Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Edukacja · 11 min czytania

Uliczkami Auschwitz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Nie możemy pozwolić, by pamięć o zmarłych przeminęła, aby w nas, żywych, nie umarła wiara”.

Gdy tylko stopy hitlerowskiej armii spoczęły na piastowskiej ziemi oświęcimskiej, kilka specjalnych komisji SS przeprowadziło inspekcję tego terenu, by dowiedzieć się, czy jest możliwe wybudowanie w tym miejscu obozu koncentracyjnego. Jak się okazało, Zasole – jedno z oświęcimskich przedmieść – było idealnym miejscem. Plan wybudowania tego obozu narodził się w Urzędzie Wyższego Dowódcy SS i Policji we Wrocławiu, którym dowodził SS-Gruppenführer Erich von dem Bach - Zalewski. Jemu zaś podlegał inspektor Gestapo SS-Oberführer Arpad Wigand, który swój wniosek odnośnie budowy obozu argumentował koniecznością przeprowadzenia fali masowych aresztowań wśród ludności Śląska oraz Generalnej Guberni. W jednej z inspekcji brał udział ówczesny kierownik obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen – Rudolf Höss, który został mianowany komendantem obozu w Oświęcimiu. Jego założenie zostało zapowiedziane na kwiecień 1940 roku. 14 czerwca hitlerowcy skierowali pierwszy transport Polaków do Konzentrationslager Auschwitz.

Dziś, mijając bramę z napisem „Arbeit macht frei” nie odczuwałabym praktycznie nic, gdybym nie znała tragicznych wydarzeń, które rozegrały się w tym miejscu ponad pół wieku temu. Teraz na wieżach obserwacyjnych nie doszukam się już wartownika trzymającego w pogotowiu broń maszynową, ani wychudzonych, odzianych w pasiaste ubrania tysięcy sylwetek więźniów, maszerujących tam i z powrotem po obozowych alejkach. Oglądając różne zdjęcia archiwalne wykonane w tym miejscu, natknęłam się na niejedną fotografię przedstawiającą niedożywionych, zabiedzonych więźniów, na twarzach których wylewał się ich cały smutek i ogromne cierpienie. Ten przygnębiający obraz towarzyszy mi zawsze, gdy wspominam szkolną wycieczkę zorganizowaną w ramach zajęć dydaktyczno - wychowawczych i za każdym razem ogarnia mnie nieopisany żal i ubolewam nad losem tych niewinnych ludzi. Uświadamiam sobie wówczas, że oni, nie znając swojego przeznaczenia nieustannie wierzyli w pomyślne zakończenie trwającej wojny i w prawdę głoszoną przez napis znajdujący się na bramie wejściowej. Cały czas mieli nadzieję. Ja także, przemierzając te same uliczki dziś, mam nadzieję, ale na to, że podobna historia nigdy się nie powtórzy. Tak naprawdę, to nie jestem w stanie wyobrazić sobie do końca, co przeżywali ci ludzie. Mogę tylko snuć domysły na temat ich cierpienia i bólu, jakiego doświadczali każdego dnia. Jednak to nie jest wystarczające, by dokładnie zrozumieć to, co miało miejsce w nie tak odległej historii. Przekraczając obozową bramę, z daleka dostrzegłam tabliczkę, z ostrzegającym napisem „Halt - Stój” i ze skrzyżowanymi piszczelami, przypominającymi, że ogrodzenie wykonane z drutów kolczastych było kiedyś pod napięciem, a dotknięcie ich groziło śmiertelnym porażeniem. Takich samych tabliczek na terenie całego obozu były setki, a każde spojrzenie skierowane na którąkolwiek z nich wywoływało we mnie poczucie niepewności. U mnie był to tylko chwilowy dreszcz, a u więźniów wywierało to znaczne piętno na psychice. Do tego codzienny obraz ginących współtowarzyszy, niepokój o losy najbliższych, co często sprawiało, że pozbawiony wolności człowiek, świadomy swego beznadziejnego położenia zdobywał się na ostatni wysiłek i… „szedł na druty”, inaczej mówiąc – popełniał samobójstwo. W gruncie rzeczy, jego los i tak był przesądzony, z czego na początku nie zdawał sobie sprawy i jeśli nie zginąłby porażony prądem przebiegającym przez druty ogrodzenia, to zapewne straciłby życie od kuli strażnika SS - mana. Tak czy inaczej, czekała go nieuchronna śmierć i jest to wręcz wstrząsająca prawda, dla mnie niewyobrażalnie trudna w przyjęciu do świadomości, ale niestety, takie właśnie fakty zapisało życie na kartach naszej historii. Przemierzając zabłocone uliczki obozu, ze smutkiem w oczach spoglądałam na murowane budynki mieszkalne, nazywane „blokami”. W ich wnętrzu panował nieprzyjemny chłód, a w powietrzu unosił się wręcz odpychający zapach. Być może wydawało mi się to tym bardziej odrażające, że spoglądając na puste, szare i zimne ściany, na ich tle oczami wyobraźni widziałam pogrążone w rozpaczy twarze zniewolonych ludzi, bezwiednie opierających się o lodowatą powierzchnię… Momentami wzbiera we mnie złość, którą kieruję do ludzi odpowiedzialnych za cierpienia i ból tych niewinnych więźniów. Oprawcy musieli być całkowicie pozbawieni serca i duszy, ponieważ tylko człowiek z zimną krwią i sercem jak kamień potrafiłby ze spokojem w oczach przyglądać się męczarniom, w jakich przyszło im żyć. Uwarunkowania zewnętrzne, odpowiednia ideologia uczyniła potwora z człowieka, który mógł prawdopodobnie wieść zwykłe, poczciwe życie w małym niemieckim miasteczku. Moją irytację mogę również przypisać niektórym więźniom. Pośród ofiar, więźniów, których chcielibyśmy postrzegać jako świętych, krystalizują się różne postawy. Obok tych, którzy potrafili zachować swoje człowieczeństwo i godność, którzy byli w stanie oddać swoje życie za drugiego człowieka, znaleźli się i tacy, którzy przystosowali się do strasznych warunków, konieczności samoobrony, która polegała na poświęceniu drugiego człowieka

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Uliczkami Auschwitz — czytnik · opowiadania