Przyjaźń · 8 min czytania
Upadek czy lekcja życia?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Mam na imię Anka. Tak, wiem. Każdy gdy to usłyszy zaczyna się śmiać i krzyczeć: „Anka cyganka, Anka cyganka!”. Tylko jest jeden problem, mnie to nie śmieszy. Wychowuję się w domu dziecka i mam 17 lat. Teraz wiem, że ludzie którzy mówią, że dzieci wychowujące się tak jak ja, mają szansę na normalne i udane życie, po prostu kłamią. Zawsze mi czegoś brakowało, a opiekunowie mówili tylko: „Zrób to, zrób tamto”. Powoli zaczynało mnie to nudzić. Nigdy nie miałam przyjaciół, nie miałam z kim porozmawiać. Wychowawcy? Im nie zależało na tym, abyśmy czuli się dobrze i bezpiecznie. Oni mieli własne życie, rodzinę. Niedawno poznałam grupkę osób, z którymi znalazłam wspólny język. Niestety, ta znajomość nie wyszła mi na dobre. Co tydzień zakładałam czarną maskę i wraz z nimi szłam rabować sklepy. Zawsze udawało nam się uciec policjantom. Na początku kradliśmy tylko jedzenie, słodycze. Później zaczęliśmy żądać pieniędzy. Nie wiem, dlaczego tak postępowałam. Może chciałam się zemścić. Tylko na kim? Na losie chyba nie można się zemścić. Nigdy nie miałam wyrzutów. Pewnego razu gdy obrabialiśmy mały sklep, akurat znajdował się tam ksiądz. Powiedział, że jesteśmy bezbożni i nie mamy sumienia. Te słowa w ogóle nas nie wzruszyły, ale wiem, że miał on rację. Dwa dni temu po raz pierwszy wzięłam hasz. To taki narkotyk. Nie jest szkodliwy, ale dzięki niemu można choć na chwilę oderwać się od szarej rzeczywistości. Wracając do mojego niby „domu” wpadłam na chłopaka, który był ciężko chory i jeździł na wózku inwalidzkim. Coś w nim uszkodziłam, wypadła jakaś śrubka i chłopiec poprosił, abym pomogła mu wrócić do domu. W gruncie rzeczy nie jestem złym człowiekiem i postanowiłam zrobić dobry uczynek. Tak dokładnie to nie wiem, dlaczego to zrobiłam, bo przecież w moim stanie nie mogłam odróżnić dobra od zła. Może to przez ten narkotyk. Tak, jestem pewna, że to on wywołał u mnie obojętność. Chłopiec podziękował mi, powiedział że źle wyglądam, ale zaprosił mnie na następny dzień na herbatkę. Rano obudziłam się na ławce w parku, najwidoczniej nie miałam siły dojść do „domu”. Od razu przypomniał mi się ten chłopiec i postanowiłam go wykorzystać. Poszłam do niego, wzięłam prysznic, zjadłam śniadanie. Chłopiec, który jak się okazało ma na imię Rudi, zachowywał się naturalnie i bez żadnych uwag, pozwolił mi korzystać ze swoich dóbr. -Gdzie mieszkasz?- zapytał. -Ja tak naprawdę nie mam domu, jestem sierotą. Bóg nie dał mi tyle szczęścia co to tobie- odpowiedziałam. -Szczęście? To nazywasz szczęściem? Jestem kaleką, ale to nie koniec. Mam raka i lekarze nie dają mi wiele szans. Zostało mi niecałe dziewięć miesięcy życia- odrzekł. Zamurowało mnie. Byłam zszokowana. Rudi był jeszcze taki młody. Miał dopiero osiemnaście lat. -Anka nie przejmuj się. Ja już się przyzwyczaiłem do tej myśli i wiem, że tak po prostu musi być- powiedział, widząc moje zakłopotanie. Wiem, że to dziwne, ale ja naprawdę go polubiłam. Dopiero teraz zrozumiałam, co to znaczy sympatia. Od tamtego dnia odwiedzałam go codziennie. Znajomość ta nie przeszkodziła mi jednak w realizowaniu mojego hobby. Był też taki moment, że uciekając ze sklepu, policjant był tuż za mną. Niespodziewanie przede mną pojawił się Rudi. Dosłownie spadł mi z nieba. Chciałam go ominąć, ale on chwycił mnie za rękę i powiedział: „Udawaj moją opiekunkę”. I tak zrobiłam. Policja przebiegając koło nas dziwnie mi się przyglądała, ale nie zatrzymali się. Po prostu mnie nie rozpoznali. Byłam wolna dzięki Rudiemu. -Skąd wiedziałeś?- zapytałam. -Twoja mina cię zdradziła. Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale ja też byłem kiedyś normalny, zdrowy i również popełniałem błędy, robiłem psikusy. Ale uwierz mi, nie wyszło mi to na dobre. Zostałem ukarany. Proszę Aniu, skończ z tym póki jeszcze masz czas- odrzekł. -Dziękuję za dobre słowa,…