Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 8 min czytania

Umarli, nie wracajcie więcej!

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Umarli, nie wracajcie więcej!

Matka wyjęła z szafy serwetę bieluśką jak śnieg i nakryła do kolacji.. Od czasu przyjazdu Tamtego kolacja była codziennie celebrowana jak Święto Bożego Narodzenia. Widocznie matka pragnęła po swojemu, po kobiecemu wynagrodzić mu tych dwadzieścia lat prymitywnej wegetacji na marginesie człowieczeństwa a także te długie samotne dni jej syna i syna bohatera z portretu w pustym mieszkaniu podczas gdy ona była w pracy. Był synem tego z portretu, bohatera i udawał, że kontynuuje studia.

Kobiety jakoś łatwo znajdują równowagę w najdziwniejszych sytuacjach życiowych - z jakimś ni to oburzeniem, ni to wrogością wobec matki myślał Andrzej obserwując jak Tamten zbliżał się niepewnie do stołu ostrożnymi krokami skazańca wlokącego swą kulę u nogi, jak gdyby ten nakryty stół, pod lampą rzucającą ciepłe światło na błyszczącą porcelanę, był ołtarzem z monstrancją. Andrzej próbował czasem wyobrazić sobie, jakie mogą być myśli tego człowieka. Wyobrażał sobie, że tak pewnie czuł by się rozmrożony człowiek z pieczary, wprowadzony nagle do cywilizacji zaawansowanej o kilkaset lat rozwoju technicznego i kulturalnego. Jedna rzecz tylko nie pasowała do tej koncepcji - przecież ten sam człowiek uczestniczył dwadzieścia lat temu w życiu społeczeństwa młodszego od teraźniejszości, o zaledwie dwadzieścia lat, wypełnionych walką, burzeniem oraz ponowną odbudową i nie można powiedzieć, że współczesność daleko prześcignęła stan rzeczy sprzed dwudziestu lat.

Lecz to właśnie ten człowiek cofnął się o tych kilkaset lat wstecz, do stanu półdzikości, do poziomu umysłowego wystraszonego dziecka, do stanu oddziaływania pierwotnych instynktów samozachowawczych. Co musiało się dziać z tym człowiekiem, jeżeli mogła zajść w nim taka przemiana? Na to pytanie Andrzej nigdy nie umiał znaleźć odpowiedzi, nie potrafił sobie wyobrazić. Widział tylko tyle, że za dwadzieścia lat, podczas których on przyszedł na świat, odrósł od matczynej piersi i pieluszek, zdobył wykształcenie, ukształtował swe życie wewnętrzne i nabrał odpowiednich nawyków cywilizowanego człowieka, Tamten został wyrwany z życia i w całkowitej izolacji od wszystkiego, co ongiś stanowiło treść jego życia poddano go jakiejś maceracji umysłu przy jednoczesnym stosowaniu nieznanych tortur fizycznych.

Tok rozmyślań przerwała mu nieśmiało matka, próbując rozładować wyczuwane przez nią napięcie pozornie beztroskim paplaniem o kolacji, o wydarzeniach w pracy. Lecz jak zwykle niemal codziennie jej wysiłki spełzły na niczym, gdyż zamknięty magle w sobie syn nie potrafił otrząsnąć się z zadumy a Tamten nie wyczuwał żadnego napięcia pochłonięty całkowicie skromnym a jednocześnie zachłannym konsumowaniem, właściwym ludziom, którzy dużo i długo głodowali. Jednakże szybko zaspokajał głód nie znając uczucia sytości i podświadomie wydzielał sobie racje żywnościowe znormowane na poziomie utrzymywania się przy życiu. A teraz to robi znowu. Andrzej czul, że na plecach narasta mu gęsia skóra. Nauczył się już znosić bardzo wiele, lecz tego widoku nie mógł znieść. Wstawał w popłochu od stołu pod byle jakim pretekstem i znikał byle gdzie, byleby tego nie widzieć. Tak i teraz wstał może nazbyt gwałtownie a matka spuściła głowę i mocno zacisnęła usta. Tylko Tamten nie zauważył niczego i spokojnie, drobiazgowo pozbierał wszystkie okruszynki z serwety, zapakował je do rogu chusteczki, pieczołowicie zawiązał węzełek i schował zawiniątko do kieszeni ubrania, w którym ciągle jeszcze czul się nieswojo. Następnie pogładził swoją długą…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%