Fantasy · 13 min czytania
Upadek - Ysteriny cz. 13
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 22
- Nie wierzę. – powiedział Magnus z goryczą, gdy posłaniec zakończył odczytywanie listu. – Po prostu nie wierzę. Na zebraniu Rady Magów, która została powołana na miejsce istniejącej dotychczas Kapituły, pojawili się jedynie zaufani współpracownicy Magnusa oraz osoby, które sam wytypował. Każdy pełnił taką funkcję, jaką potrafił i na jakiej znał się najlepiej. Każdy miał prawo głosu i każdy mógł wyrazić swoje zdanie, choćby miało być sprzeczne z opiniami innych magów. - To przecież kłamstwo! – wybuchnął Innavar – Nikogo z naszych tam nie było. Wszyscy zostali ewakuowani bądź też sami opuścili tamte tereny w obawie o swoje życie. – przerwał na znak dany przez Magnusa. Posłaniec, który chwilę temu opuścił Karmazynową Salę doręczył list od cesarza Karakynakh, w którym to ów władca w dość wulgarny sposób wypowiadał się na temat „plemienia czarowników” jak określił wówczas magów. Ostre słowa pociągały za sobą dużo poważniejsze działania. Za kolejną napaść dywersyjną ze strony adeptów Cesarz Murahh wypowiadał wojnę nie tylko magom, ale również całej społeczności Inthassy. Twierdził ponadto, iż nie będzie w najmniejszej mierze tolerował zuchwalstwa magów oraz tylko siłą może wyegzekwować sprawiedliwość. Zalecił tym samym niezwłoczną kapitulację w celu uniknięcia rozlewu krwi. Na tym słowie urywała się treść listu. Magnus błagalnym wzrokiem spojrzał w stronę Rovana oczekując, że chociaż on będzie w stanie przekazać mu dobre nowiny. Ten podszedł do podłużnego stołu, przy którym stali wszyscy zebrani i delikatnie położył na blacie zawinięty wstążką zwój. - Kalgirczycy poparli bez wahania racje Karakynakh. – rzekł powoli uważnie obserwując reakcje pozostałych. - Mamy wiadomość – Khabyrr zabrał głos – że Hamernia natychmiast postawiła ultimatum Kalgirze, w którym oznajmiała, iż jeżeli nie przerwą działań wojennych pociągnie to za sobą poważne konsekwencje. - Uszanowali sojusz – powiedział ktoś – Nie jesteśmy sami. - Cisza! – uspokoił ich Magnus - Według wywiadu – kontynuował Rovan, gdy znów nastała chwila milczenia – Theaspor również przystąpił do wojny, lecz nie będzie brał udziału w działaniach wojennych. Ograniczy się jedynie do pomocy wojskowej oraz udostępni pas wybrzeża do przygotowani inwazji morskiej. - Theaspor? – Innavara ogarnęło przerażenie – Tam właśnie pojechał Solvay! Mówiłem temu chłopakowi żeby tam nie wracał, ale on się uparł. - Zawiadomcie go przez Oko Maga. – doradził Tharin – Musi stamtąd uciekać. - Zajmę się tym. – rzucił Innavar, po czym bez chwili zwłoki opuścił salę. - Khredin koncentruje swoje oddziały, lecz nie wydało decyzji, co jeszcze zamierza zrobić. - Boją się. – skwitował Khabyrr. - Wiedzą, że w razie otwartego konfliktu możemy nie zdążyć im z pomocą. – Magnus wodził wzrokiem po twarzach zebranych. – Jakie wieści z Maimyru? - Ogłosili mobilizację. – odpowiedział twardo Rovan. - Stanęliśmy w obliczu światowej wojny. – Magnus nabrał głęboko powietrza – Są wiadomości od Ayrova? Wiadomo, co z nim? – Khabyrr pokręcił przecząco głową. - Nic nie wiemy. - Jesteśmy podwójnie zagrożeni – Magnus usiadł na twardym krześle obserwując swoich współtowarzyszy. – Od zewnątrz i wewnątrz. – zatrzymał wzrok na Tharinie. – Twoje przemiany są nieprzewidywalne. Nie wiemy, co je wywołuje, ani co może powstrzymać. Ostatnim razem połowa ogrodów akademickich wyparowała razem z szybami w pobliskich oknach zanim zdołałeś się opanować. – Tharin zacisnął zęby po przypomnieniu sobie chwili, gdy obudził się leżąc na gołej ziemi w miejscu, gdzie jeszcze chwilę temu znajdował się gaj Khar’thusa - Nie mamy, niestety głupio to brzmi, żadnej kontroli nad tobą. Nastała chwila milczenia, w czasie której zastanawiano się, jakie działania należałoby podjąć w obecnej chwili. Że też musiało się to wydarzyć tuż po przejęciu władzy, pomyślał Khabyrr zmartwiony całą sytuacją. Ellerin z racji tego, iż była żoną Ayrova została dopuszczona do obrad Rady, lecz cały czas trzymała się na uboczu nie zabierając głosu. Yna również nie odezwała się słowem. Oczy Khabyrra zwróciły się w kierunku stojącej na uboczu osoby. - Mistrzu Faddin, chciałbyś zabrać głos? Mag natychmiast oprzytomniał, po chwili namysłu przytaknął. Podszedł do krawędzi stołu opierając się o blat. Opowiedział zebranym o odnalezionym pamiętniku, o swoim odkryciu, wreszcie o Ysterinach, które przedostały się do świata ludzi. - Zapewne każdy pamiętał ten czas – mówił wyraźnie, zupełnie jakby przemawiał przed mistrzami Akademii. – Straszliwe burze, bałwany na jeziorze sięgające do burt łodzi i kolor nieba, jakiego nikt nigdy nie widział. – zrobił krótką pauzę obserwując, czy aby ktoś przypadkiem nie wziął jego mowy za majaki jakiegoś szaleńca. Wszyscy słuchali uważnie. - Zło jednak zawsze jest równoważone w pewnej części przez dobro. Jednak mimo to, gdzież tego dobra szukać? – pytającym wzrokiem owionął zebranych – Stanęliśmy bracia na krawędzi.
Rozdział 23
Dzwon bił na alarm. Dźwięczne, rytmiczne uderzenia rozlegały się po stolicy Theasporu niosąc ze sobą straszną wiadomość – wojna! Mieszkańcy pochowali się w swych domach, drogi opustoszały. Na ulicach zapanowała głucha cisza, przerywana co jakiś czas stukotem przebiegających żołnierzy. Do okna doradcy władcy Theasporu dochodziły niewyraźne krzyki dochodzące od strony bramy. Wrzucił ostatnią część garderoby i odrobinę jedzenia do niewielkiego worka, po czym mocno go związał. Usłyszał tupot stóp. Ktoś biegł drewnianymi schodami wprost do jego kwatery. Idą po mnie, pomyślał. Jakie to szczęście, że Solvay w porę zawrócił. Sprawdził po raz ostatni, czy zabrał najpotrzebniejsze rzeczy. Chwycił za pochwę z mieczem, po czym podszedł do okna. Krzyki strażników i hałas dochodzący z klatki schodowej nasilał się. W pewnym momencie drzwi od pokoju wyleciały z zawiasów pod wpływem silnego kopnięcia. Do kwatery wbiegło czworo żołnierzy. Wszyscy byli uzbrojeni. Krzyki ustały i strażników przywitała grobowa cisza oraz łagodny szmer nocnego wiatru. Zasłony delikatnie falowały przy na wpół otwartym oknie. - Gdzie jesteś Thawin?! – warknął barczysty mężczyzna…