Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 16 min czytania

"Ulubieniec Bogów" c.d. Terranum (rozdział 5)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

V

Co ten wariat zrobił?! Co on najlepszego zrobił?! Myślał intensywnie Redaktor Naczelny "Życia w Mieście". Jechali z Robertem Misiem samochodem jak najdalej od magazynu, w którym rozegrała się tragedia. W dalszym ciągu miał przed oczami chwilę, w której jego pracownik, w przypływie szaleństwa, rzucił się na czterech uzbrojonych w miecze Remathów. Co on sobie myślał?! Idiota! Kretyn! Rycerzyk! Z gołymi pięściami na super zabójców?! Zwariował jak nic! I przypłacił to życiem... Ratując królową - Kozłowski widział to dokładnie - dostał dwa ciosy w plecy. Potem... Potem już był tylko wybuch jasności, który swoim podmuchem rozerwał napastników zalewając cały magazyn ogniem. To było jak wybuch gazu. Wszystkie szyby wyleciały z budynku. Kozłowskiego i jego towarzysza Roberta odrzuciło w tył przez bramę na zaśmiecone podwórze. Gdy się pozbierali w oddali słychać już było wycie syren. Zaglądnęli tylko na chwilę do środka by zobaczyć, co zostało z pakamery i z osób, które znajdowały się w środku. Gdyby mógł, wymazałby widok rozsmarowanych ciał na posadzce. Ślady krwi upaćkały nawet ściany! Nie wiedział co ma myśleć, nie wiedział co ma zrobić. Był zrozpaczony. Zrozpaczony i zły. Dopadały go wyrzuty sumienia. Przecież to on wysłał tam rano Sienkiewicza... I portal. Przepadł. Jak przewidziała elfka, portal wybuchł przez to, że martwy człowiek - nie wybraniec - wpadł w jego zasięg. Ledwie co odzyskany kontakt z pierwotnym światem został zniszczony! Taka szansa, takie... Nie wiedział jak to właściwie opisać. Jak opisać, to co czuje. Odwrócił się do Roberta: - Muszę się napić! Zwolnił. Zaczął szukać szyldu jakiegoś baru czy pubu.

***

Elpitaphet, szambelan na dworze Władcy Setherinny Lorda Remanthilldrosa siedział cicho w przestronnej królewskiej kuchni jak mysz pod miotłą. Gigantycznych rozmiarów pieczaro - pałac trzęsła się w posadach na skutek gniewnych ryków jego pana. Szabelan miał tylko cichą nadzieję, że Najwyższy nie zgłodnieje za szybko i nie pośle po niego. Kolejny stłumiony ryk przetoczył się niczym grzmot przez pieczarę powodując, że ze stropu odpadł jeden stalagmit i z łoskotem roztrzaskał się o wyłożoną czarnym marmurem posadzkę. Na hakach zamocowanych na metalowym stelażu wzdłuż popielato-szarej ściany zadyndały wielkie końskie i sarnie udźce. Z drugiej strony wielka dębowa beczka, najlepszego sprowadzanego specjalnie z Terranum wina, zatrzęsła się niebezpiecznie. Remanthilldros wpadł w furię kiedy jego nekromanci "wyczytali" ze strzępek ciał wojowników wysłanych do świata ludzi, które za sprawą naszyjników powróciły na Setherinnę, że tak smakowita zdobycz jaką niewątpliwie była królowa Portali - Ellamina mogła zostać pochwycona i to żywcem! Teraz miotał się wściekły po swojej pieczarze i każdy, kto miał choć trochę oleju w głowie usunął się jak najdalej od władcy. Elpitaphet został porwany już za młodu ze swojej rodzinnej wioski w Passadorze, krainie gnomów i niziołków, którą stosunkowo niedawno (40 lat temu) najechały hordy czarnego smoka. Po wielu latach cierpień i upokorzeń trafił w końcu na dwór Rodu Bessard - smoków, którymi władał sędziwy Santhe. To właśnie tam nauczył się sztuki kulinarnej i po śmierci swojego pana został sprzedany Lordowi Remanthilldrosowi. Jego talent został szybko doceniony i z czasem pozwolił gnomowi awansować aż na stanowisko szambelana. W porównaniu do warunków jakie miał u Santhe na dworze władcy Setherinny mógł się pokusić o stwierdzenie, iż jest mu tu nawet dobrze. Oczywiście zachowując wszelkie proporcje i definiując "szczęście" w kategoriach panujących tylko i wyłącznie na smoczych dworach. Niestety poczuł nieprzyjemne mrowienie w swojej głowie. Stróżka ciepłej krwi popłynęła mu z małego garbatego nosa. Władca sondował jego umysł. Wiedział już, że za chwilę smok odezwie się w jego głowie. - Do mnie kurduplu! - usłyszał. - Mam dla ciebie zadanie i niech przyniosą mi wino! Władca wycofał się z jego umysłu. Gnom otarł krew rękawem i powlókł się na korytarz. Oświetlony pochodniami szeroki na pięć metrów i wysoki na dziesięć tunel był wykonany z ulubionego materiału Remathilldrosa - czarnego, sprowadzonego z Alby, marmuru. Przyspieszył, bo nie chciał jeszcze bardziej rozeźlić smoka. Korytarz skończył się i wszedł do przestronnej udekorowanej gigantycznymi bordowymi zasłonami z najdroższego aksamitu komnaty, w której władca przyjmował poselstwa. Oświetlenie tak wielkiej przestrzeni wymagało już magii elfów. Mimo, iż smok nienawidził tej rasy inna technika po prostu tutaj nie sprawdzała się. Na końcu komnaty wznosiło się ogromnych rozmiarów legowisko Lorda. Zdobione złotymi elementami, które odbijały światło wielopoziomowych żyrandoli zwisających ze sklepienia, wymoszczone było miękkim, purpurowym atłasem. Wszędzie, gdzie to tylko było możliwe rzemieślnicy nanieśli godło Setherinny przedstawiające dwugłowego czarnego smoka wpisanego w sześcioramienną gwiazdę - symbol świata smoków. Minął legowisko i skręcił w prawo, w korytarz prowadzący bezpośrednio do skarbca - ulubionego miejsca Lorda Remanthilldrosa. Osobiści strażnicy władcy, dwie skrzydlate hybrydy, przepuściły szambelana bez kłopotów nie zwracając na niego najmniejszej uwagi. Elpitaphet słyszał, że były krzyżówką wilczarów - wielkich górskich wilków zamieszkujących odległe połacie lodowej krainy Issenijkh - i najbardziej krwiożerczych po smokach istot z północnych stepów piaszczystego lądu Bandalloum, Wozarthów - obdarzonych jadowitymi pazurami kotów. Kiedy zagłębił się w mroczny i zimny korytarz słyszał już ciężkie sapanie i pomruki smoka. Mimo panujących w pałacu ciągłych przeciągów czuł odór siarki. Wszedł do największej komnaty w całym kompleksie. Skarbca i zarazem sypialni władcy. - Nie spieszyłeś się nadto - usłyszał w swojej głowie stonowany głos, który wcale nie wskazywał na to, że Remanthilldros się uspokoił. Smoki nie miały przystosowanych strun głosowych do mowy. Dlatego porozumiewały się za pomocą telepatii. - Przybyłem najszybciej jak się dało, Panie! - Milcz psie! Łżesz! Łżesz jak całe twoje plemię! Elpitaphet skulił się w sobie ganiąc zarazem w duchu, że nie utrzymał języka na wodzy. Smok leżał na stercie swojego skarbu, którego blask oślepiał znieruchomiałego gnoma. Klejnoty zrabowane podczas licznych wypraw z napadniętych terenów. Niezliczone złote, srebrne misy, karafki, talerze. Wysadzane brylantami naszyjniki, łańcuszki, pasy, misternie wykute zbroje, miecze i tarcze. Wszystko było zrzucone bez ładu i składu na jedną wielką kupę, na której usadowił się pokryty czarną smolistą łuską gad. Wielki zakończony trzema zakrzywionymi rogami łeb złożył na przednich szponiastych łapach. Jego dwa żółte ślepia z pionowymi źrenicami uważnie wpatrywały się w szambelana. - Przygotujesz nową ekspedycję do świata ziemian - zadudniło w głowie gnoma. - Tym razem Hephates ma skonstruować dwadzieścia naszyjników, a jak Cyjanth będzie się awanturował to sam mu łeb odgryzę! Nie potrzebujemy już portalu! Potrzebujemy jak najwięcej naszyjników! Dla całej armii! - Tak, Panie - odezwał się Elpitaphet wiedząc, że wykonanie tego rozkazu graniczy niemal z cudem. Wiedział też, że jakiekolwiek tłumaczenie smokowi niemożliwości wykonania tego zadania skończyłoby się w najlepszym wypadku nadpaleniem ubrania i owłosienia. Lord Remanthilldros nie dopuszczał żadnych sprzeciwów ani informacji o trudnościach. Był despotą w najgorszym wydaniu, do tego bardzo impulsywnym i zawsze szukał winnych, których surowo karał. Najczęściej śmiercią na różne wyszukane sposoby. Raz znalazł się mroczny elf, który zdołał udowodnić swoją niewinność i miał na tyle... głupoty, by wskazać winnego, którym był smok. Nie doczekał wieczora... Do dzisiaj krąży wśród ludu Setherinny przysłowie: "Nie bądź mądry jak elf Melvinth". - I jeszcze jedno. - powiedział smok - Wybierz do tego zadania Remanthów z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Ulubieniec Bogów" c.d. Terranum (rozdział 5) — czytnik · opowiadania