Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 7 min czytania

Ulewa rozdział III

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{b}Rozdział trzeci{/b}

Nie wiem czy wspomniałem, że Monty pracował w domu. Tutaj było jego biuro. To znaczy w salonie, sypialnie klienci zwykle (:)) omijali. Za pięć minut, a właściwie już, Monty miał przyjąć starszą panią, która miała przyjść do niego pierwszy raz. Nazywała się Julia. Julia Jakaśtam. Monty nie zawracał sobie głowy nazwiskami. Pieniądze dostawał do ręki, a do nikogo z klientów nie zwracał się inaczej niż po imieniu (prawie nikogo:)). Monty czekał na nią w kuchni, parząc świeżą kawę. Była 10.00. Leon pałętał się pod nogami Montego, więc ten zniecierpliwiony fuknął na niego. Rozbawiony Leon umknął przed rzuconą ścierką, a potem złapał jej róg i zaciągnął do przedpokoju. Za chwilę położył się na niej i z wyczekiwaniem wpatrywał się w pana. Zadzwonił dzwonek. - Z zabawy nic nie będzie. Znikaj – powiedział grożąc palcem, pogłaskał szczura po grzbiecie, zabrał ręczniczek i otworzył drzwi. Za nimi stała siwa, szczupła pani, która próbowała właśnie złożyć mokry parasol. - Witam, pani Julia? – Kobieta skinęła głową – Julka jestem, miło mi panie doktorze- Monty pokręcił ze śmiechem głową, myśląc, że mama była by dumna, że tak go nazywają. – Proszę wejść i mi to dać – powiedział biorąc od niej przemoczony parasol i płaszcz.. – Straszna pogoda, nie mogłam dojść ze stacji metra do pana nie otwierając parasolki, a to przecież bliziutko! –Poskarżyła się Julka, po czym skierowała się do pokoju. - Napije się pani kawy? - Poproszę, tylko taką słabiutką! –Monty szybko uwinął się z kawą i zaraz zasiedli w Najwygodniejszych Fotelach Na Kontynencie! Gdy się na nie siadało, całe ciało lekko zagłębiało się w oparcie, a miły materiał pokrywający fotel sprawiał wrażenie wtulania się w ukochanego misia. Pani Jola zrobiła zaskoczoną minę, kiedy fotel wchłonął jej eteryczne ciało, po czym uśmiechnęła się zadowolona z końcowego efektu. - Gdzie pan dostał takie fotele, doktorze! Toż to prawdziwy cud! Monty uśmiechnął się, podał Julce filiżankę i zaczęli sączyć. - No, ale kawy to pan nie umie zrobić, znaczy bardzo dobra, ale już po tym fotelu spodziewałam się, co najmniej ambrozji.. –zaśmiała się dobrodusznie i upiła łyk. - Nie wiedziałem, że jest Pani znawczynią kawy, to bym się bardziej postarał. Może jest Pani głodna? Jakieś ciasteczko? -Och, nie trzeba młody człowieku, proszę mi lepiej pokazać Pańskiego pupila. Nie to, że jakoś specjalnie lubię szczury, ale podobno coś w nim jest.. Monty zawołał Leona, który po paru sekundach wysunął się z kuchni i widząc gościa wskoczył mu od razu na kolana. Pani Julia z początku się trochę przestraszyła, ale kiedy ten umościł się u niej na kolanach i zamknął oczy, wyraźnie się odprężyła. -Widzę, że lubi Pani zwierzęta, maPani własne? - Miałam kiedyś kota, Filemona, jak z bajki – Julka, (bo tak w myślach zaczął nazywać ją Monty) zastygła z wyrazem rozmarzenia na twarzy – Miał rude futro, widział Pan kiedyś naprawdę rudego kota? Marchewę? Taki był mój Filuś. Niestety, umarł rok po Marianie. Czasem zastanawiam się, czyją śmierć bardziej przeżyłam – ha ha – zaśmiała się, nie do końca szczerze. -Tak, rozumiem. Jakbym ja stracił Leona, to prawie jak brata. -Co też pan opowiada! TO tylko szczur! To nie to samo, co kot!- Oburzyła się Pani…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%