Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 13 min czytania

Upadek - Ysteriny cz. 14

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 24

Odgłos kroków rozlegał się w opustoszałym korytarzu. Wolne, miarowe uderzenia mąciły spokój panujący w pałacu cesarskim. Kuluary tonęły w mroku i jedynie słaby blask pochodni rozświetlał panujące ciemności. Dwie postaci wolno sunęły w kierunku sali tronowej. Cienie tańczyły na twarzy Murahha, który szedł tuż obok swojego gościa. Gościa, który przybył z samego serca pustyni Sarcururu, aby na własne uszy usłyszeć nowiny o rozgrywającej się akcji wojskowej. - Twój plan, mój panie, wchodzi w życie z wielkim impetem. – pochwalił władca Karakynakh – W dwa dni po wypowiedzeniu wojny, wojska pustynne stanęły na rzece Issa wypierając stamtąd Khredańczyków. Tym samym granice powróciły do kształtu sprzed dwudziestu laty, gdy zostaliśmy podstępnie zaatakowani. Mroczny skinął nieznacznie głową wystającą odrobinę spod ciemnego kaptura. Murahh ujrzał błysk krwistoczerwonych oczu. Mimowolnie wzdrygnął się na ich widok. - W tym samym czasie – kontynuował pustynny król - wojownicy Saarca szturmowali pozycje nieprzyjaciela od strony południa po kolei zdobywając twierdze wroga. - Niewierni z Khredin przystąpili oficjalnie do Sojuszu Kontynentalnego. – powiedział Mroczny w przestrzeń. - Tak. – odparł niepewnie Murahh – Bardziej z bojaźni niż z wyboru. Nie upłynie wiele czasu zanim całe terytorium Khredin znajdzie się pod naszym panowaniem. - Jak idą przygotowania do inwazji? – syknął zakapturzony mężczyzna. Nie skierował jednak tego pytania do swego rozmówcy, a przed siebie. - Zgodnie z planem – skwitował gospodarz – Theaspor udzielił dostępu do wybrzeża. Po zajęciu Lithnaru zdobyliśmy kontrolę nad niesamowicie wielką flotą handlową. Theasporyjscy inżynierowie zaczęli już prace nad dostosowaniem statków do pomieszczenia dużej liczby wojsk. Desant odbędzie się na plażach Maimyru, który przyłączył się w ostatnim czasie do wojny. - Wspaniale – Mroczny Pan zatrzymał się nagle przed swoją komnatą – Wkrótce dobro zostanie unicestwione, a magowie padną na kolana. Razem z całą swoją cywilizacją. – Murahh patrzył uważnie na swojego gościa, który zacisnął pięści przystawiając je do piersi. Zauważył krzywe, ciemnozielone linie pulsujące na jego prawej ręce. – Wtedy przyjdzie czas i na mnie...

Rozdział 25

Oko Maga, przezroczysty kryształ długości jednego łokcia, zamajaczył błękitnym blaskiem. Wielki kamień wydobywany był tylko w jednym miejscu na ziemi. Kopalnia znajdowała się pod wodą, na małym atolu Kharkon, który połączony był z Elbrotem potężnym mostem wybudowanym jeszcze w czasach starożytnych. Obie wyspy należały do rozległego archipelagu znajdującego się między dwoma Kontynentami. Istniało wiele domysłów tłumaczących ich powstanie tak samo jak tego, co znajdowało się za Górami Przeznaczenia. Ruchy tektoniczne, trzęsienia ziemi i wybuchy wulkanów należały do tych najmniej kontrowersyjnych. Bardziej śmiali naukowcy, tudzież magowie twierdzili, iż owe wyspy były pozostałościami po rozłączeniu kontynentów dokonanym na początku eonu przez konfrontację dwóch potężnych adeptów. Inni dopatrywali się ich pochodzenia w astronomii sądząc, że są odłamkami gwiazd, które na początku świata spadły na ziemię zaszczepiając w niej zalążek magii. Magii mającej umożliwić w późniejszym czasie powstanie życia... Ludzkie umysły pełne są domysłów i niedomówień. Legendy i niesamowite historie powstają wokół rzeczy i zjawisk, których człowiek zwyczajnie nie potrafi zbadać i zrozumieć. Wyspy były zamieszkane. Od wieków żyli tam pragnący spokoju i samotności druidzi – leśni magowie jak zwykło się ich określać na południu oraz dziwacy i nieroby jak nazywał ich motłoch. Izolowali się od stuleci pragnąc w swoich pustelniach prowadzić medytacje i żyć w zgodzie z naturą. Światło bijące z kryształu stało się bardziej jaskrawe, promieniało z coraz większą mocą. W pewnym momencie zabłysło potężnie rozświetlając na chwilę pokój. Magnus ujrzał światło dopiero w tym momencie. Oderwał się od studiowania map i raportów dochodzących z pól bitewnych i pędem pognał do sąsiedniego pokoju. Przyłożył ręce do kryształu, po czym powiedział: - Pokaż! Blask znikł. Wewnątrz zamajaczył niewyraźny obraz, który z czasem wyostrzał się. Magnus przysunął się bliżej i ujrzał sylwetkę jakiegoś mężczyzny, który trzymał ręce na swoim krysztale i wypowiadał po cichu formuły zaklęć. Skądś znał tego człowieka. - Nie mam wiele czasu. – powiedział urywanym głosem owy mężczyzna – W każdej chwili mogą mnie namierzyć. Jak wiesz Magnus, pustynia nie jest bezpiecznym miejscem do tego typu komunikacji. – uśmiechnął się przybysz – Za bardzo niesie... - Ayrov! Ty żyjesz! – wykrzyczał mag szczęśliwy z odnalezienia swojego kompana – Gdzie jesteś? - Odnalazłem starych przyjaciół, a raczej... to oni mnie znaleźli. – zamyślił się Ayrov – Znajdowali się w Sferze Poza Czasem, dlatego przeżyli Okres Anomalii. Teraz wrócili i mnie ocalili. - Ale kto? - Druidzi z Elbrotu przewidzieli przyszłość. – zignorował go Ayrov – Rozegra się Wielka Bitwa, która na zawsze odmieni losy świata. Będę tam... Obraz znów zamajaczył, po czym rozmazał się i znikł zupełnie. Przekaz został urwany.

Rozdział 26

Krzyknął z całych sił, lecz odgłos wybuchu zagłuszył wszystkie inny dźwięki. Panujący mrok rozświetlił się przez moment. Niewyraźne sylwetki żołnierzy przemykały się obok niego. Niektórzy padali na wznak i już nie byli w stanie się podnieść. Inni nieśli na swych barkach rannych i konających. Widział zarysy stojącej nieopodal latarni morskiej. - Wszyscy do łodzi! – wrzasnął jeszcze raz nakierowując uciekających w popłochu ludzi. – Ewakuacja! Wszyscy na statki! Ogniste punkciki wystrzeliły w nocne niebo by po chwili opaść z powrotem przyciągnięte siłą ciężkości. Usłyszeli świsty przelatujących strzał, które z łoskotem wbijały się w ziemię. Żołnierze z niemym krzykiem na ustach padali jeden za drugim. - W dół! Do łodzi... – płonąca strzała wbiła mu się głęboko w pierś. Wydał z siebie jedynie ciche charknięcie, po czym zwalił się na ziemię obok swoich nieżywych kompanów. Na urwisku wznoszącym się kilkadziesiąt metrów nad latarnią majaczyły niewyraźne kształty. Wciąż nadciągały dalsze niedobitki z pola bitwy. Na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%