Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 8 min czytania

Unplugged

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Unplugged

Sobota, wieczór, godzina siedemnasta, nie jeszcze nie, tuż przed siedemnastą. Siedzę w domu sama, a, gdzie tam sama, z suką siedzę, ja klekoczę klawiaturą ona pochrapuje w fotelu. Skarbonka ze znajomymi poszła do kina. Wybladek oczywiście w pracy. Po mojej prawicy stoi rozłożona deska do prasowania, a na niej artystycznie pognieciony stos ubrań. Czuję, że ta decha mnie psychicznie molestuje, zerkam na nią z obrzydzeniem, planuję jakby się wymigać od prasowania, ale nie! jak wrzód na dupie, stoi i straszy! Psuje mi humor. Od trzech dni walczymy ona wywołuje we mnie wyrzuty sumienia z powodu nie wykonania normy, a ja skutecznie rozkładam co rano tego potwora, żeby zrezygnowana z poczuciem winy, wieczorem, złożyć dechę a ubrania zapakować do szafki z rzeczami do prasowania. I tak sobie walczymy, aż do dzisiejszego wieczora. Kto to widział, żeby w sobotni wieczór brać się za prasowanie. No, więc wszystko robię, żeby nie prasować. Siedzę przy komputerze, rozmawiam z wybladkiem i Blondi przez gg, nic pilnego, nawet nic ciekawego, ale to trzyma mnie z dala od żelazka. Nagle słyszę głośne mruknięcie albo raczej ostatnie westchnienie wszystkich elektrycznych urządzeń w moim mieszkaniu i zapada ciemność. Komputer zdechł jak wszystko inne. No pięknie, nie ma prądu! A już prawie z sympatią podchodziłam do prasowania ... rany, kto mi w to uwierzy... Czyżby korki wywaliło? Ale co? Podnoszę rolety i zerkam za okno, a tam panuje ciemność. Dobre sobie! znaczy się awaria osiedlowa nas dopadła. Zdziwiłam się. Dwudziesty pierwszy wiek, żadnej wichury a tu za oknem i w mieszkaniu ciemności egipskie! I to wszystko bez ostrzeżenia! Ruszam do szuflady zamieszkałej przez rodzinę 160-u świeczek, bezpardonowo garściami rozdzielam woskową rodzinę, kilkanaście z nich rozstawiam, gdzie się da, wszystkie bez litości podpalam. Współpracują ze mną bez zarzutu. W mieszkaniu robi się jasno, czy nie o to chodziło? Suka nadal śpi zwinięta w fotelu, jakby nie wiedziała, że świat wokół niej zamarł w ciemnościach, przygnieciony ciszą, bez telewizorów, mruczenia komputera, wiertarki sąsiada i innych takich odgłosów, które zawdzięczamy elektryczności. Staje nad nią i z pretensją w glosie mówię: - Co zrobiłaś? Ona otwiera szeroko, zaspane oczy i tylko się gapi. Jak nic, prowokuje mnie, ale nie odpuszczam i atakuję: - Zeżarłaś prąd! Przyznaj się! Wiem, że to ty. Oddawaj mój prąd. Macha ogonem, ale niezbyt pewnie. Chyba jest niewinna, leży nadal z brzuchem do góry i merda radośnie ogonem. Nie ma poczucia winy, to nie ona ! Odpuszczam suce, dzwonię do skarbonki, musze się komuś wyżalić. Ah, te ekstremalne emocje! Mówię jej : - Dobrze, że poszłaś do kina, bo u nas nie ma prądu! – liczę na współczucie - No co ty! Niemożliwe ! Ale dziś jest mam talent! – no tak skarbonka uważa, że w prawdziwej cywilizacji takie rzeczy jak awaria prądu nie mają miejsca - to dla niej zbyt duży szok i nie mam co liczyć na współczucie. Rozłączam się. Muszę sobie znaleźć jakieś zajęcie, prasowanie odpada z wiadomych powodów, wychylam się przez okno, ciekawa reakcji mieszkańców osiedla, ci mnie nie zawodzą! Jest czego posłuchać i, na co popatrzeć ! Dobrze jest, są atrakcje. Piętro wyżej sąsiad wyskakuje na balkon i głośnym rykiem oznajmia wszem i wobec swoją rozpacz, już jestem przy oknie. Stawiam na przerwany mecz albo na nie zasejwowaną grę! Słyszę kobiecy głos, który stara się powstrzymać rozpaczliwca przed skokiem z balkonu. Wciąga go łkającego z powrotem do mieszkania. Ze stoickim spokojem siadam w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Unplugged — czytnik · opowiadania