Zbrodnia · 17 min czytania
Upadek Ikara
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na początku kwietnia, tego roku, do moich drzwi zapukali pracownicy firmy serwisującej klimatyzację. Wpuściłem ich do mieszkania, a oni porozglądali się, pomierzyli coś jakimiś aparatami zrobili kilka zdjęć i notatki do dokumentacji. Nie minęło dwadzieścia minut, a już podpisywałem dokumenty związane z kontrolą i usłyszałem, że zjawią się ponownie za rok. Po wszystkim, pożegnali mnie grzecznie i wyszli. Wyleciało mi to z głowy. Do dnia moich urodzin...
-+- Przed trzema miesiącami, kiedy wychodziłem z biura, zaczepił mnie jakiś mężczyzna. Nie znałem człowieka, więc dałem mu do zrozumienia, że nie mam dla niego czasu, ale wtedy on zaświecił mi przed oczami odznaką policyjną i powiedział: - Panie Mateuszu, mamy do pana prośbę. Niestety, nie możemy tutaj rozmawiać. Chciałbym się z panem spotkać w „Lunie”. Będę tam pomiędzy osiemnastą, a dziewiętnastą. Proszę potraktować sprawę poważnie, bo chodzi tu o bezpieczeństwo, a nawet życie wielu ludzi. - Pan mnie chyba z kimś myli – zasugerowałem całkiem poważnie. - Bynajmniej, panie Mateuszu. Chodzi o pańskiego nowego sąsiada spod jedynki. Zapewniam, że kilka osób liczy na pana pomoc. Proszę przyjść, najwyżej straci pan godzinkę i zapomnimy o sprawie. Kiedy to powiedział, oddalił się w pośpiechu, rozglądając się na boki jakby w obawie, że ktoś może zauważyć nas razem. Nie usłyszał, lub nie chciał usłyszeć, kiedy zawołałem w jego stronę, żeby się zatrzymał. Szedłem chwilę za nim, ale bardzo szybko zniknął w gąszczu wąskich uliczek.
-+- Do mieszkania dotarłem pół godziny później. Poszedłem do kuchni, nalałem sobie soku, klapnąłem na krzesło i zacząłem myśleć o tym, co mi się przydarzyło. Byłem trochę oszołomiony i nie za bardzo wiedziałem jak to ugryźć. Może nawet nie zawracałbym sobie tym głowy, gdyby nie wspomniany sąsiad, prawdziwy wrzód na dupie. Mieszkam na osiedlu domków szeregowych. Mój sąsiad zza ściany, Tadeusz, zajmuje dom z brzegu, pod jedynką, a ja zaraz za nim. Tadeusz często wyjeżdża na wielomiesięczne podróże i w tym czasie wynajmuje swoje cztery kąty różnym ludziom. Niestety, obecny lokator był nie do zniesienia. Mieszkał tam dopiero od tygodnia, a już zdążył mi napsuć krwi. Łysy, napakowany kark, jak mniemam bandzior, który większość dnia spędzał w łóżku, a uaktywniał się nocą. Gdyby tylko wychodził wieczorem i przychodził nad ranem by się wyspać, nie miałbym z nim kłopotów, ale przez ten tydzień, regularnie wracał w środku nocy, w towarzystwie panienek i bawili się na całego. Jego gust muzyczny zaspokajały proste rytmy disco polowe, a jedyną rozrywką był głośny seks. Tak więc upłynął mi tydzień na nocnym słuchaniu dennej muzyki i głośnym sapaniu połączonym z przeklinaniem i głośnym wzywaniem Boga. Miałem oczywiście dosyć, ale nie chciałem od razu konfrontować się z jakimś szemranym typkiem. Teraz znienacka pojawiła się okazja. Po rozpatrzeniu za i przeciw postanowiłem udać się do kawiarni „Luna”.
-+- Lokal, jak zwykle był pełen ludzi, z których więcej niż połowa stanowiły pary, bo kawiarnia „Luna” była dobrym miejscem na początek romantycznej randki. Po wejściu do środka, od razu zauważyłem policjanta, który zaczepił mnie popołudniu. Siedział sam. On też mnie zauważył i podniósł rękę. Kiedy podszedłem do stolika, wstał i wyciągnął dłoń na powitanie. - Pan pozwoli, że się przedstawię, nazywam się Piotr Czarnecki i jestem z policji – końcówkę zdania już wyszeptał. – Niech pan usiądzie, panie Mateuszu. Na co ma pan ochotę? Zamówiłem herbatę, a kiedy kelner oddalił się, po podaniu mi parującego wrzątku i torebki do zaparzenia, policjant przeszedł do rzeczy. - Po pierwsze, jestem Piotr i proponuję mówić sobie po imieniu, żeby nasza rozmowa przypominała spotkanie kolegów, bo nigdy nic nie wiadomo. Przystałem na to trochę niechętnie, jednak po sugestii, że lepiej abyśmy wyglądali na znajomych, postanowiłem się nie spierać. - Piotrze – powiedziałem, chociaż brak „Panie” na początku tego zdania sprawiał, że czułem się niekomfortowo. – Co ja tu robię? - Nie lubisz tracić czasu, co? To mi się podoba. Nadawałbyś się do nas – powiedział funkcjonariusz i zaczął naświetlać mi sprawę. – Powiem najprościej jak się da. Twój sąsiad to bandzior. Jednak, nie jakiś tam gangsterzyna zastraszający właścicieli sklepików kijem bejsbolowym, to naprawdę kawał zimnego skurwysyna. Trochę nam trwało namierzenie go, ale w końcu jest. - No to go aresztujcie. Co ja mam z tym wspólnego? - I tu zaczynają się schodki. Widzisz, możemy tam wejść, skuć go i posadzić na dziesięć lat, ale w czasie prowadzenia śledztwa doszliśmy do tego, że ta kanalia to nie zwykła płotka. Gromadząc materiały natrafiliśmy na ślad grubszej sprawy. Niestety, nie mamy jeszcze dostatecznie dużo dowodów, żeby przymknąć wszystkich, których chcemy. Musimy tych ludzi złapać na gorącym uczynku, a do tego potrzebujemy informacji, co gdzie, kiedy, rozumiesz? Powiem tak, ci ludzie planują, coś na dużą skalę i stanie się to w najbliższych dniach. Wiemy co planują, ale brakuje nam danych, żeby móc znaleźć się w odpowiednim miejscu i wszystkich przyskrzynić. Zdaję sobie sprawę, że brzmi to enigmatycznie, ale nie mogę więcej zdradzić. - No co ty, chyba nie chcesz, żebym dla was szpiegował, czy coś? – zapytałem. - Nie bądź niemądry, oczywiście, że nie. Chcielibyśmy tylko, żebyś na kilka dni użyczył nam swojego mieszkania. Zadekujemy się w nim, żeby móc podsłuchiwać twojego sąsiada. Nie ma lepszej miejscówki. Oczywiście, zrobimy to w taki sposób, że nikt nic nie zauważy. Jesteśmy zawodowcami. Jest tylko mały haczyk. - Słucham? - Musisz się na to zgodzić. Nie możemy cię do tego zmusić. Tyle. Powiem tylko, że jeśli nam się uda, będziemy w stanie ocalić wiele osób. Niestety, o twoim udziale nikt się nie dowie, co oczywiście ma dobre i złe strony. Mogę cię zapewnić, że aresztowań nie będziemy dokonywali w sąsiedztwie, wychodząc wprost z twojego mieszkania, a nas samych nikt nie skojarzy z Policją. Potrzebuję twojej odpowiedzi do dwóch godzin. Jeśli dasz nam zielone światło, wpadamy jutro rano. Próbowałem jeszcze dowiedzieć się jakichś szczegółów, ale Piotr konsekwentnie zasłaniał się tajemnicą śledztwa. Posiedzieliśmy jeszcze kilka minut, po czym dał mi numer telefonu, pod który mam zadzwonić jeśli się zdecyduję.
-+- Wróciłem do siebie bijąc się z myślami. Nie uśmiechało mi się pakować się w jakieś kłopoty, a z drugiej strony nie chciałem przez całe życie patrzeć na siebie jak na tchórza, zresztą, według Piotra, mój udział i tak miał być znikomy, a Policja, jak zapewniał, mogłaby na tym wiele skorzystać. Mimo wszystko postanowiłem się zgodzić, w decyzji wspomogła mnie też znienawidzona muzyka, którą około dwudziestej pierwszej wyraźnie usłyszałem z mieszkania sąsiada. Byłem pewien, że pokrętło dźwięku w jego odtwarzaczu posiada tylko dwa stopnie – WYŁĄCZONY i WŁĄCZONY NA CAŁY GŁOS, ŻEBY WKURWIAĆ SĄSIADA. Przed dziesiątą zadzwoniłem do Piotra, aby poinformować go, że w to wchodzę.
-+- Wszystko odbyło się profesjonalnie, tak jak zapewnił mnie Piotr. Następnego dnia, o ósmej rano, do mojego mieszkania zawitali policjanci, którzy wyglądali, jak pracownicy firmy budowlanej. Zauważyłem, że byli podzieleni na dwa zespoły – Piotr i jeszcze dwaj funkcjonariusze od razu po wejściu zaczęli instalować sprzęt podsłuchowy, a pozostali, dla niepoznaki, nosili jakieś paczki z panelami, kafelkami i tym podobnymi rzeczami. Byłem przekonany, że ktokolwiek patrzył na tę krzątaninę, nie miał wątpliwości, że trwają u mnie przygotowania do prawdziwego remontu. Żeby mieć na wszystko oko musiałem zostać w domu, co nie stanowiło dla mnie problemu, bo mogłem pracować zdalnie. - Trzeba wyłączyć prąd na kilka minut – powiedział Piotr, który nadzorował tę operację. – - Technicy muszą coś sprawdzić. - Dobra – odpowiedziałem i wbiłem odpowiedni kod gdyż moje mieszkanie było zabezpieczone alarmem. Od razu po tym zadzwoniła do mnie firma ochroniarska, z pytaniem, czy to autoryzowane wyłączenie. Szybko ich uspokoiłem, a policjanci mogli wrócić do pracy. Przez kolejne dni Piotr, jako jedyny był cały czas w mieszkaniu. Oprócz niego towarzyszyli mu dwaj funkcjonariusze nieustannie obsługujący podsłuch. Ci zmieniali się co dwadzieścia cztery godziny, kiedy, każdego ranka przyjeżdżało auto fałszywej firmy budowlanej. Policja zadbała też o to, żeby z mojego mieszkania wydobywały się dźwięki…