Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 12 min czytania

Upadek - Ysteriny cz. 18

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 33

Innavar poczuł na policzku delikatny powiew wiatru. Zamknął oczy wsłuchując się w muzykę otaczającego go świata. Szum trawy kołysanej lekkimi powiewami powietrza. Szelest liści. Czegoś jednak brakowało. Ptaków. Tak, nie mógł wyłowić żadnego dźwięku mogącego świadczyć o ich obecności. Jakby przeczuwając zbliżające się wydarzenia, opuściły one zagrożone tereny udając się w długą i mozolną podróż, której cel był znany tylko im. Z drugiej jednak strony Innavar wyczuwał obecność swoich kompanów. Żołnierzy, którzy oddani zostali pod jego komendę, aby stali się ostatnią linią oporu przeciw zalewającemu świat złu. Stali nieruchomo, niczym posągi ludzi, którzy utracili już nadzieję, a jedynym powodem, dla którego nie opuścili swoich dowódców był fakt, że nie mieli gdzie się podziać. Nie było już na świecie bezpiecznego miejsca, w którym życie płynęłoby jak dawniej. Ciasny wąwóz lessowy będący jedyną drogą prowadzącą do świętego miasta magów miał niebawem stać się areną działań wojennych. Szerokość drogi nie pozwalała ustawić w jednym rzędzie więcej niż trzydziestu zbrojnych, dlatego stanowiła ona newralgiczny punkt obrony, który wyrównywał szanse obu stron w pierwszym starciu. Tuż za wylotem wąwozu ku północy rysowała się na tle nieba nieregularna konstrukcja wysokości kilkunastu metrów. Data wystawienia Starożytnego Łuku Triumfalnego nie była znana. Faktem jednak pozostało, iż zaniedbywana od wielu lat budowla popadła w ruinę. Górna część zupełnie odkruszyła się od reszty, a nieliczne już ornamenty i płaskorzeźby wystawały spod porastającego konstrukcję mchu i innych podobnych roślinek. Do uszu żołnierzy doszły niewyraźne odgłosy, które z każdą chwilą przybierały na sile. Po chwili nie było już wątpliwości. Wróg rozpoczął bitwę. Na początku wydawałoby się zwlekał. Jednak w niedługim okresie czasu zza najbliższego wzniesienia niewyraźnie zamajaczyły sylwetki nadciągających żołnierzy. Widok ten strwożył serca Khredańczyków stojących na zajętych pozycjach u boku Innavara. Ten wyjął jeden ze swoich mieczy, po czym uniósł go wysoko nad głowę. - Żołnierze! – wrzasnął tak, aby usłyszało go jak najwięcej ludzi – Nadeszła nasza chwila. Tam. – skierował klingę miecza w stronę nadciągającego nieprzyjaciela – Tam czeka nas chwała! Tam znajduje się nasze przeznaczenie! Kto niegodny je odnaleźć, niegodny stawać tu razem z wami. – owionął wzrokiem nieruchome twarze żołnierzy, po czym dodał – Policzymy ich, gdy ich pobijemy! Gotuj broń! Naraz rozległy się setki, tysiące odgłosów wyciąganych ostrzy. Żołnierze uformowali zaporę ze specjalnie wyprofilowanych pawęży, za którą skrył się również Innavar. Czekali. Wróg był coraz bliżej. Rozwścieczeni wojownicy pędzili w całkowicie chaotycznym szyku wymachując swoimi ostrzami niczym dzikusy patykami. Żaden z nich nie posiadał na sobie stosownego pancerza. Ba! Większość biegła z nagimi klatkami piersiowymi, bez jakiegokolwiek ubrania okrywającego ich górne partie ciała. Wrzask, jaki im towarzyszył, mógłby zbudzić niejednego nieboszczyka, który następnie uciekałby gdzie pieprz rośnie. Nieprzyjaciel zbliżał się z każdą chwilą. - Trzymać linię! – wrzasnął Innavar zapierając się nogami i przytrzymując masywną tarczę. W chwilę później poczuł uderzenie. Pawęż przechyliła się nieco w jego kierunku, lecz z pomocą kompanów zdołał ją utrzymać. Po drugiej stronie zakotłowało się niemiłosiernie. Napierając na siebie, żołnierze wroga zwarli się na małej przestrzeni za rozłożonymi tarczami. Niektórzy próbowali ciąć swoimi ostrzami, lecz nikt nie mógł przecisnąć się przez zaporę. Wytrzymać, wrzasnął mag czując coraz większą siłę naciskającą na pawęż. Co inteligentniejsi żołnierze wroga próbowali przechytrzyć obrońców wspinając się po ciałach swych kompanów i przeskakując na drugą stronę barykady. Swój żywot kończyli wtedy zwykle przebici mieczem bądź włócznią. Nagle usłyszeli świsty przelatujących nad ich głowami strzał. Łucznicy Górscy stojący niemal przy samym Łuku Triumfalnym wystrzelili w odpowiednim momencie. Skotłowany przeciwnik nie miał najmniejszej szansy na obronę. Niemal żadna strzała nie chybiła celu. Trafiony wróg padał na ziemię brocząc krwią swoich kompanów, którzy jakby z mniejszym uporem poczęli tłuc w postawioną barykadę. Druga i trzecia seria strzał skutecznie przerzedziła oddziały wroga zaścielając dno wąwozu dziesiątkami ciał. Nieprzyjaciel padał pod gradem pocisków nie mogąc zaatakować ani także wykonać odwrotu. Czując, że zelżał nacisk na tarcze, Innavar zarekomendował: - Do trzech! Dwa...jeden... już! Wojownicy znajdujący się w bezpośrednim sąsiedztwie pawęży zostali odepchnięci przez napierających Khredańczyków. Ci przesuwając do przodu tarcze zmuszali przeciwnika, aby znów skupił się w jednym miejscu, co natychmiast było wykorzystywane przez Górskich Łuczników. Wróg ponowił natarcie na barykadę. Stojące na ludzkich ciałach tarcze zachowywały się niestabilnie i wymagały większej siły, aby je utrzymać. Innavar wykorzystał moment, w którym był odsłonięty i dźgnął nadbiegającego wojownika w tors, po czym natychmiast stanął za tarczą. Jeden z przeciwników wspiął się na pionową skarpę wąwozu, po czym rzucił na Khredańczyków powalając za jednym zamachem kilku z nich. Zanim go unieszkodliwiono jego pobratyńcy wykorzystali osłabienie w utrzymaniu zapory napierając na nią z całych sił. Tarcza przewróciła się z hukiem, a przez okienko wdarli się do środka pojedynczy żołnierze tnąc na oślep zdezorientowanych Khredańczyków. Innavar zostawił utrzymywanie pawęży jednemu z żołnierzy rzucając się w wir walki, aby móc z powrotem zamknąć barierę. Jednak owy Khredańczyk na swoje nieszczęście potknął się o leżące na ziemi

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Upadek - Ysteriny cz. 18 — czytnik · opowiadania