Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 18 min czytania

Upaderk - Ysteriny cz. 21

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

****

Smoki odleciały na prośbę Ayrova. Zostali sami. Większość żołnierzy Sojuszu zdołała się już ewakuować do Sanktuarium. Pomimo wielkich chęci Tharin nie zdołał odnaleźć Magnusa. Przyparci do muru i otoczeni przez wrogich im ludzi walczyli o przetrwanie każdej sekundy. Tharin wymachiwał mieczem z niespotykaną szybkością. Postronny obserwator mógłby przysiąc, że kontury pojedynczych ruchów zamazują się w płynne przejścia. W pewnym momencie miecz Tharina zapłonął żywym ogniem oświetlając panujący wokół mrok. Nieprzyjaciele padali jak muchy rażeni siłą wyprowadzanych przez Tharina uderzeń. Yna tymczasem stała przyparta do muru kurczowo ściskając w swej ręce zakrwawiony sztylet. „Nie powinnam była zostawiać Innavara” pomyślała. „To był błąd”. Oczy Tharina zmieniły kolor na bladopomarańczowy. Wykonał półobrót tnąc nisko, poniżej wystawianym mu blokom. Ostrze miecza znów przyjęło na siebie kolejną warstwę krwi, a padający żołnierze jęczeli z bólu jaki został im zadany. Dwóch barbarzyńców dopadło Ynę z boku omijając śmiercionośną klingę maga ognia. Uzdrowicielka spróbowała ugodzić jednego z nich przy pomocy sztyletu, lecz ten chwycił ją porządnie za nadgarstek i potrząsnął dłonią zrzucając broń na ziemię. W tym samym momencie otrzymał potężne uderzenie z łokcia w policzek, po czym zwalił się na ziemię nieprzytomny. Tharin wyciągnął dłoń, w mgnieniu oka uformował i wypuścił kulę ognia w drugiego z napastników, który padł na ziemię próbując zgasić ogarniający jego ciało płomień. Wojowników przybywało z każdą chwilą. Po przebiciu się przez barierę Innavara, miasto zalała kolejna już fala gwardzistów, gotowych mordować każdego, kto stanie na ich drodze. Tharin starał się jak mógł, lecz w pewnej chwili nie nadążał wręcz ruszać mieczem, gdy nacierający żołnierze rzucili się na niego i oddzielili od Yny. Uzdrowicielkę złapało dwóch silnych mężczyzn, po czym zanieśli ją do ciemnego kąta , gdzie trzeci z nich zamierzał zabrać się do rzeczy. - Ciekawiście jak smakuje czarownica!? – wrzasnął na swoich towarzyszy, którzy ochoczo pokiwali głowami jeszcze mocniej chwytając wyrywającą się i płaczącą Ynę. W tym samym momencie Tharin okładany zewsząd pięściami nie miał możliwości na jakąkolwiek obronę. Wytarmoszony i pobity nie czuł żadnej części ciała. Krew spływała mu po policzku z rozbitej głowy, a napuchnięte oczy ledwo dostrzegały niewyraźne kontury otoczenia. Teraz było mu już wszystko jedno. Wtedy właśnie usłyszał szelest, jaki wydaje żelazo, gdy trze o pochwę. Chwilę później poczuł ostry ból w okolicy płuca. Za nim kolejny i następny. Wbijanym sztyletom nie było końca. Każdy z napastników zadał magowi nieopisany ból. Przebite płuca, żołądek, draśnięte serce, strzaskane kości. Z chwilą gdy ostatni barbarzyńca wyciągnął swój sztylet, usłyszał krzyk Yny dobiegający gdzieś z oddali. W ostatniej chwili swojego życia pomyślał o niej i o tym, że ją zawiódł. Naraz poczuł się niesłychanie lekki. Jego pokaleczone ciało nic nie ważyło, a ból ustał. Już kiedyś znalazł się w podobnej sytuacji, wtedy w ogrodach nie zapamiętał niczego. Teraz jednak zachował strzępek świadomości. Poczuł jak jego ciało przeszywa potężny strumień energii. Energii, która wydawałoby się była nieskończona. Poznał źródło tego, co od przeszło dwudziestu lat nadawało mu siłę i moc. Poznał przyczynę wszelkiego stanu rzeczy. Jego ciało uniosło się na wysokość kilkudziesięciu centymetrów wzbudzając przerażenie w oczach żołnierzy, którzy wpatrywali się to w zakrwawione ostrza to w lewitujące zwłoki. Nie mogli uwierzyć własnym oczom, zresztą nie po raz pierwszy dzisiejszego dnia. Z ust Tharina dobiegł niemiłosierny krzyk przechodzący w pisk, który powodował ból u stojących blisko niego nieprzyjaciół. Gwardziści padali na kolana nie mogąc znieść cierpienia zadawanego przez okropny jazgot. Ciało maga zajaśniało oślepiającym blaskiem, po czym eksplodowało potężnym światłem, które rozeszło się po wszystkich zakamarkach w tej części miasta. Wszyscy wpatrujący się w niecodzienne zjawisko żołnierze wyparowali w mgnieniu oka. Nie pozostała po nich nawet garstka popiołu. Tharin przeszedł przemianę. Wylądował miękko na ziemi, po czym powoli wstał prostując się na nogach. Odmienione, białe włosy poruszały się choć nie było żadnego wiatru. Po oczach pozostało jedynie, przeszywające swoją głębią, białko, głos natomiast stał się gruby i nieco metaliczny. Spojrzał przed siebie, a jego wzrok przenikał przez wszystko dostrzegając to, czego nie mógł zobaczyć zwykły człowiek, nawet mag. Żołnierz majstrujący przy staniku uzdrowicielki został nagle przeszyty mieczem i padł nieżywy na zakurzoną ziemię. Pozostali dwaj nie zdążyli nawet zorientować się w sytuacji, gdy również ich dosięgła klinga Tharina. Yna, wystraszona i dygocząca, bała się spojrzeć w oczy swojemu wybawcy. Drżącymi rękami zarzuciła na odkryte ciało postrzępiony fragment ubrania, po czym powoli podniosła wzrok. Gdy napotkała spojrzenie tych wynaturzonych oczu, gdy ujrzała blask bijący od stojącej przed nią postaci, zemdlała. Upadła bezwładnie na ziemię, a po odejściu Tharina jej postać zaczęła otaczać blado pomarańczowa poświata. Faddin wybiegł z Sanktuarium w momencie, gdy na placu boju pozostało raptem kilkudziesięciu żołnierzy. Ellerin i Ayrov byli wśród nich. - To ostatnia szansa! Uciekajcie! – wrzasnął na dwójkę magów - Co z Tharinem? On tam został... – powiedział Ayrov przekrzykując zgiełk bitwy - Nic już nie możemy zrobić... - Możemy! Nie zostawię go. – Ellerin w tym czasie patrzyła ze strachem w swojego ukochanego, który z własnej woli chciał poświęcić swoje życie dla ratowania cudzego. Nie sprzeciwiła się temu, lecz była przerażona, że znów mogła go stracić. – Wrócę najszybciej jak się da. Idźcie już! Ruszył pędem w stronę bramy wybierając co ciemniejsze uliczki i przejścia. Nagle dostrzegł rozchodzący się z niesamowitą prędkością błysk. Znów usłyszał te przeraźliwe jęki, które dochodziły z gór. Były coraz straszniejsze i głośniejsze. Demony zbliżały się do Inthassy. Udało się magowi wspiąć na zniszczone mury, dzięki czemu mógł rozeznać się w sytuacji. Tuż przed bramą stała obleczona w pomarańczową poświatę tajemnicza osoba. Tkwiła nieruchomo, a jej białe jak mleko włosy falowały pomimo braku jakiegokolwiek wiatru. Zmierzały ku niej olbrzymie zastępy żołnierzy Mrocznego. Gwardia podzieliła się na kilka mniejszych oddziałów, które otoczyły owego mężczyznę i odcięły mu jakiekolwiek drogi odwrotu. Tharin spojrzał przed siebie, jego pomarańczowe oczy zabłysnęły na chwilę, po czym wróciły do poprzedniego stanu. Pierwszy z żołnierzy rzucił się z mieczem gotowym do cięcia i używając całych sił uderzył z góry. Jednak w odległości kilkunastu centymetrów od twarzy maga ostrze zatrzymało się w powietrzu, a jego właściciel nie mógł nim w żaden sposób poruszyć. Chwilę potem Tharin uniósł otwartą dłoń w jego kierunku i mrugnął oczami. Gwardzista z impetem poleciał w stronę swoich towarzyszy przewracając wielu z nich. Reszta rzuciła się na nieznajomego. Blade światło otoczyło postać maga, a on sam skumulował w sobie moc. Wybuch był kilkukrotnie potężniejszy od tego, który utworzył wyrwę w murach Inthassy. W promieniu kilkunastu metrów wszyscy wylecieli w powietrze. Dalej stojących żołnierzy oszołomiła rozchodząca się z niespotykaną prędkością fala uderzeniowa. W miejscu wybuchu utworzył się głęboki krater, a w zasięgu rażenia znalazło się również główne wejście do miasta. Eksplozja skruszyła podstawy bramy, przez co zawalił się jej fragment zastawiając permanentnie drogę do środka. Tharin przeszedł obojętnie obok konających w milczeniu gwardzistów, po czym skierował kroki w stronę najbliższego wzniesienia. Ayrov zeskoczył w tym momencie z murów miękko lądując na ziemi, z której wzbiły się tumany kurzu. Pognał w kierunku maszerującego maga. - Tharin! – powiedział Ayrov zwracając uwagę swojego rozmówcy, który przystanął i bacznie przyjrzał się swojemu niedawnemu przyjacielowi. – Pomogę... Co się stało? Oczy maga znów zabłysły złowrogo, po czym powróciły do poprzedniego stanu. Nabrał głęboko powietrza, po czym przymknął powieki. Ayrov wystraszył się nie na żarty przypominając sobie, co stało się z tamtymi wojownikami, gdy Tharin postąpił podobnie. Mag przywołał dramatycznie swoją moc, dzięki której wytworzyła się dookoła jego osoby lekko połyskująca bariera. Skupił całą energię na jej utrzymaniu, lecz i to było na nic. Ciało Ayrova wzleciało wysoko w górę i poszybowało dobrych kilka metrów dalej. Upadając stracił przytomność, a jego postać, podobnie jak Ynę, zaczęła otaczać blada poświata. Murahh w porę spostrzegł zagrożenie i pobiegł zameldować o nim swemu panu. Starał się zachować spokój i nakłaniał do ucieczki widząc…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%