Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 4 min czytania

Ulica

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ulica. Rzęsiste światło dogasających w gęstych mrokach lęku latarni. Trochę czerwonej poświaty miasta w nocy i padające płatki śniegu, które już nikogo nie cieszą. Ubrana w czarny, długi płaszcz z głową ukrytą w ramionach szybkim krokiem przemierzałam slalomem ulicę pełną przechodniów – trochę jak spłoszone zwierze, które wciąż zatrzymuje resztkę godności, by móc po raz ostatni zaatakować w razie skrajnego niebezpieczeństwa. Jakiś nieokreślony lęk nakazywał mi pośpiech – mieszanka dziwnego strachu wężowatym, chłodnym ruchem ślizgała się po mojej skórze pod ciepłymi warstwami ubrań...W skroniach już tętnił zbyt szybki rytm marszu, tylko o krok wolniejszego od ucieczki, gdy przemykałam się pomiędzy rozpędzonymi pojazdami na szerokiej ulicy. Lęk swoim szaleńczym pulsowaniem zbliżał się do kulminacji, gdy nagle zderzyłam się z jakąś wysoką, męską sylwetką. Cisza. Chwila przerażającego spokoju – gdy już nie ma więcej miejsca w świadomości na strach...Odwaga na podniesienie oczu skądś wypłynęła – jak ostatnia chęć chłonięcia świata tuż przed spodziewaną egzekucją. Bezdech. Był wysoki, jego sylwetkę spowijała czerń, a w jego oczach płonęły gwiazdy... Gdyby nie lęk, moje milczenie można by wytłumaczyć olśnieniem – diaboliczne, męskie piękno, nierzeczywiste – tak wciągające, tak niebezpieczne (to ja cię stworzyłam). - Wiesz, że przyszedłem po ciebie – jego wargi (tak bardzo zmysłowe) wymówiły stanowczo. Do mojej twarzy przybliżył dłoń, miał w niej coś. Karminową różą pogładził mój policzek – były na niej wciąż kryształki lodu, które po chwili rozpuściły się na mojej wciąż żywej i ciepłej skórze...łącząc się z łzą płynącą na znak zrozumienia... - Proszę...nie...-cichy szept nie ust, a duszy, która wciąż chciała wypełniać młode,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%