Akcja · 14 min czytania
Upadek - Ysteriny cz. 8
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział 16
Innavar przeszedł przez bramę wiodącą do miasta. Przy każdym kroku znajdujące się w kieszeni monety brzęczały złośliwie. Od czasu otrzymania wiadomości od posła Karakynajskiego minęło cztery dni, a on wciąż chodził nadąsany i nie mógł znaleźć sobie miejsca. Sytuacja była skomplikowana, a co najgorsze, oni, magowie nic nie mogli zrobić, gdyż zwyczajnie nie wiedzieli, co się dzieje. Wywiad milczał, żadnych wieści z Khredin czy Hamerni budziły niepokój. Mimo to Kapituła postanowiła pozostać bierna. Owy dyplomata, który gościł u Aarda odchodził z uśmiechem na ustach, widocznie bawiła go bezradność magów. Skręcił w boczną uliczkę wiodącą na rozległy bazar przylegający bezpośrednio do murów Akademii. W tym momencie usłyszał cichy śmiech oraz dziewczęcy głos. Westchnął, po czym zatrzymał się i stąpając bezszelestnie podszedł do ciasnej uliczki między dwoma budynkami. Szybkim ruchem złapał go za kark i siłą wyciągnął z zaułka. Chłopak miał na oko dwadzieścia lat, był niższy od Innavara, lecz równie barczysty i umięśniony. Nie miał żadnej koszuli na sobie, a spodnie były na tyle luźne, że spadły mu, gdy został wytargany na zewnątrz przez maga. Z zaułka wyszła niebrzydka dziewczyna, trzęsąc się ze strachu i zakrywając piersi przed wzrokiem Innavara. - Trzeci raz cię tu spotykam gnojku jeden! – grzmotnął go w głowę otwartą ręką – Strażników możesz przechytrzać tymi łachami, co je masz na sobie, ale mnie nie nabierzesz. Znasz regulamin Akademii? No pytam się! – szarpnął ręką - O...e.. tak, tak mistrzu Innavar. - Więc wiesz też, że eskapady poza mury Enklawy są surowo zakazane. Poza tym jesteś głupi! - Tak... wiem. Jestem głupi... - Nie przerywaj mi! Zamiast znaleźć sobie inne miejsce ty uporczywie przychodziłeś tutaj. Wbij sobie do swojego tępego łba: nie wolno wychodzić poza mury i chędożyć miejskich dziewcząt! Rozumiesz? – chłopak stęknął – Powtórz! - Tak... nie wolno... mury chędożyć... auuuu dziewcząt. – Innavar puścił delikwenta, który zaczął przecierać obolały kark. - Jeszcze raz cię tu spotkam, a nie będę miał zahamowań, aby poinformować o tym wykładowców w Akademii, a wtedy dostaniesz takiego kopa, że wylecisz na zbity pysk. Załapałeś? - Taaaak mistrzu Inn... - Jazda na wykład! – popchnął lekko chłopaka, który pozbierał swoje rzeczy, przyodział się jako tako i biegiem ruszył w stronę bram. – A tobie radzę uważać. – zwrócił się do dziewczyny - Zmykaj do tatusia! Zostawił ją półnagą dokładnie tam gdzie stała, gdyż jeszcze przez dłuższą chwilę nie wiedziała, co tak naprawdę się stało, po czym udał się na bazar, gdzie miał zamiar dokonać udanego zakupu. W normalnych okolicznościach byłby w stanie przymknąć oko na igraszki młodych studentów, w końcu wiedział, że są tak naprawdę odizolowani od świata i jedyne, co jest im dane poznawać nowego to formuły zaklęć i całodzienny trening. Ale ileż można komuś zwracać uwagę? Innavarowi ulżyło odrobinę. Podszedł do ulubionego stoiska, gdzie starsza pani sprzedawała smaczne jabłka. Uśmiechnęła się na jego widok i zapytała miłym głosem: - Co tym razem mistrzu Innavar? - To, co zwykle, ale chciałbym jeszcze kiść bananów. – podał jej kilka brzęczących monet zanim zdążyła wypowiedzieć cenę – reszty nie trzeba. Mag chwycił wiklinowy koszyk, do którego włożono dwa czerwone jabłka i kilka Bananów, po czym już miał zamiar odejść, gdy jakiś mężczyzna zagrodził mu drogę. Nie widział jego twarzy, gdyż raziło go słońce świecące mu prosto w twarz. - Mistrz Innavar? - To ja. – odrzekł powoli – O co chodzi? - Mam wiadomość od mistrza Faddina. – poinformował posłaniec – będzie czekał w gospodzie pod „Liściem rozmarynu”. Prosi o anonimowość. Na sam dźwięk tej nazwy Innavara ogarnął śmiech, lecz powstrzymał się, aby nie okazywać tego publicznie. W końcu usłyszał dobrą wiadomość, że jego przyjaciel żyje i był tym wyraźnie podekscytowany. Gdy posłaniec odszedł Innavar zrzucił ozdobną tunikę, którą zakładał wyłącznie podczas wyjść do miasta. Pozostawił jedynie białą koszulę oraz trochę wypłowiałe granatowe spodnie. Faddin czegoś się obawiał i nie chciał, aby go ktoś zdemaskował. Ta anonimowość, o którą prosił prawdopodobnie miała polegać na tym, że nie chciał, aby widziano go w towarzystwie innego maga, lecz co mogło się takiego stać? Jako przyjaciel ufał mu, dlatego jeśli Faddin zachowywał się w ten sposób, widocznie miał powód. Gospoda należała do jednej z lepszych w mieście, dlatego tym bardziej Innavar zastanawiał się, co przydarzyło się Faddinowi. Wszedł do środka i rozejrzał się. Trzeba przyznać, że choć tanio tu nie było, gości było pod dostatkiem. Zwłaszcza gości wyższego rzędu zamiast zwykłych pijaczków. Jednakże nawet takich nie brakowało, zwłaszcza że każdy lubi sobie dobrze wypić. Uwagę Innavara zwróciła grupka mocno wstawionych rzemieślników, którzy dość ostro imprezowali w kanciapie obok kuchni. Ktoś położył mu rękę na ramieniu. - Nie żebym bardzo tęsknił, ale cieszę się, że jeszcze żyjesz – mruknął Faddin przechodząc obok niego i siadając na swoim miejscu w rogu gospody. - Faddin! Jak to dobrze że jesteś cały. – Innavar nie potrafił ukryć radości, Faddin miał na głowi kupiecką czapkę z wyszytymi czarną nicią literami L,T,H i R, co było skrótem gildii kupieckiej mającej swoją siedzibę w Lithnarze. Ubrany był w luźne bladoniebieskie spodnie oraz w ciasną koszulę ze śmiesznymi frędzlami na mankietach. – Co ty masz na sobie? - Uspokój się. Nie po to wchodziłem potajemnie do Inthassy , abyś mnie w jednej chwili zdemaskował. – Innavar nabrał powietrza - Wybacz. Jestem trochę podenerwowany ostatnimi czasy. Dzieją się u nas takie rzeczy, nad którymi nie jestem w stanie zapanować. - Frustracja? – zapytał Faddin trochę ironicznie – W każdym razie, jakie są wieści? Innavar streścił magowi pokrótce wydarzenia, jakie rozegrały się na terenie Enklawy Magów, opowiedział o planach Magnusa dotyczących przywrócenia porządku w Klagirze, o tajnych rozkazach i w końcu o wizycie ambasadora Karakynakh i doręczonej przez niego wiadomości. - To kłamstwo! – oburzył się Faddin – To nie my zaatakowaliśmy, lecz oni. - O czym ty mówisz? – Innavar otworzył oczy ze zdumienia - Najprawdopodobniej ta wiadomość dotyczyła wydarzeń, których osobiście byłem uczestnikiem. - Zaraz! Chwila! Jak to uczestnikiem? – Innavar miał mętlik w głowie – To ty byłeś tym szalonym magiem, który zaatakował oddział królewskiej armii? - Powtarzam ci jeszcze raz, to była napaść, lecz ofiarami, byliśmy my. Byłem tam i klnę się na swój honor – Faddin położył rękę na piersi - tylko się broniliśmy. - O co w ogóle poszło? - Oni byli nasłani, to nie była regularna armia, bardziej ludzie od czarnej roboty. Ich zadaniem było nas zlikwidować. Przypuszczalnie nie interesowali się jeńcami. W końcu wojna jeszcze nie wybuchła. - Jak to jeszcze? – zdziwienie nie opuszczało Innavara nawet na chwilę. - To wszystko jest jak