Akcja · 6 min czytania
Upadek - Ysteriny cz. 11
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tharin naciągnął skórzany pas o szerokości kilku centymetrów i uważnie obserwował, czy przypadkiem nie pęka w jakimś miejscu. Gdy się upewnił, wymierzył odpowiednią długość, po czym skrócił go grubymi nożycami. Adept ognia siedział na kamiennej poręczy na balkonie Akademii Magów. Lubił to miejsce. Widok, jaki roztaczał się za jego plecami, był iście nieziemski. Potężne łańcuchy Nienazwanych Gór okalały zbudowane w rozległej kotlinie miasto. Głębokie żleby ciągnęły się od samych szczytów wpadając u podstawy bezpośrednio do lazurowego jeziora. Na powierzchni majaczyły słoneczne refleksy, które nadawały miejscami wodzie złoty kolor. Krajobraz urozmaicały wędrujące po bezchmurnym niebie gromady świergoczących ptaków. Panujący spokój i wszechogarniająca cisza koiły duszę Tharina, który od czasu rewolty w Kalgirze nie mógł znaleźć sobie miejsca. Po tamtych wydarzeniach jego ciało zostało praktycznie wyleczone, nie licząc bólu w nodze, który nawiedzał go, gdy za bardzo ją przeciążał. Jednak wciąż nachodził go pewnego rodzaju niepokój i strach, które nie pozwalały w pełni wrócić do zdrowia. Czuł jak gdyby coś ciężkiego zalegało mu na sercu, choć sam nie potrafił wyjaśnić co. Najgorsze były pytania. Pytania, na które nikt nie potrafił mu udzielić odpowiedzi. Co tak naprawdę się stało? Kim była tajemnicza osoba w sali tronowej? Czemu nic nie pamięta? Choć zdawał sobie sprawę, że masakra na dworze królewskim nie była jego zasługą, odczuwał żal i pewnego rodzaju winę za to, że nie potrafił temu przeciwdziałać. Westchnął, po czym przymocował drugi kawałek skóry do poprzedniego pasa. Kątem oka dostrzegł wchodzącego na balkon Khabyrra. Podniósł głowę dopiero wtedy, gdy tamten podszedł do niego mówiąc po drodze: - Jak się masz Tharin? – podniósł rękę w geście przywitania. - Witaj. – odparł sucho mag ognia – Nienajgorzej, choć pamiętam lepsze czasy. – Spojrzał na niego przymykając oko z powodu oślepiającego blasku słońca. Khabyrr uśmiechnął się lekko. - Nad czym pracujesz w taką piękną pogodę? – zapytał ciekawy. - To – rzekł z pewnym ociąganiem – To jest pas na miecz, a raczej na dwa. Innavar prosił mnie, abym mu taki zrobił. - Dwa miecze powiadasz? – rzekł w powietrze – A na jakiej zasadzie ma to działać? Innavar będzie biegał z dwoma mieczami przy spodniach? - Niezupełnie – pokręcił głową Tharin przywiązując sznurkiem kolejny element – Pas będzie zakładało się na ramię. O tak. – przejechał palcem od lewego barku na skos w dół – Jeden miecz będzie przytwierdzony wzdłuż pasa, drugi zaś prostopadle do niego. Stworzy się zapięcie krzyżowe. Popatrz – nasunął na długi pas dwie pochwy, które przez cały czas leżały nieopodal. Przytwierdził je sznurem i długim kawałkiem wąskiej skóry - Bardzo mocne. Nie luzuje się i nie spada podczas walki, gdyż opiera się na całym ciele. - Interesujące – Khabyrr był zdziwiony tą…