Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Ulica śmierci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zapadła noc. Dobrze znał te rejony i pomimo, iż jego widoczność ograniczyła się dość znacząco, wiedział gdzie jest. Jedna z najgorszych dzielnic tego miasta. Często można było przeczytać w miejscowych gazetach o napadach i pobiciach dokonywanych w tej okolicy. Mimo zupełnego braku oświetlenia na ulicy, którą teraz maszerował, nie bał się. Stare kamienice uniemożliwiały Neyistowi udzielenie mu jakiegokolwiek wsparcia, ale innym faktem było to, iż nie prosił go o żadną pomoc. Chciał to rozstrzygnąć samodzielnie. Był pewien, że jeśli będzie wystarczająco cierpliwy spotka te osoby, które planował oraz rozliczy się z nimi, przede wszystkim, co wydawało mu się dziwne, gdyż nie powinien tak myśleć, za to kim są. Wydawało mu się, że wszystko zaplanował, ruchy, słowa, posunięcia. Jednak wiedział, że to co teraz zrobi odmieni jego życie, nawróci na inną drogę. Czy słuszną? Czy powinienem tak postępować, zastanawiał się. Przygotował broń, formuły oraz przełamał swój strach, który go teraz nawiedził. Nie będę ciągle tylko obserwatorem! Teraz mogę coś zmienić, mam moc! Spojrzał na zegarek. Dochodziła pierwsza w nocy. Szedł wolno, uważnie stawiając każdy krok, jakoby obawiając się, że może tym samym wywołać wilka z lasu. Serce łomotało mu w piersi. Teraz dopiero poczuł dreszcze na całym ciele. Zwątpił w słuszność zemsty jaką sobie poprzysiągł kilka dni temu. Nie! Teraz nie można się wycofać! Za daleko się posunął z tym wszystkim. Musiał dopić ten kielich do końca, choć wiedział, że na końcu łyknie gorycz w nim zawartą. Był mniej więcej w połowie drogi do końca uliczki, gdy ich spostrzegł. Mówiąc ich mam na myśli trzech muskularnych mężczyzn w ciemnych bluzach z kapturami zarzuconymi na głowy. Posuwali się w jego kierunku swoim charakterystycznym chodem. Jeden z nich trzymał ręce w kieszeni, drugi zaś co parę sekund spluwał na chodnik. Wszyscy bujali się na boki, wyznaczając tym samym tempo chodu. Adrenalina zaczęła rozlewać się po całym jego ciele. Serce zaczęło mu szybciej pracować, napiął wszystkie mięśnie. Zaraz się zacznie, pomyślał. Choć postanowił ich nie prowokować i nie rozpoczynać awantury to jednak był gotów odpowiedzieć przemocą na ich przemoc. Choć zbliżyli się na odległość kilku metrów, nie mógł dostrzec ich twarzy ukrytych w kapturach i mroku. Gdy go mijali myślał, że serce wyskoczy mu z piersi i czym prędzej stąd ucieknie. Przez ułamek sekundy przeszła mu przez głowę myśl, aby nie zważając na nic pobiec czym prędzej przed siebie, stchórzyć. Przeszli. Nie mógł uwierzyć. Po prostu go ominęli. Niemożliwe. W środku nocy nie został napadnięty na ulicy, gdzie był sam jeden, a ich było trzech. Odwrócił się i spojrzał na domniemanych rozbójników, którzy jakby nigdy nic szli naprzód. Odgarnął włosy z czoła i wytarł twarz rękawem. Rozluźnił nieco mięśnie, które miał przez cały czas napięte. Ciężko oddychał. Jednakże dalsze wydarzenia potoczyły się w sposób, który przewidział. Kilka sekund później obserwował jak napastnicy odwracają się w jego kierunku i robiąc kilka kroków naprzód stają naprzeciw niego. Dwóch z nich okrążyło go zamykając jedyną drogę ucieczki. - Człowieku, masz komórkę? – odezwał się ten wybrany na negocjatora. - Nie mam. – odparł Michał, któremu serce jeszcze nigdy nie pracowało tak szybko. Znów nawiedziły go dreszcze. - Mamy cię przeszukać? Oddawaj ją! – odezwał się inny. - Nie mam. Nic nie dostaniecie. - Kurwa, dziecko, to oddawaj hajs bo cię zajebiemy! – tu negocjator podszedł do Michała i zaczął go obszukiwać chcąc sprawdzić każdą kieszeń w poszukiwaniu czegoś co dałoby się ukraść i sprzedać za odpowiednia kwotę. Jednak srodze zawiódł się na tym, gdyż został odepchnięty przez jego ofiarę. - Kurwa! Pierdolnę cię za to! – warknął odepchnięty. Teraz wszystko się zaczęło. Poczuł jak czas się zatrzymuje, pozwalając mu w przemyślany sposób wykonać to co zaplanował. Nim tamci zdążyli w jakikolwiek sposób zareagować on już był przygotowany. Odrzucił prawą rękę do tyłu, ugiął lekko nogi i wyszeptał formułę zaklęcia. Z mroku wyłowił jakiś przedmiot. Błysnęła klinga, a w jego dłoni materializowała się rękojeść miecza, tego samego, który opatrzył zaklęciem Przeniesienia. Zakręcił nim w powietrzu tworząc efektowne koła. Zatrzymał ostrze na wysokości swoich oczu sztychem zwróconym ku napastnikom. Prawą rękę uniósł na wysokość szyi. W dłoni pojawiła się mała kula ognia stworzona z kłębiących się wewnątrz niej strumieni energii. Emanowała z siebie dość mocnym światłem, co sprawiło, że przeciwnicy przerażeni zjawiskiem cofnęli się kilka kroków. Uliczka została rozświetlona magicznym blaskiem. Oczy Michała również zmieniły…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Ulica śmierci — czytnik · opowiadania