Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 9 min czytania

Upalny dzień

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Upalny dzień

Było upalne, lipcowe południe, słońce zsyłało na Ziemię całe tony żaru. Niewielkie drzewa rosnące w parku niechętnie powstrzymywały promienie słoneczne, więc ludzie co chwilę przecierali głowy chustkami i zdrowo ciągnęli z butelek róż- norakich marek. Znalazło się tam miejsce dla „Siku”, „Płynnego Plastiku”, czy „Kolorowej Śmierci”. Po świeżo skoszonej trawie biegały pełne energii, wesołe i spragnione psy, zupełnie nie przejmujące się tym, że ich właściciele prawie umierają siedząc na ławkach. Między krzakami stał niewielki, świeżo wybudowany przez ludzi pracy, placyk zabaw dla dzieci. Dzieciarnia wesoło hasała pomiędzy różnorakimi, wielokolorowymi drabinkami, zjeżdżalniami i huśtawkami, kilka dziewczynek zrobiło sobie w piaskownicy prywatną plażę i teraz opalały swoje małe rączki. Dla wszystkich zgromadzonych w parku był to kolejny, zwykły letni dzień, niektórzy odpoczywali po trudach pracy, inni siedzieli tu aby spędzić miło czas z rodziną, a jeszcze inni żeby napić się wódki na świeżym powietrzu. W sam środek tego zmęczonego świata, żwirowaną ścieżką, szedł niski, nieco gruby mężczyzna. Na jego głowie można było zauważyć trochę siwych włosów, dwóch staruszków siedzących na ławce licytowało się ile ma lat. - Spójrz na jego zmęczoną twarz, na pewno ma ponad pięćdziesiątkę – powiedział siwobrody mężczyzna. - Gdzie tam, zobacz pan na jego oczy, takiego błysku nie może mieć pięćdziesięciolatek, daję mu maksymalnie 35 lat – powiedział jego znajomy. Właściwie oprócz tej dwójki mało kogo obchodził ten anonimowy dla nich mężczyzna, kroczący wąską alejką wyznaczoną w samym środku anonimowego parku w nieznanym mieście. Nieznajomy obywatel szedł powoli, od czasu do czasu stając na ułamek sekundy i ciężko wzdychając, w końcu słońce nie ma w zwyczaju oszczędzać kogokolwiek. Rozpiął sobie białą koszulę, marynarkę przerzucił przez bark i chcąc nie chcąc przysłuchiwał się rozmowom toczonym przez ludzi siedzących w parku. Zawsze dziwiło go to, że wszyscy, niezależnie od tego gdzie się znajdują, mówią tak głośno, że chyba tylko głuchy by ich nie usłyszał. Nieważne czy rozmowy toczą się na temat planowanego morderstwa, usunięcia ciąży czy kastrowania pedofilii. - Nie, nie mam jeszcze tych pieniędzy. Tak, wiem. Spokojnie, do piątku się wyrobię. - Na ławce obok rozmawiał przez komórkę młody mężczyzna. - Chyba długi – wyszeptał do dziewczyny chłopak siedzący na trawie. - Wydaje mi się, że raczej chce założyć z kimś firmę – odpowiedziała mu kobieta nachylając się z uśmiechem nad jego ustami. Szary człowiek przystanął na chwilkę, a jego uszy zarejestrowały delikatny płacz kobiety. Spojrzał odruchowo w stronę źródła dźwięku i zobaczył najpiękniejszą kobietę jaka kiedykolwiek chodziła po tej ziemi; miała długie, lśniące blond włosy, szmaragdowe oczy i niezwykle delikatną twarz. Mimo, że była bardzo młoda, jej oblicze zdawało się promieniować jakąś wielką mądrością. - Nie płacz tutaj, wszyscy się na ciebie patrzą – powiedział przez zęby mężczyzna siedzący obok niej. Był on równie młody co kobieta, jednak na jego twarzy zmarszczki były już dość wyraźne, również niebieskie oczy zdawały się być puste. - O Boże, przecież to nie może się tak skończyć – załkała kobieta – musi być jakieś wyjście. Nasze dzieci to wszystko co mamy, nie mogą ich nam tak po prostu zabrać! Blond włosa piękność skierowała szklisty wzrok na mężczyznę szukając w jego oczach zrozumienia i współczucia. Dalszej części rozmowy nasz bohater już nie słyszał, gdyż po pierwsze: facet na ławce mówił szeptem, a po drugie zmęczenie minęło i tajemniczy jegomość ruszył w dalszą drogę. Słońce nie zamierzało przestać ogrzewać ludzi w parku, wręcz przeciwnie, upał nasilał się z każdą minutą. Gdzieniegdzie dało się słyszeć soczyste przekleństwo skierowane w kierunku żółtej gwiazdy, jednak nikogo to nie dziwiło, ponieważ w głębi duszy każdy posyłał długie zdania w łacinie podwórkowej. Kroczący drogą człowiek również nie zamierzał pisać poematów na cześć pogody przez którą jego czoło przypominało teraz mały stawik. W pewnym momencie jego wzrok wyłapał plac zabaw na który wcześniej nie zwracał uwagi. Przystanął na chwilę i niespodziewanie jego gęba wykrzywiła się w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Upalny dzień — czytnik · opowiadania