psychologia · 11 min czytania
Ułaskawienie
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jakub klęczał na zimnej podłodze. Modlił się całą noc. W głębi duszy, miał nawet nadzieję, że to, co go spotkało to jedynie kolejny koszmar. Pragnął obudzić się w swoim posłaniu, najlepiej nie pamiętając przeżyć ostatnich kilku dni. Słyszał ciche szepty towarzyszy niedoli. Pełne bólu i rozpaczy. W celi obok płakała kobieta. Nie widział jej twarzy, słyszał jedynie jej piękny głos. Dlaczego ją uwięzili? Jej płacz, zdawał się być płaczem anioła, który nie wiedział, dlaczego wszyscy go opuścili, w chwili, kiedy najbardziej tego potrzebował. Czemu o niej myśli? Czuł, że tutaj nie ma miejsca na ludzkie uczucia. W każdej chwili mogli po niego przyjść, a wtedy ta kobieta stanie się nic nieznaczącym pyłem w jego krótkim i pełnym bólu życiu. Zastanawiał się jak do tego doszło. W głębinach umysłu, szukał odpowiedzi i rozwiązania. Rozmyślał o tym, co by było, gdyby był ostrożniejszy, bardziej przewidujący. To tylko i wyłącznie moja wina, uznał. Za dużo myślałem. W tym świecie za myślenie karze się śmiercią. Zawsze uważał się za idealistę. Szukał prawdy i doskonałości tego świata. Teraz wiedział, że te poszukiwania ściągnęły na niego wyrok. Nagle drzwi lochu otworzyły się ze zgrzytem. Ten odgłos zgasił jego trzeźwy umysł, a zimny lęk uciszył wszystkich, którzy jeszcze nie pogodzili się z losem. Klucze strażnika zabrzęczały cicho, niczym potworna parodia kościelnych dzwoneczków. Po kogo idą? To jedyne myśli, jakie w tej chwili potrafił rozpoznać w swojej oszalałej ze strachu głowie. W lochu było wielu więźniów. Oszuści, kacerze, mordercy, szaleńcy, gwałciciele i złodzieje. Całkiem prawdopodobne, że część z nich zostanie ułaskawiona. W przeciwieństwie do niego. Jego zbrodnia była o wiele większa. Mimo to miał nadzieję, iż strażnicy go ominą, pójdą dalej. Przez moment pojawiła się nawet potworna myśl: "Niech wezmą tę kobietę, tylko nie mnie". Szybko odrzucił tą myśl. Nie, nie złamią mnie. Nie zniszczą resztki ludzkich uczuć. Nie zabiją mi sumienia. Zamek celi otworzył się bez żadnych oporów. Jakub patrzył na swoich oprawców, czując się jak we śnie. "Przyszli po niego. Właśnie jego. Tak po prostu". - No kochaneczku. Pójdziesz po dobroci czy mamy ci w tym pomóc? Nie odpowiedział. Nadal wpatrzony w dwie barczyste osoby z przypasanymi mieczami "bękartami", niczym w istoty nie z tego świata, których nie potrafił objąć rozumem. "Oni przyszli po niego..." - Dobra. Bierzemy go. Brat Bernard nie będzie czekał aż się zdecydujesz... Zawlekli go na górę, nie szczędząc mu po drodze kuksańców i szyderstw. Na samym końcu schodów ujrzał otwarte do połowy drzwi. Kiedy doszli do końca, światło z pokoju niemal go oślepiło. Zbyt długo żył w mroku, bez odrobiny światła. Usadzili go na niewielkim drewnianym krześle, naprzeciw dużego dębowego biurka. Zawalonego stertami papierów. I nie tylko papierów. Pomiędzy księgami i dokumentami, przewracały się noże i sztylety. W głębi pokoju widniały narzędzia tortur. Stojący w ciemnym rogu kat, czekał już tylko na wyznaczony sygnał. Zastanawiał się, jak bardzo złym człowiekiem musiał być. Niestety z tych psychologicznych kontemplacji, uwolnił go zimny głos bogato ubranego mężczyzny: - Kogo my tu mamy - zakpił szyderczo. - Pan Jakub z Lancaster. Czy tak? - Tak - odpowiedział, z trudem przełykając ślinę. - Nazywam się Bernard Gui. Oczywiście wiem kim jesteś. Wszystko mam tu zapisane. Wszyściutko. Wiemy o tobie nawet to, czego nie wiesz ty sam Jakubie. Wiesz, co mam na myśli? - N...Nie. Nie bardzo panie. - Mam na myśli to, iż cokolwiek byś nie powiedział, zostanie to zweryfikowane, przez nasze informacje z wiarygodnych źródeł. Chodzi nam jedynie o uniknięcie pomyłki i potwierdzenie tego, co już wiemy - odpowiedział Gui. - Rzecz jasna pomyłki źródeł, nie twojej - dodał chytrze. Kat w rogu nieznacznie się poruszył. Pomimo czarnej maski, Jakub wiedział, że jego twarz nie wyraża żadnych, nawet najmniejszych emocji. - Zostałeś oskarżony o zbrodnie przeciwko Kościołowi - kontynuował inkwizytor. - Czy zaprzeczasz, jakoby w twoim posiadaniu znalazły się dzieła autorstwa Johna Wikleffa? Heretyka, kłamcy i bluźniercy? - Ja...ja nie wiedziałem, że... - Czego nie wiedziałeś? Od kogo je kupiłeś? - Inkwizytor wyraźnie chciał osłabić wolę Jakuba. - Nie pamiętam... - Nie pamiętasz? Bardzo ciekawe - wysłannik Watykanu wziął do ręki własne notatki. - Bo z podań osób, które cię znają wynika, że kupiłeś je od znajomego kupca. Czy zaprzeczasz, istnienia znajomości, z osobą Oliviera Gently? - Nie, ale... - Dość! - kat podszedł w stronę Bernarda. Jakub wiedział, że oto nadeszła chwila, której tak się obawiał. Zamaskowany mężczyzna zaczął rozkręcać dziwne urządzenia. Nawet jego bogata wyobraźnia nie była w stanie domyślić się, do czego służyły. Albo była, ale lęk ją paraliżował. - Zostaw to, nie będziemy przesłuchiwać dzisiaj Jakuba w "ten sposób" - rozkazał inkwizytor. - Nie mamy na to czasu. Wystarczy nam to, co jest. Przyprowadźcie teraz "tą drugą". Dwójka strażników ruszyła w stronę Jakuba, już wyciągając swoje mocne niczym imadła ręce. - To wszystko…