudne dla niego. I oto po wieczornej rozmowie z ojcem podjął decyzję: wyrusza w drogę, by zostać samurajem. Daremnie jego matka prosiła go, by nie odchodził. Próżno jego bracia i siostry żądali, by pozostał w domu. Kimimaro kochał ich, dlatego obiecał, że opuści wioskę w nocy. Ale sprawy poszły inaczej. Gdy wieczorem banda zbójów napadła na jego wioskę i nikt nie pozostał przy życiu, Kimimaro podjął decyzję. Przy zwłokach ojca zaprzysiągł niebiosa, że zostanie samurajem, aby pomścić swoją rodzinę. Potem wstał, pożegnał się z wioską, która teraz była zrujnowana, ucałował próg tego, co kiedyś nazywał domem i poszedł. Chłopak poprawił swoje kimono ze smokiem wyszytym na plecach. Jego rodzina nie należała do bogatych, ale nie cierpieli też głodu. Kimimaro za rok miał zawiązać kok i stać się dorosłym. Gdyby tylko los nie był tak nieubłagany... Słońce zachodziło. „Pora iść, przede mną szmat drogi, nim dotrę do stolicy.” Właśnie w stolicy Kimimaro chciał zapisać się do szkoły walki Złamanego Miecza i zostać samurajem. Wszystko, co miał, wziął ze sobą. Nie było tego wiele: dwie pary sandałów: geta i waraji, dwa kimona, wojłok i koc do przykrycia. Najcenniejszym skarbem był zwój, w którym jego ojciec zapisał synowi swą ostatnią wolę. Kimimaro wziął go ze sobą obiecując ojcu, że go nie otworzy, dopóki nie zostanie samurajem. Zgasił w sobie pierwsze uczucie, czyli nienawiść. „Nienawiść rujnuje nie tylko drugiego człowieka, ale przede wszystkim ciebie. Powoduje, że wszystkich postrzegasz jako wrogów. Nikomu nie ufasz i na końcu nie ufasz też sobie.” Te słowa wypowiedział mu przed laty ojciec. Dzisiaj były tylko wspomnieniem, dobrą radą, za którą Kimimaro chciał iść. W jego niespokojnym sercu panował teraz gniew, ale chłopak nie podsycał go; przeciwnie przygotowywał się na coś więcej - na zemstę... Po raz ostatni rzucił okiem na swoją wioskę i ruszył w drogę. Do stolicy było daleko, pięć dni drogi. „Skoro mam tam się dostać jak najszybciej, to idę teraz. Nie można żyć przeszłością, ruszamy w przyszłość. A moja przyszłość to samuraj.” Las wokół niego milczał, jakby chciał potwierdzić jego decyzję i uczcić chłopaka, który stawał się mężczyzną. Chłopak zagłębił się w las, milczący i ponury o tej porze dnia. Drzewa, które niegdyś wydawały się radosne, dzisiaj milczały spoglądając na Kimimaro. Stary dąb, który rósł przy wejściu do lasu wydawał się mówić: "Żegnaj". I tak Kimimaro wyruszył. Szedł tak jeden dzień i drugi, posilając się tym, co znalazł po drodze. Nie napotkał nikogo. Dziwne, ale dla Kimimaro było to dobre. Nie miał ochoty z nikim rozmawiać, czuł, że to by tylko rozjątrzyło ogień jaki płonął w jego sercu. Bał się, że drugi człowiek mógłby go odwieść od zamiaru zostania samurajem. Pod koniec drugiego dnia chłopak ujrzał stojącego na drodze mężczyznę. Kok na jego głowie wskazywał, że jest to samuraj. Przy jego boku wisiały dwa miecze: katana i wakizashi. Mężczyzna był ubrany w długie, czarne spodnie samurajskie i koszulę. Twarzy Kimimaro nie widzial, bo mężczyzna stał do niego plecami. Ale nie był sam. Wokół niego stało kilkunastu ludzi z obnażonymi mieczami. Mówili coś podniesionym głosem. Kimimaro podszedł, aby lepiej słyszeć. Przezornie ukrył się jednak w zaroślach, aby pozostawać niewidocznym dla mężczyzny oraz otaczających go ludzi. -Nie myślisz chyba, że damy ci odejść, Hitoshi? Po tym, jak zhańbiłeś naszą szkołę Złamanego Miecza nazywając nas kretynami, nie puścimy cię żywego. Módl się, żeby z twego ciała pozostał chociaż jeden plasterek, bo cię rozniesiemy na strzępy! Mężczyzna nie odpowiedział. Obrócił się tylko i spojrzał kamiennym wzrokiem na prześladowców. -Rzuć miecze na ziemię i błagaj o litość, a śmierć twoja będzie szybka! – krzyknął inny. Samuraj zmierzył go wzrokiem i powiedział: -Precz mi z oczu, łamagi. Nie jesteście godni nosić tych mieczy. -Co?! Za to odpowiesz gardłem, małpo! – wrzasnął jeden z prześladowców. -I właśnie w tym leży wasz problem, kretyni! Nie myślicie głowami, tylko mieczami! Dlatego nie chciałem was uczyć. Powiedziałem waszemu mistrzowi, że jesteście nic nie warci, bo chcecie tylko machać mieczami jak chłop cepem na polu! Tamci, słysząc tak wielka obelgę zazgrzytali zębami i rzucili się na mężczyznę. Kimimaro patrzył bezradnie, jak tamci szarżują na nieznajomego, który był sam przeciw ich dwudziestce. I wtedy rozległ się straszliwy świst miecza. Kimimaro ujrzał, jak samuraj błyskawicznie wyciąga miecze z pochew i precyzyjnie uderza. Jego przeciwnicy nie mieli szans; ledwo podnieśli miecze, już leżeli na ziemi, wijąc się jak ryby. Potem błyskawiczny ruch i kolejni, jeden za drugim padali z poderżniętymi gardłami. Po upływie kilkunastu sekund wszyscy leżeli martwi. Samuraj schował miecze do pochew i spojrzał w stronę Kimimaro. -Wyjdź stamtąd, młodzieńcze. Czego ode mnie chcesz? Chłopak drgnął. Skąd ten człowiek wiedział, że tu w ogóle się znajduje? Na drżących nogach stanął przed samurajem. -Jak ci na imię? -Kimimaro. -Ja jestem Arashido Hitoshi. Dokąd idziesz? -Do stolicy. Chcę zostać samurajem. -Wracaj do domu, pasikoniku. Kimimaro osłupiał. -Nie mam dokąd wracać. Mojej wioski już nie ma. -Zatem zemsta jest powodem, dla którego chcesz zostać samurajem... -Tak... – Kimimaro poczuł łzę na oku. -To nie jest dobry powód do zostania samurajem. -Mnie on wystarczy. -Ale mnie nie. Nienawiść rujnuje każdego, nie tylko drugą osobę, ale i ciebie. W końcu przestaniesz ufać każdemu, nawet sobie. Serce Kimimaro zabiło szybciej. -Mój ojciec też tak mówił... -Miałeś mądrego ojca, mały. Zapadła cisza. -To co mam teraz zrobić? Skoro nawet nie mogę zostać samurajem, to co mam czynić? -Chodź ze mną, Shugyosha.(wojownik – uczeń) Kimimaro poskoczył z radości. -Idę, Sensei! (nauczycielu) I obaj poszli w stronę lasu.
-Powiedz mi, Kimimaro –zapytał Hitoshi, gdy zagłębili się w las – jak sobie wyobrażasz życie samuraja? Chłopak się zasępił. -Samuraj jest szanowany, lubiany i otaczany powszechną czcią. Ludzie na jego widok kłaniają się, a on sam jest rzetelny i uczciwy. -Źle mnie zrozumiałeś. Nie pytam, jak ma wyglądać życie samuraja, ale jak je sobie wyobrażasz. Kimimaro zastanowił się. -Sensei, tak naprawdę to nie wiem, jak to jest. Trudno mi sobie wyobrazić coś, o czym nie mam zielonego pojęcia. Hitoshi się uśmiechnął. -To i lepiej. Skoro nie wiesz, jak ma to wyglądać, jesteś znacznie mądrzejszy niż myślałem. -Na...naprawdę? – wyjąkał zdziwiony Kimimaro. -Nie pochlebiaj sobie, ale miałem już kilku takich, co chcieli być moimi…