Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 20 min czytania

Upadek - Ysteriny cz. 4

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 7

Faddin skręcił w lewy korytarz prowadzący na powierzchnię. Podobnie jak poprzednie był wąski i niespecjalnie oświetlony, gdyż kaganki będące jedynymi źródłami dość słabego światła były zawieszone na ścianach w znacznej odległości od siebie. Dla własnego bezpieczeństwa trzymał w ręku pochodnię, z którą nie rozstawał się od momentu zejścia w to miejsce. Uśmiechnął się lekko widząc przed sobą długi korytarz tonący w półmroku. Czegoż można się spodziewać po starożytnych podziemiach Akademii Magów, pomyślał. Wejście do kompleksu tuneli znajdujących się tuż pod głównym budynkiem zostało odkryte stosunkowo niedawno zupełnie przypadkiem podczas remontu korytarza prowadzącego na dziedziniec. Wrota prowadzące w dół znajdowały się za grubą warstwą tynku. Dzięki ofiarnej pomocy mistrzów Akademii i ich kilkudniowym trudzie ściągnięto niesamowicie złożone zaklęcie zabezpieczające, które strzegło wejścia do podziemi niepowołanym osobom z zewnątrz. Odkrycie wywołało olbrzymi zachwyt w kręgach naukowych, gdyż jak twierdzili mistrzowie, podziemia mogły skrywać odpowiedzi, które pomogłyby w rozwiązaniu wielu tajemniczych zagadnień oraz odsłonić historię budowy Inthassy, której data założenia nie została zapisania w żadnej kronice i owiana była wieloma mitami. Kapituła podjęła decyzję o przyznaniu kierownictwa nad pracami badawczymi mistrzowi Faddinowi, który z euforią i nieskrywaną radością przyjął powierzone mu zadanie. Faddin rozpoczął działania od oddelegowania kompanii pracowników poleconych przez Kapitułę, których zadaniem miało być zabezpieczenie podziemi. W kwestiach naukowych ufał praktycznie tylko kilku osobom, których oczywiście zaangażował do tego projektu. Faddin rozumiał ciężar odpowiedzialności jaką przyjął na swoje barki, dlatego pragnął postępować z pracami możliwie najwolniej i najdokładniej, tym bardziej nie było mu na rękę współpracowanie z ludźmi Kapituły, którzy, można przypuszczać, mieli różny stosunek do tego co mogli napotkać w katakumbach. Cały kompleks nie został jeszcze całkowicie zbadany i ciągle nie było wiadomo dokąd prowadzi zawiła sieć korytarzy. Istniało wiele domysłów na temat przeznaczenia i funkcji podziemi, a najśmielszy z nich głosił, iż kres tuneli jest jednocześnie początkiem nowego świata – Sfery Poza Czasem – gdzie według legend żyły tajemnicze, skrzydlate stworzenia zwane smokami – strażnicy wszelakiej magii. Faddin patrzył na te rewelacje z przymrużeniem oka, gdyż jako sceptyka i realistę interesowała go jedynie naukowa wersja wydarzeń i racjonalne wytłumaczenie do czego mógłby służyć potężny system korytarzy znajdujących się tuż pod Akademią Magów. Mag spojrzał przed siebie. Na końcu tuneli ujrzał blado-pomarańczowe, jaskrawe światło dnia, które wręcz raziło oczy swoją siłą. Dzisiejszy dzień upłynął pod znakiem zabezpieczania komnat, które wydawałoby się były pozostałościami po rozległym archiwum mogącym skrywać wiele tajemnic oraz, co interesowało Faddina, rozwiązań. Jednakże większość zebranych tam zwojów i ksiąg została zniszczona z biegiem lat i w niektórych przypadkach zamieniła się praktycznie w pył. Szedł mokrą posadzką ułożoną z nierównych płyt kamiennych, gdzieniegdzie całkowicie oderwanych od ziemnego podłoża. W pewnym momencie mag potknął się upuszczając pochodnię. Nie zdążył złapać równowagi i całym ciężarem runął na ścianę. Oparł się rękoma o wilgotny mur, dzięki temu nie upadł na mokrą posadzkę, po czym znieruchomiał. Wyczuł w dłoniach delikatne pulsowanie energii. Poczuł ciepło bijące z wnętrza, które łącząc się z jego własną energią sprawiało, iż czuł ostry smak w ustach, a ręce zaczęły mu powoli drętwieć. Kolejne zabezpieczenie, pomyślał gorzko. Odstąpił od ściany, po czym wyrecytował krótkie zaklęcie przymykając na ten czas powieki. Gdy je otworzył oczekiwał już rezultatu. Nic się jednak nie wydarzyło. - Aha, spryciarz co? No to może coś trudniejszego - powiedział sam do siebie z zapałem. Splótł ręce w znak, po czym intonując kolejne zaklęcie zgromadził swoją moc w dłoniach. W miarę recytowania formułki coś zaczęło się dziać. Na początek usłyszał dźwięk podobny do odgłosu spadającego głazu, następnie w powietrze wzbił się tuman wiekowego kurzu, a ściana powoli rozdzieliła się na dwa skrzydła otwierając przejście magowi. Zadowolony z samodzielnego odkrycia jakie dokonał wkroczył do niewielkiej komnaty. Poczuł intensywną woń stęchlizny i zapach starych ksiąg, które niemalże po brzegi wypełniały olbrzymie regały stojące przy każdej ze ścian. Minął jakiś czas zanim powietrze wymieszało się i Faddin mógł bez obrzydzenia spokojnie go zaczerpnąć. Pośrodku komnaty znajdował się kamienny stół, obszczerbiony na rogach i pokryty grubą warstwą kurzu. Czując zmęczenie pracą od wczesnych godzin porannych oraz euforię z powodu odkrycia kolejnej komnaty postanowił prowizorycznie zabezpieczyć zawartość regałów przed dalszym rozpadem prostym zaklęciem, które powinno wytrzymać do jutra, gdy znów rozpocznie badania, po czym powoli opuścił podziemia. Słońce zaczęło zachodzić już za dachy dziedzińca Akademii, gdy wyszedł na powierzchnię. Zaczerpnął głęboko powietrza obserwując piękne refleksy na srebrnej kopule górującej nad całym miastem. Po otrząśnięciu się z kurzu i poprawieniu szaty Faddin udał się w kierunku swojej kwatery zamykając uprzednio wrota do podziemi i zabezpieczając je prostym zaklęciem alarmowym, które w razie naruszenia zakazu wejścia wydałoby z siebie niesamowicie głośny dźwięk wyrywając ze snu wszystkich magów w mieście. Faddin przeszedł przez tętniący życiem dziedziniec akademicki, po czym skręcił w lewo kierując się do gmachu Kapituły, gdzie czekało na niego ciepłe łóżko i kubek pysznego soku z pomarańczy. Kątem oka dostrzegł jakieś zamieszanie wśród studentów wychodzących z lekcji, lecz nie zwrócił na to uwagi poświęcając się całkowicie myśli błogiego odpoczynku jaki go teraz czekał. Z tłumu wyłonił się niski mężczyzna ubrany w śmieszny strój listonosza niosąc zawieszoną na ramieniu torbę z przesyłkami. Podbiegł szybko do odchodzącego maga, po czym chrząknął głośno. Był jednym z nielicznych obywatelów Inthassy, którzy mieli dostęp do Enklawy Magów. - Mistrzu Faddin. - Słucham – rzekł niepewnie odwracając się w stronę rozmówcy - Przesyłka listowa od Pańskiego przyjaciela. – powiedział niemrawo donosiciel poczty wyjmując z torby cienką kopertę zalakowaną z tyłu pieczęcią Kapituły. - Dziękuję przyjacielu. – odrzekł lekko zdziwiony mag odbierając list z ręki mężczyzny. Stojąc przy wejściu do gmachu Kapituły złamał pieczęć i wyjął list, który przysłał mu jego przyjaciel pracujący na Południowym Kontynencie przy badaniu pozostałości po prastarej cywilizacji zamieszkującej pustynne rejony nad rzeką Issą. - Drogi przyjacielu – czytał po cichu – Jak się miewasz w ostatnim czasie? Czy u ciebie, w Inthassie można jeszcze doświadczyć czym jest chłodny poranek i trawa pokryta poranną rosą? Od momentu mojego przyjazdu pół roku temu nie spadła tu ani kropla deszczu. Wszędzie piasek i kamienie. Żar lejący się z nieba przyprawia mnie każdego dnia o ból głowy, a lekarz, który przybył tu wraz z kolejną ekipą badawczą zdiagnozował wczesne objawy udaru słonecznego. Niestety nic nie mogę na to poradzić, i choć czuję się coraz gorzej, nie przerywam swojej pracy. – przystanął na chwilę, gdy dreszcz przeszył całe jego ciało. Głupcze, pomyślał, praca nie może być dla ciebie ważniejsza od zdrowia. Poczuł się jednak głupio przypominając sobie siebie podczas pierwszych dni po odkryciu podziemnego kompleksu pod Akademią, kiedy nie spał przez kila nocy z rzędu ciągle pracując pod powierzchnią. – Jednakże nie skargi na moją sytuację miały być tematem mego listu, a odkrycie jakiego tu dokonałem. Jest o tyle ważne, iż śmiem zawracać ci tym głowę i prosić jednocześnie o rychłe przybycie. Nie wiem ile pozostało mi czasu, dlatego błagam cię o natychmiastowy przyjazd. Nasze obecne stanowisko badawcze znajduje się ok. 10 kilometrów na południowy-zachód od opuszczonej twierdzy na pograniczu. Pilnie oczekuję twojego przybycia. Twój przyjaciel... Przerwał czytanie wiedząc, iż w następnej linijce znajdują się inicjały jego kompana, który nie wiedzieć dlaczego nigdy nie podpisywał listów pełnym imieniem i nazwiskiem. Faddin włożył pospiesznie list do koperty i nie zastanawiając się zbytnio nad treścią przestąpił próg podążając w kierunku do swojej kwatery.

Rozdział 8

Magnus przyśpieszył kroku przechodząc przez tłum studentów, którzy jakby na złość, akurat w tym momencie opuścili lekcje by zagrodzić mu drogę. Przez głowę przebiegło mu wytłumaczenie, iż to był znak, że nie powinien iść na zebranie Kapituły. Szybko jednak pozbył się tej niemrawej myśli, gdyż starał się być realistą i postrzegał świat takim jakim go widział własnymi oczyma. Ścisnął mocniej zwój, który trzymał w ręce, aby żaden przypadkowy mag mu go nie wytrącił z dłoni, gdy on przeciskał się przez dziedziniec. Powodem, dla którego poświęcał swój czas dla bezużytecznej instytucji jaką według niego była Kapituła wynikał jedynie z faktu, iż to ona trzymała w swym ręku władzę i dzięki temu dyktowała warunki. Sytuacja zaś nie wyglądała dobrze i tylko sprawne działanie mogło doprowadzić do rozwiązania problemu. Trzymał w ręku raport na temat wzrastającego niebezpieczeństwa na Południowym Kontynencie. Na południu Khredin doszło do zbrojnego powstania przeciw domniemanej tyranii obecnego władcy. Dochodziło tam do samosądów na urzędnikach państwowych, zbuntowani chłopi wytoczyli nawet otwartą bitwę przeciw wojskom pogranicznym, którą wygrali, lecz ponieśli znaczne straty. Khredin dostrzegając niebezpieczeństwo powtórzenia wydarzeń sprzed kilku

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Upadek - Ysteriny cz. 4 — czytnik · opowiadania