Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 9 min czytania

Ulotka

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Marcin powoli otworzył oczy, za oknami świeciło już słońce czerwcowego poranka, promienie powoli pełzały po ubraniach i bieliźnie chaotycznie rozrzuconej po pokoju Marcina, światło przeskoczyło na ścianę i zatrzymało się w połowie plakatu Behemotha. Gdy Marcin zrozumiał że od 20 minut obserwuje wędrówkę promieni słonecznych przez jego pokój, wstał, podszedł do biurka i zaczął zjadać przygotowane przez jego ojca kanapki z pasztetem. Marcin od zawsze nienawidził tej obrzydliwej mazi, powoli żuł i przełykał kęsy obrzydliwej kanapki. Wiedział że musi ją zjeść żeby mieć siłę na pracę, dzisiaj o 9 pójdzie do pizzerii i zajmie się roznoszeniem ulotek, sam nie lubił ściągać z klamki tych małych kawałków papierowego marketingu, teraz on będzie roznosił ludziom trochę tych śmieci, może jakaś sześćdziesięcio letnia emerytka skusi się na pizze mięsną, albo jakiś biedny student zamówi sobie ucztę boryny. Żółty zegarek w kształcie banana pokazywał na swojej tarczy 8:30, czas aby się umyć, ubrać i pójść do pracy. Pod pizzerią "Dominium" stała mała grupka konkurencji chętna wziąć udział w kampanii reklamowej pizzerii. - Co to za idiotyczna nazwa? pomyślał Marcin patrząc na szyld lokalu, - kojarzy się raczej ze sklepem z artykułami sado-maso niż z lokalem gastronomicznym. Marcin powoli podszedł do kierownika który rozdawał ulotki, lustrując wcześniej twarze wszystkich ulotkarzy swoim martwym i zimnym spojrzeniem, które Marcinowi od razu skojarzyło się ze spojrzeniem gnijących zwłok z filmu "Świt żywych trupów". To pierwszy dzień jego pracy, aby nauczyć go wszystkich sztuczek niezbędnych do efektywnego rozdawania ulotek, przydzielony został do bardziej obeznanego roznosiciela, małego, czarnowłosego i chudego typa który bez przerwy rzucał na boki nerwowe spojrzenia i sprawiał wrażenie narkomana psychopaty na odwyku, oraz do kapo z pizzerii, w osobie brunetki średniego wzrostu, kompletnie nijakiej osobie, o średniej urodzie, i sprawiającej wrażenie niezbyt rozgarniętej. Kapo o imieniu Marta zabrał Marcina oraz niskiego bruneta o imieniu Jędrzej na dzisiejszy rewir, na ulicy pędów Marcin musiał obskoczyć marne cztery wieżowce oraz z dziesięć mniejszych bloków, wieszał "kupony promocyjne" na dziesiątkach klamek i wspinał się po setkach stopni, aby zarobić parę złotych, które wyda w przeciągu kilku dni. Jego frustracja rosła z każdą klamką i z każdym poganiającym krzykiem kapo Marty, jednak zdusił w sobie złość i upokorzenie prosząc przez domofon siódmą osobę z rzędu o otworzenie drzwi, aby po sześciu godzinach wspinania się po schodach i schodzenia z nich wrócić do domu, zjeść obiad i pójść spać. Następnego ranka Marcin wcale nie czuł zadowolenia z tego, że jako siedemnastolatek, zarabia swoje pierwsze pieniądze ciężką i uczciwą pracą. Postanowił roznosić ulotki do końca tygodnia, aby udowodnić sobie że nie podda się presji Marty oraz marketingowej polityce pizzerii. Przyszedł punktualnie pod pizzerię, wziął ulotki i ruszył razem z resztą, w nowy, większy rejon przy ulicy Betlejemskiej, praca wyglądała prawie tak samo jak poprzedniego dnia, schody, klamki, schody klamki, schody... przez pięć godzin. Został ostatni, trzynastopiętrowy, stary wieżowiec z wielkiej płyty, z pewnością azbest wywołał u połowy jego mieszkańców raka, lub wywoła go wciągu kilku najbliższych lat. Piętro za piętrem, drzwi za drzwiami, wykonywał robotę ulotkarza. Jednak monotonię pracy Marcina przerwał jakiś odgłos, z góry dochodziły powolne, rytmiczne dźwięki, jednak nie przypominały one niczego co Marcin kiedykolwiek wcześniej słyszał, były nienaturalne, kompletnie inne od tego co ludzki zmysł słuchu może odebrać na co dzień. TUM... TUM... TUM... ściany klatki schodowej niosły echem odległy dźwięk. Zastanawiając się nad źródłem nietypowych odgłosów, Marcin posuwał się powoli w górę schodów zostawiając na poszczególnych piętrach ulotki. Wchodząc na dziesiąte piętro poczuł się bardzo dziwnie, jak by przekroczył jakąś niewidoczną granicę światła i mroku, światło na tym piętrze wydawało się słabsze, okno wychodzące przed blok było zabite deskami, a drzwi windy wygięte tak że nie było szans na ich otwarcie. Marcin podszedł do…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%