Psychologia · 6 min czytania
Upadek pewnego człowieka - fragmenty
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Okna pozasłaniane. Wieczór. Półmrok. Jedynie migotliwe światło czerwonych świec. Siedziałam na środku pokoju, niewygodnie w wygodnym fotelu. Leciutko bujałam się... to w przód to w tył. Nie jestem pewna, czy o czymś myślałam, czy odpłynęłam już do końca. Słyszałam jakąś muzykę, lecz była to melodia stworzona jedynie przez mój umysł. A może po prostu już kiedyś ją słyszałam? Była taka, że aż przechodziły mnie dreszcze. Dosyć szybka, ale zarazem smutna. I cisza... Zatrzymałam się. A potem znów muzyka zaczęła rozbrzmiewać w moim umyśle, a ja znów, nieświadomie, zaczęłam się bujać w jej rytm. Wzrok utkwiłam w mdłym blasku świec. Zamknęłam oczy. Chciałam odpłynąć, znaleźć się w jakimś innym, piękniejszym świecie. Rozmyślania przerwał mi tak nieprzyjemnie znajomy huk. Drgnęłam, a strach zaczął we mnie narastać. Z przerażeniem otworzyłam oczy. Słyszałam wyraźnie, jak ktoś wkłada kluczyk do zamka drzwi wejściowych. Czekałam dosyć długo, nim nastąpiło charakterystyczne trzaśnięcie informujące o przekręceniu klucza. „Proszę, nie idź tu... proszę, nie idź tu... proszę, nie...” Znów zamknęłam oczy. Moje usta poruszały się bezdźwięcznie szepcząc słowa tej modlitwy. Usłyszałam niewyraźny bełkot. Szedł i obijał się o ściany... Byłam pewna, że nie zamknął drzwi. „Błagam, idź sobie... błagam...” Zacisnęłam powieki w rozpaczliwym geście, wciąż się bujając. Kąciki moich oczu stały się wilgotne. Otworzył drzwi. Wszedł do swego pokoju i z trzaskiem je zamknął. Jak dobrze... nie wszedł do mojego pokoju. Niepewnie otworzyłam oczy i równie niepewnie wstałam. Podeszłam do drzwi i chwilę przy nich nasłuchiwałam. Delikatnie nacisnęłam na klamkę... Uchyliłam drzwi. Skrzypnęły lekko. Cholerne drzwi... Na szczęście nie usłyszał. Na twarzy poczułam chłód, co upewniło mnie w fakcie, że nie zamknął drzwi. Ruszyłam więc w ich stronę, ostrożnie stawiając każdy krok. Kolejny huk. Zamarłam. Miałam wrażenie, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Lecz nic poza tym jednym hukiem. Cisza. Najwyraźniej spadł z łóżka. Aby tylko nie zechciał wyjść z pokoju. Przykucnęłam i po omacku szukać zaczęłam klucza. Coraz bardziej nerwowo. Jest! W końcu się udało, wydawać by się mogło, że w ostatniej chwili. Szybko chciałam włożyć go do zamka. Najwyraźniej zbyt szybko, bo przez długi czas nie mogłam trafić. Zamknęłam ostrożnie drzwi. Zawahałam się. Zacisnęłam zęby i powieki. Ręka mi drżała... Przekręciłam kluczyk, a zamek trzasnął nieprzyjemnie. - Yhh... Co... To Ty?... Z przerażenia, me źrenice zwięzły się gwałtownie. Zostawiłam zamknięte już drzwi i jak najszybciej, a zarazem najciszej, udałam się do swego pokoju. - Chodź tu ty suko!... Drzwi znów skrzypnęły, tym razem jednak nie zbyt się tym przejęłam. Zgasiłam dmuchnięciem wszystkie świece i wtuliłam się w fotel obejmując ramionami swe kolana. Łzy coraz to gęściej spływały po mych policzkach. Obił się parę razy o coś i znów upadł. Potem usłyszałam już tylko dziwny mamrot - nic…