Inne · 8 min czytania
Upadek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Niebo było szarawe, ale nie zapowiadało się na burzę. Delikatny wiatr powiewał tutaj, poruszając szarym płaszczem. Włosy zaczesywały mi się do tyło, tworząc mi grzywkę, taką jaką kiedyś nosiłem w młodości... Na wspomnienie tych czasów spłynęła mi łza po policzku. Gdzie się podziały tamte radosne czasy? Tyle szczęścia miałem w sobie... Tyle obiecywałem, tyle też starałem się dokonać. A teraz stoję tutaj, spoglądając na ruchliwą ulicę pod moimi nogami. Zaledwie krok dzieli mnie od rozwiązania problemów... ale nie wiem czy jestem gotów tego dokonać. W głowie plątały mi się różne myśli, żadna z nich nie jest w stanie dotrzeć do końca. Zawsze pojawia się jakaś inna, które przerywa mi myślenie i kieruje mój wewnętrzny galimatias na zupełnie inne tory. Chcę... Nawet nie wiem czego chcę. Chyba spokoju. A ten asfalt które tam na mnie czeka jest w stanie mi go zapewnić. Chyba już na mnie pora. Przyszedł czas na ten ostatni i ostateczny krok. Jednak nadzieja we mnie dalej żyje. Wciąż myślę, że uda mi się to wszystko ułożyć, że wyjdę na prostą. Jednak zagłuszam tą myśl. Czas na takie marzenia już dawno minął. Teraz albo nigdy, ten krok który wreszcie mnie wyzwoli od całego bólu. Robię to. Czuję brak oporu pod nogą, przyjmuję to z ulgą. Czuję jak spływa ze mnie całe napięcie, jakie towarzyszyło, im bardziej się przechylam ku krawędzi. Słyszę jeszcze, jak ktoś otwiera drzwi prowadzące na dach. Za późno... Spadam. Czuję powietrze otaczające mnie. Zamykam oczy, odwracam się plecami do ziemi. Płaszcz powiewa mi, kiedy pędzę ku ziemi, coraz szybciej i szybciej. Budynek jest wysoki... ale droga na dół nie powinna długo zająć.
***
Spadanie na swój sposób było bardzo filmowe. Lot w dół, przez lekko zamglone niebo z pewnością ładnie wyglądałby na ekranie kina. Możliwe że ktoś uroniłby łezkę nad pięknem tego widoku... Jednak pozostali patrzyliby najpewniej ze znużeniem na to co się działo na ekranie. Kolejna historia tego, który narzeka i narzeka. Zrobiłby coś z sobą a nie tylko marudzi. Upadek zdawał się ciągnąć. Z płaszcza zaczęły wylatywać zdjęcia. Chłopak otworzył oczy, zainteresowany nagłym furkotem. Zdjęcia pochodziły z różnych okresów jego życia. Były te wesołe i te smutne, te nijakie i te znaczące. Furgotały mu przed twarzą niczym stado wściekłych ptaków, otaczały go, jak gdyby chciały zwrócić mu na coś uwagę. Kolejne i kolejne zdjęcia pojawiały się przed jego twarzą, furgocząc. Kolejne obrazy pojawiały się w jego pamięci, a po policzku spłynęła kolejna łza. Zapomniał już właściwie jak to jest płakać... Przez tak długi czas nie odczuwał potrzeby by to robić. Teraz jednak, pod sam koniec uznał, że może sobie pozwolić na uronienie łezki. Kropla spłynęła kawałek i uniosła się w powietrze, błyszcząc w promieniach słońca, które nagle wychyliło się zza chmur, jak gdyby chcąc spojrzeć ostatni raz na odchodzącego człowieka. Gdy tak spadał kolejne zdjęcie przeleciało mu przed oczami. Znał osobę na tym zdjęciu... To był on, ale jakiś inny. Coś się w nim nie zgadzało, chociaż widział tą twarz już wiele razy przed lustrem. I w końcu zrozumiał co to było. Chłopak na tym zdjęciu był smutny. Rzadko widział siebie smutnego, dlatego nie potrafił rozpoznać takiego grymasu u siebie. Jednak nie spodobało mu się to zdjęcie. Wyglądał na nim brzydko... A przed śmiercią wolał zobaczyć chociaż jedną ładną rzecz. Zdjęcie odleciało i powróciło do tłumu falujących karteczek. Kolejne pojawiło się przed jego twarzą. Tym razem był to gniew. Wściekłość wprost buchała z tej twarzy, sam był niemal przerażony ilością wściekłości jaka niemal ociekała ze zdjęcia. Odrzucił je, tak samo jak poprzednie. Było dla niego za bardzo nieprzyjemne. I kolejne zdjęcie. Znał emocje doskonale. Obojętność... Tak często ją przyjmował że nie był w stanie nawet zliczyć. Ileż to razy…