Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 7 min czytania

Ulewa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}ULEWA{/b}

{b}Rozdział pierwszy{/b}

Dziesiąta wieczorem na zamykanie sklepu w Liverpool to zdecydowanie za późno. Dokładnie o tym myślała Magdalen, zakładając kłódkę na górny zamek. Była już stara i zardzewiała, więc dziewczyna zawsze miała problemy z jej zamknięciem. Jednak dziś, o dziwo, łatwo się zatrzasnęła. - Jeszcze jedna - zmęczona ziewnęła i przesłaniając ręką usta wypuściła malutki kluczyk, który cicho poleciał ku ziemi. - Kurwa! – Powiedziała schylając się, aby go poszukać. Dzisiaj wszystko szło nie tak. Było mało klientów, miała spore manko w kasie i dowiedziała się, że jej chłopak prawdopodobnie ma romans. Dobrze, że dzień się już kończy. Może jutro będzie lepiej. Wielka Brytania jest znana z tego, że wciąż tam pada, a Liverpool nie jest wyjątkiem. Kluczyki oczywiście wpadły do (małej, bo małej) kałuży, a Magdalen nie zauważyła jej i włożyła do wody obutą w rękawiczkę rękę. Dokładnie w momencie, w którym palce poczuły przesiąkającą przez cienki materiał rękawiczek wodę, niebo rozświetlił całkiem spory piorun. Dzięki chwilowemu błyskowi na niebie, Magdalen zlokalizowała zgubę i podniosła ją. Kiedy uniosła dłoń, aby przyjrzeć się zdobyczy, zamiast połyskującej stali ujrzała żółć. Brzydki odcień gnijącej żółci. Ostatkiem sił powstrzymała się przed ponownym upuszczeniem kluczyków. Kiedy tylko serce przestało bić jak oszalałe, do umysłu dotarła myśl – to liść. Żółty, jesienny liść. Jesień, jak co roku była piękna, ale w centrum miasta dosyć ciężko było o drzewo. Magdalen rozejrzała się w poszukiwaniu jakiegoś, ale w słabej poświacie starej, migającej latarni ciężko było coś zauważyć. Na domiar złego, zaraz zaczęło siąpić, a po chwili rozpętało się prawdziwe piekło. - Gdzie ta cholerna kłódka - szepnęła dziewczyna w pośpiechu przeszukując torebkę. Jak na prawdziwą kobietę przystało miała tam wszystko: od tamponów, przez perfumy i świetną powieść, a kończąc na zupce chińskiej o smaku ostrego kurczaka. Minęła zaledwie chwila odkąd zaczęło padać, a na Magdalen nie było już suchej nitki. Mokre, średniej długości włosy przylepiły jej się do karku, tworząc skorupę i wzmagając nieprzyjemne uczucie, jakby jakiś duży pająk… - Pfe! Nie myśl o tym, nie myśl o tym - uspokajała się Magdalen zatrzaskując drugą kłódkę – Wreszcie. Odgłosy padającego deszczu zagłuszały zwykłe, pospolite dźwięki śpiącego miasta. Nagle gdzieś za jej plecami rozległ się plusk. Dźwięk wdepnięcia w kałuże sprawił, że dziewczyna odwróciła się na pięcie, twarzą w stronę tonącej w mroku uliczki. Od razu wyobraziła sobie kryjącego się w mroku mordercę, który przykucał za dużym kontenerem. A oczywiście kontener był przy drodze na parking. - Jak tylko będę przechodzić obok wyskoczy, a ja dostanę zawału, o ile wcześniej nie wykończy mnie jakimś niekoniecznie tępym narzędziem – myślała nerwowo rozglądając się po uliczce. Jednak, może z powodu deszczu, a może mroku, nie dostrzegła nic niepokojącego. Parząc uważnie pod nogi, zaczęła przedzierać się przez gąszcz padających na chodnik kropel w poszukiwaniu samochodu. Nie padało z taka siłą od dawien dawna, niewyraźny świat z trudem odcinał swoje kontury od, zdawałoby się, wiecznego smrodu zdyszanych ulic, które pokropione deszczem parowały tworząc scenografię rodem z filmu. Magdalen z trudem hamowała się, żeby nie spojrzeć w niebo w nadziei, że ujrzy batplane’a sunącego z zawrotną

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%