melodramat · 12 min czytania
Ufność Matki
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Przyszła do nas dokładnie 21 marca. Dosyć zgrabnie zaczęła wplątywać się w codziennie obowiązki i swym natchnieniem zaczęła nimi kierować. Starała się być niewidoczną, ale z drugiej strony chciała abyśmy ją zauważyli. Starała się zaskakiwać przy każdej czynności i okazji. Była delikatna jak usta niemowlaka. Spokojna jak chowające się pod horyzont Słońce, które cieszyło jeszcze przez chwilę nasze oczy. Jej powietrze było lekko ogrzane. Swym podmuchem sprawiało, że od razu czuliśmy się pewniej i znakomicie odprężeni. Starała się być urocza i hojna w swych podarunkach. Czyste powietrze, jego woń, zielone drzewa i krzewy. Zdradzała się wszędzie. Była w domu, w szafie, w piwnicy i naszych sercach.
Kto mógłby być tym wszystkim? Kto mógłby zdziałać tak wiele? Kto mógłby nas tak zaskoczyć?
To oczywiście Wiosna!
Na imię miał Krzyś. Był małym chłopcem i bardzo starał się doceniać świat. Uwielbiał przyrodę i zwierzęta. Mieszkał w małym miasteczku niedaleko lasu. W centrum znajdował się duży samoobsługowy sklep, do którego razem z mamą codziennie przychodził na zakupy. Krzyś miał 10 lat a od 2 lat był inwalidą, jeździł na wózku do którego przykuty był na „stałe”. Bardzo chciał być normalnym chłopcem, i tak jak jego rówieśnicy chodzić do szkoły, mieć hobby. Pragnął aby ludzie, którzy się z nim stykali nie traktowali go jak człowieka, który już nic nie znaczy. Z natury był bardzo spokojnym i cichym, miłym chłopcem. Starał się, aby wszystko co robi było dobre i aby rodzice byli z niego zadowoleni. Krzyś był blondynem o wypukłych oczach, osadzonych blisko nosa. Twarz okrągła, cera śniada. Usta małe i słabo wyraziste z lekko czerwonymi wargami. Nie miał żadnego rodzeństwa. Pochodził z dobrze usytuowanej rodziny rodziny. Ojciec urzędnik, a mama zajmowała się domem, nie musiała pracować na etacie.
Część 22 / 2
- Mogę dzisiaj zrobić zakupy? – zatrzymał wózek i spojrzał się na mamę, która stanęła obok ze zdziwieniem. - Poradzisz sobie synku? - zapytała - Przecież nie jestem takim niezdarą – dodał Krzyś Zwolnił hamulec, a wózek pod wpływem wywartej przez matkę na niego siły, potoczył się dalej w stronę wejściowych do sklepu drzwi.
Jego mama miała 41 lat, lekko przypudrowane zmarszczki, które z bliska były dość widoczne. Oczy miała bardzo wyraźne, szkliste i niebieskie. Sprawiały wrażenie jakby przez cały czas były lekko zapłakane czy przeszklone. Stała z dala gdzie przypatrywała się poczynaniom swego syna. Krzyś do koszyka, który znajdował się na jego kolanach wkładał wszystko co uważał za potrzebne. Czasami szybciej a czasami wolniej poruszał się między niewysokimi regałami i stojakami, które znajdowały się na terenie sklepu. Jego prawa dłoń, która przez cały czas spoczywała na elemencie sterującym z wielkim zapałem i poświęceniem kierowała ruchem wózka. Przyglądał się wszystkiemu co przyciągało jego uwagę, czasami próbował to dosięgnąć, ale stało za daleko lub za wysoko aby mógł to choćby dotknąć. Mimo tego wszystkiego, zawsze był uśmiechnięty i radosny Zawsze wierzył w to, że kiedyś będzie inaczej, zmieni się jego życie. Miał marzenia, o których nie przestawał myśleć, i które były dla niego priorytetem. Rzadko się smucił, ale gdy już nawiedzał go taki stan ducha, zawsze powtarzał: „Chory nie chory, ale zawsze człowiek”. Doceniali to jego rodzice, którzy z wielką miłością i czułością się nim opiekowali. Starali się zapewnić mu jak najwięcej swobody i dobrą rodzinną atmosferę. Wiedzieli i żyli z tą myślą, że mają syna na wózku inwalidzkim, ale nigdy się tego nie wstydzili. - Co my tutaj mamy? – spytała kasjerka spoglądając w koszyk – Co tam słychać u Ciebie Krzysiu? – dodała - Nic ciekawego, proszę Pani. Mama kupiła mi wczoraj dwie malutkie, białe myszki – odpowiedział Krzyś - No... to teraz masz zajęcie. Musisz się nimi opiekować... - Tak... bardzo lubię zwierzęta - Cieszę się – dodała kasjerka jednocześnie na głos podając wartość zakupów – 40,60 zł - poinformowała - Już daję Krzyś zgrabnie sięgnął do lewej kieszeni skąd wyjął niewielki portfelik. - Dziękuję Krzysiu – odpowiedziała kasjerka z miłym uśmiechem na twarzy Następnie powtórnie położył sobie pełen koszyk na kolana i odjechał wózkiem dalej w stronę mamy. - Mamo? Dlaczego ta pani zawsze dla mnie jest tak miła, a dla innych ludzi taka zwyczajna, normalna ?- spytał Zdziwiła się trochę. Odpowiedzieć na to pytanie było trudno, ponieważ wiązało się to z jego kalectwem i z tym, że inni ludzie traktowali go inaczej, wiedzieli bowiem, że zasługuje na większe zainteresowanie i zrozumienie. Być może chcieli, aby to zauważył jednak Krzyś nie chciał tego, nie chciał aby tak go traktowano. - Nie wiem Krzysiu... pewnie dlatego, że bardzo cię lubi. - Ale ja tak nie chcę. Chcę aby normalnie do mnie mówili, tak zwyczajnie. Mamo musisz coś zrobić! Mówił do niej dość stanowczo i z żalem. Wiedział, że jest chory, ale nie chciał tego pokazywać. Nie chciał tego typu pomocy.
Po chwili w milczeniu opuścili sklep i natychmiast znaleźli się na zatłoczonym chodniku. Krzyś siedział mocno wyprostowany, a jego ręce bezwładnie leżały na oparciach po obu stronach wózka, nie był smutny, ale o czymś myślał. Przez cały czas patrzył przed siebie nie zwracając na nic uwagi. Nie ruszał się ani nie kręcił głową na boki, jak zwykle to robił. Sprawiał wrażenie jakby chciał na coś sobie odpowiedzieć i coś na własny sposób wytłumaczyć. Jego matka szła tuż za nim mocno, oburącz trzymając i pchając wózek, na którym siedział. Nie sprawiało jej to wielkiej trudności, gdyż Krzyś nie był ciężki, a sam wózek można było pchać jednym palcem. Na jednym z ramion wózka wisiała…