Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 32 min czytania

"Ulubieniec Bogów" - końcowy

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

VIII

Portal mieścił się w podziemnym kompleksie, który był umiejscowiony we wnętrzu porośniętej lasem góry. Przejeżdżało się przez szereg bram i przejść kontrolnych, gdzie uzbrojeni w przedziwne miotacze strażnicy skrupulatnie sprawdzali przepustki chipowe. Wreszcie dotarli do grubej zbrojonej bramy prowadzącej do wielkiego hangaru. Oświetlono go halogenami o potężnej mocy. Wnętrze wypełnione było wszelkiego rodzaju sprzętem wojskowym. Od wozów bojowych poprzez ciężkie skrzynie z amunicją do skomplikowanej aparatury pomiarowej. Wszędzie krzątało się mnóstwo wojska i służb mundurowych. W rogu hangaru jaśniał portal. Przeszło dwumetrowe owalne wrota do świata ludzi. Michała przeszył dreszcz. W odległości kilkunastu metrów od niego ustawiono krzesła oraz duży świetlisty ekran. Właśnie tam opuścili pojazd i zajęli miejsca wśród innych gwardzistów. - Panowie - bez zbędnych ceregieli rozpoczął masywny jak na elfa mężczyzna - proponuję przejść od razu do rzeczy. Na ekranie pojawiło się zdjęcie okolicy hali, w której Sienkiewicz po raz pierwszy spotkał elfy. - Drużyna B zabezpieczy teren wokół hali - objaśniał instruktor - Jeśli nie natkniecie się na żadne niespodzianki wewnątrz budynku obstawiacie okoliczne dachy snajperami z impulsowymi miotaczami energii. Reszta obstawia wejście. Drużyną dowodzi Lord Midas. Obraz na ekranie zmienił się. Teraz przedstawiał wnętrze hali z zaznaczonymi na czerwono punktami. - Drużyna A przechodzi przez portal po otrzymaniu sygnału od Lorda Midasa. Czerwone punkty przedstawiają rozmieszczenie wojska w całym magazynie. Największy czerwony punkt to miejsce, w którym umieścimy pod eskortą naszego gościa pana Michała, którego zadaniem jest nawiązanie kontaktu ze swoimi przyjaciółmi i przekazanie im wiadomości od naszej królowej. - Czujki wystawione przez drużynę B informują o pojawieniu się wroga oraz o przemieszczaniu się wrogich wojsk. Obraz ponownie się zmienił. Przedstawiał obecnie wejście do magazynu w dwóch rzutach. - W tym miejscu zaatakujemy wroga. - wskazał na wejście do magazynu. - Przewidujemy, że oddział Remantów pojawi się w pobliżu wejścia do budynku, tak jak to miało miejsce przy ostatnim ataku. Będą się przemieszczali w kierunku portalu. Zachowajcie najwyższą ostrożność! Wróg będzie elitarną jednostką przybocznej straży Remanthilldrossa zapewne wspartą magiem i najnowszą technika militarną. Niech bogowie mają was w swojej opiece! Odprawa skończyła się. Gwardziści rozeszli się do swoich oddziałów. Michał stał przez chwilę nie wiedząc co robić. Bardzo chciał zapalić papierosa. - Denerwujesz się, to normalne - odezwał się Danbert. - No, trochę. Pierwszy raz świadomie wstępuję w portal. - Mam dla ciebie wiadomość. Lord Fabian odzyskał przytomność i przesyła ci pozdrowienia. Po tym wszystkim będzie ci chciał podziękować. Tobie i twoim przyjaciołom. - A tam... - Michał machnął ręką - Nie ma sprawy. Rozległa się syrena. Halogeny zmieniły kolor na pulsujący czerwony. - Czas ruszać - powiedział Danbert. Pierwsza grupa B żwawo wbiegła w portal. Błysnęło oślepiające światło. Teraz grupa, której skład wchodził Michał czekała w pełnym rynsztunku gotowa do przekroczenia wrót.

***

Czekali pół godziny. Wreszcie nadszedł sygnał od dowódcy grupy B. Lorda Midasa. Danbert sprawdził jeszcze stan swojego oddziału - oczywiście była to rutynowa kontrola. Po chwili zarządził wymarsz. Żołnierze dwójkami sprawnie wbiegli w portal. Ostatnią parą byli Danbert i Sienkiewicz. Elf chwycił Michała pod rękę i nim ten zdążył zareagować pociągnął go w jaśniejącą powierzchnię. Sienkiewicz nigdy nie zapomni odczucia jakie towarzyszyło przejściu między światami. Pamięta, że krzyczał kiedy jego stopy straciły grunt. Potężne uczucie wciągania i przyspieszenie jakiego dostał zaraz po przekroczeniu progu portalu sprawiło, że dostał mdłości. Miał zamknięte oczy wedle instrukcji szkoleniowych, ale ledwo się powstrzymał przed ich otwarciem. Świst w uszach oraz oślepiające migotanie przebijające się przez zaciśnięte powieki. Po czym gwałtowne wyhamowanie i kontakt z twardą powierzchnią posadzki magazynu. Otworzył oczy. Nic nie widział. Był to naturalny efekt uboczny podróży przez portale. Po około minucie wzrok przyzwyczaił się do panującego w magazynie półmroku. Podtrzymywany w dalszym ciągu przez Danberta dał mu znak, że da radę stać o własnych siłach. Gwardziści rozbiegli się na swoje pozycje. Sienkiewicz dopiero teraz zastanowił się jak właściwie ma się skontaktować ze swoimi przyjaciółmi. Spytał o to elfa. Ten uśmiechnął się chytrze i wyciągnął z kieszeni telefon komórkowy. Michał uśmiechnął się. Telefon był włączony i naładowany. - Używacie też komórek? - Nie potrzebujemy takich prymitywnych urządzeń - powiedział elf zjadliwie i uśmiechnął się rozbrajająco pokazując szereg równych białych zębów. Sienkiewicz wystukał numer Redaktora Naczelnego gazety "Życie w mieście".

***

Dźwięk telefonu wyrwał Roberta Misia ze snu. Mimo, że musiał być dyspozycyjny w każdej chwili to do pobudki o tak wczesnej porze nie był przyzwyczajony. Zaspany odszukał komórkę. - Słucham? - Co słychać u najlepszego pismaka w mieście? - Co jest... Kto mówi?! - nie mógł uwierzyć dziennikarz. - Oj, chyba już wiesz kto... - To kurwa nie możliwe! - A jednak! - Młody! Żyjesz?! Kurwa jego mać! - nie krył swojej radości. - Nie, dzwonię z piekła! Lucyfer się o ciebie pyta... - Co się z tobą... - Później! - przerwał Sienkiewicz. - Słuchaj mnie, ważna sprawa. Jeszcze w dzisiejszym wydaniu musisz zamieścić to, co ci podyktuję! - To znaczy... - Czekaj, uspokój się! Znajdź kartkę, najlepiej kilkanaście! Jak załatwisz dodatek to przyjedź do magazynu z cyfrówką będzie gorąco!

***

Lord Remanthilldros przemierzał korytarze swojego siedliska. Od kilku dni mógł sobie znaleźć miejsca. Był w świetnym humorze. W końcu nadszedł dzień jego chwały i zwycięstwa, w którym zada druzgoczący cios elfom i ich poplecznikom. Zgromadził wielotysięczną armię na granicy Nessarithpolis. Kilkuset magów z całego królestwa mocowało się nad zniesieniem kopuły stanowiącej ostatnią zaporę szpiczastouchych na drodze do serca ich kraju. Wieści docierające z linii frontu były bardzo optymistyczne. Lada chwila kopuła miała paść. Przygniatająca przewaga magów po stronie smoczej armii gwarantowała szybki sukces. Później jego najlepsi generałowie poprowadzą wojsko do największego zwycięstwa w historii Terranum i do przejęcia kontroli nad całym znanym uniwersum. W tym samym czasie elitarna jednostka Remanthów sposobiła się do przeniesienia w świat ludzi. Prosty chirurgiczny manewr miał na celu opanowanie portalu i przygotowanie gruntu pod inwazję. Każdy z wojowników został wyposażony w naszyjnik przenosin o bardzo wielkiej mocy. Ich autor Cyjanth wyglądał, jakby nie spał od tygodni. Tak było w istocie, gdyż w ostatnich dniach zrezygnował ze snu byleby tylko wykonać zadanie w terminie i dzięki temu uratować głowę. Znajdowali się w przestronnej jaskini oświetlonej jedynie płomieniem wielkiej kadzi, w której w naturalny sposób bulgotała lawa. Było duszno od siarki i potwornie gorąco. Remanthilldros z dumą patrzył na swój oddział. Kilka chwil dzieliło go od rozpoczęcia ataku. Wreszcie po przedłużającym się w nieskończoność oczekiwaniu otrzymał telepatyczny meldunek: - Panie nasz i władco... Kopuła przestała istnieć! Wojna. Smok paskudnie uśmiechnął się do siebie.

***

- Nadchodzą - odezwał się Danbert szeptem - Czujki dały znak. Przygotować się! Michał z Danbertem schronili się na metalowym balkoniku tuż przy dachu skąd mieli doskonały punkt obserwacyjny. Ranek nastał pochmurny. Ciężkie kłęby chmur, z których skośnie padał deszcz, wisiały nisko nad ziemią. W szarym świetle dnia pomiędzy budynkami Michał dojrzał kilkanaście pochylonych sylwetek, które szybko i bezszelestnie zbliżały się do magazynu. Dowodzący tym oddziałem zatrzymał się nagle i nakazał jednemu ze swoich podkomendnych sprawdzenie wejścia. Podbiegł. Drzwi ze zgrzytem otworzyły się. Wojownik ostrożnie zajrzał do środka lustrując wnętrze. Dał znak. Oddział ruszył dalej. Byli coraz bliżej wejścia, kiedy szeptem odezwał się Danbert: - Spokojnie, niech wejdą do środka. Atak na mój znak. Remantowie kolejno wchodzili do środka. W momencie kiedy dziesięciu było już w środku Danbert krzyknął: - Yamahl!!! Zaskoczony oddział błyskawicznie rzucił się w rozsypkę. Na zewnątrz snajperzy elfów seriami pulsujących pocisków rozprawiali się z Remanthami. W środku na rozbiegających się przeciwników rzuciły się elfy uzbrojone w miecze. Rozgorzała bitwa. Przewaga liczebna po stronie elfów wcale nie gwarantowała szybkiego sukcesu. Elitarny oddział Remanthów umiejętnie bronił się przed atakiem. W beznadziejnej sytuacji ich dowódca wykrzykiwał niezrozumiałym językiem rozkazy. Na zewnątrz padło ośmiu wojowników. Jeden wpadł do środka, ale został dosłownie skoszony mieczem przez nadbiegającego elfa. Drugi ze szczęśliwców wbiegł między swoich, którzy utworzyli swoisty obracający się wokół własnej osi pierścień. Pierścień to rozszerzał się zadając i blokując ciosy to znów się kurczył. Atakujące elfy szybko się zorientowały, że jest to bardzo niebezpieczna sytuacja, gdyż właściwie nie mogły na dłużej związać walką żadnego z Remanthów, a co za tym idzie unieruchomić żadnego z broniących się zaciekle wrogów. Danbert szybko zareagował. Przez drzwi wpadło trzech snajperów. Oddali trzy salwy w kierunku pierścienia. Jeden z Remanthów zachwiał się i przewrócił na zewnątrz okręgu. - Wyżej! Wejdźcie wyżej! - darł się do nich Danbert. Snajperzy szybko znaleźli lepszą pozycję do strzału wskakując na stertę śmieci w rogu hali. Stąd mogli precyzyjniej wybierać cele. Rozpoczęli metodyczne ostrzeliwanie Remanthów. Kiedy tylko któryś z nich się odsłonił momentalnie snajperzy oddawali strzały. Przy pierwszej padło trzech i trzy ciała upadły na posadzkę. Michał naliczył jeszcze siedmiu Remanthów, których cały czas nękały elfy atakując ze wszystkich stron. Jeden z elfów zlekceważył możliwości mutantów i nadział się na kontrę. Zatoczył się z krzykiem do tyłu obryzgując posadzkę krwią. Kolejnych dwóch Remanthów padło od strzałów snajperów. Pierścień się zmniejszał. Elfy atakowały co raz mocniej z coraz większym zaangażowaniem. Wreszcie po kolejnym celnym strzale snajpera udało im się przełamać opór. Remanthowie poszli w rozsypkę. Teraz każdy z nich musiał bronić się przed co najmniej trzema elfami. Padali po kolei. Wreszcie ostatni żołnierz z elitarnego oddziału Lorda Remanthilldrosa padł pod naporem elfów, z których gardeł rozległ się okrzyk radości. - Meldować! Jakie straty? - krzyknął Danbert i jednym susem zeskoczył z balkonu na oddaloną o dziesięć metrów ziemię. Oniemiały z wrażenia Sienkiewicz stwierdził, że nigdy się nie przyzwyczai do tego jak działa ziemska grawitacja na przybyszy z Terranum. Zszedł wolno po drabince na dół. Przy drzwiach zapanowało zamieszanie. Trzech elfów wprowadzało szarpiących się Misia i Kozłowskiego! - Puśćcie ich! - powiedział Michał. Elfy posłusznie spełniły jego prośbę. - Witaj chłopcze! - naczelny i Miś objęli Sienkiewicza. - Co się z tobą działo? - Później będzie czas na opowieści. Macie nagrane wszystko? - wskazał na trzymana przez Roberta kamerę. - Wszystko z zewnątrz! Zrobimy jeszcze kilka ujęć tutaj... - Spoko myślę, że elfy nie będą miały nic przeciwko. Fajnie was widzieć chłopaki. Zawiadomcie moich bliskich, że już żyję. - Sam to zrobisz! - Nie mogę. Musze wrócić jeszcze z powrotem. - powiedział z żalem. - Mam tam jeszcze jedną sprawę do załatwienia. - Mogę ci towarzyszyć? - spytał Robert. - To bardzo niebezpieczne! - Sfilmowałbym wszystko! - Pogadam z Danbertem... Michał podszedł do dowódcy i chwile rozmawiali. Elf nie miał wesołej miny, ale po chwili kiwnął głową na zgodę. Miś widząc to, przybił piątkę z naczelnym. Kiedy podszedł do nich Sienkiewicz Kozłowski powiedział: - Następnym razem mnie zabierasz na wycieczkę. - To nie wycieczka! Tam jest wojna i właśnie decydują się jej losy. - Mamy mało czasu - przerwał im Danbert i dodał: - Szybko, trzeba założyć naszyjniki. Zaraz się zacznie proces zwrotny. Podał dwa naszyjniki Michałowi. Miś tymczasem przekazał nagraną kasetę Kozłowskiemu. - Ale będzie sensacja z tymi zdjęciami! Roześlemy kopie do wszystkich stacji! - Stan dwudziestu członków ekspedycji - zameldował jeden z elfów. - Osiemnastu gwardzistów i dwóch ludzi. - Dobrze przygotujcie się - rozkazał Danbert - Trzech elfów do ochrony ludzi. Reszta za mną na spotkanie z Alesathrem. Kozłowski zobaczył, jak migotają postacie tych, którzy mieli naszyjniki po czym rozmazały się i znikły. - Nigdy się do tych waszych czarów nie przyzwyczaję - mruknął naczelny do stojącego obok elfa.

***

W swojej siedzibie Lord Remanthilldros czekał na dobre wieści z frontu oraz ze świata ludzi. Od momentu wysłania ekspedycji towarzyszyli mu inni członkowie Radu Pięciu Smoków. Czarny smok nerwowo krążył po jaskini. Po opadnięciu magicznej kopuły armia smoków i ich sprzymierzeńców ruszyła do szturmu. Spodziewano się łatwego zwycięstwa i szybkiego marszu na stolicę elfów. Jednak elfy przyjęły sprytną taktykę. Wytrzymały pierwsze najbardziej zmasowane natarcie i mimo ogromnych strat zdołały utrzymać swoje pozycje. Kiedy wojska Remanthilldrosa przegrupowały się i przystąpiły do kolejnego szturmu okazało się, że elfy wycofały się ze swoich pozycji. Zaskoczone wojsko parło na przód bez przeszkód kiedy po przejściu dziesięciu kilometrów wpadły w zasadzkę przygotowaną przez szpiczastouchych i krasnoludów, którzy akurat nadeszli ze wschodu. Zaskoczona armia została zaatakowana z dwóch stron ponosząc duże straty. Nim opanowano sytuację zarówno krasnoludy jak i elfy wycofały się szybko po łuku i schroniły w porośniętych gęstym lasem górach na granicy stolicy Nessarithpolis. Tam ustawiono kolejną linię oporu. Wzmocnioną przybyłymi ze stolicy posiłkami pod dowództwem Lorda Damiena. Właśnie trwała ciężka i niezwykle trudna bitwa w górach Hannorield. Ostatnie meldunki były umiarkowanie optymistyczne. Armia Remanthilldrosa mozolnie posuwała się na przód. Obrzeża puszczy, gdzie znajdowało się jedyne wejście do tunelu prowadzącego przez las do stolicy, płonęły podpalone przez wycofujących się obrońców. Zmusiło to armię Lorda do przedzierania się przez niedostępny las. Tam co jakiś czas dochodziło do zbrojnych spięć z elfami i krasnoludami, które stosując szybkie podjazdy nękały nie nawykłe do walki w takich warunkach naziemne wojsko Lorda Remanthilldrosa. W tak osłoniętym terenie na nic zdały się powietrzne oddziały smoków, które nie mogły nic dostrzec poprzez konary pradawnego lasu. Rozumieli to doskonale członkowie Rady i dali upust swojemu niezadowoleniu. - Możemy utknąć w tych lasach. - odezwał się pierwszy Neldar - Bez wsparcia z powietrza mogą nam przetrzebić wojsko i nie będzie miał kto oblegać miasta! - Tobie by się to spodobało co?! - warknął czarny smok, lecz po chwili się opanował - Spokojnie, oni nie mają już żadnych regularnych wojsk w obrębie murów. A mieszkańcy sami poddadzą miasto, kiedy zobaczą nasze smoki krążące na niebie. - Tylko najpierw musimy tam dotrzeć - odezwał się Mahyion Czempion białych smoków. - Dosyć! Ja wiem co robię! - wrzasnął Remanthilldros. Do jaskini wszedł nadworny szambelan Elpitaphet. Jak to zwykle bywało przy każdej jego wizycie u władcy, był sparaliżowany strachem. - Panie, otrzymaliśmy informację o nadejściu zwrotnym naszyjników... - Świetnie! Portal jest nasz. Jedna sprawa z głowy... - zastanowił się nad sensem słów szambelana. Przecież miał wrócić tylko jeden. Odwrócił się do sługi, który malał w oczach. - Powiedz, że się przejęzyczyłeś mówiąc "naszyjników"? Widmo rychłej śmierci stanęło przed oczami szambelana. Jeśli powie prawdę na pewno nie dobiegnie do wyjścia z jaskini, a jego spopielone szczątki będą rozwiane przez najbliższy przeciąg. - Panie... Nie wiem czy dokładnie usłyszałem... Ale... Nie dane mu było dokończyć myśli. Rozsierdzony smok…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%