Fantastyka · 21 min czytania
Upiorny Polak
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
nieprzyjemnym. Większość ludzi w takich chwilach robi odwrotnie – skupiają się na pozytywnych wydarzeniach. Jednak on był inny. Poza tym nie należał do większości ludzi, właściwie dawno już przestał być człowiekiem. W chwili, gdy Dariusz Rogowiecki robił mu wykład na temat zwiększenia produkcji i w nadspodziewanie nieskuteczny sposób starał się go zmotywować do wydajniejszej pracy, Grzesiek wspominał. Bez wątpienia najgorszym wydarzeniem ostatnich pięciu lat było kolejne przebudzenie w trumnie. Zdarzyło się to po raz trzeci i było tak samo okropnie, jak poprzednio. Nim umarł, nie oszczędzał swojego organizmu, pił na umór, próbował też innych środków odbierających świadomość, był kilkakrotnie ranny – raz prawie stracił nogę, gdy wdało się zakażenie.
Potrafił więc doskonale porównać przebudzenie w trumnie do wielu nieprzyjemnych życiowych sytuacji. Gdy po raz pierwszy ocknął się dwa metry pod ziemią w drewnianej skrzyni zbitej z lichych desek, myślał, że głowa mu eksploduje. Czuł przeraźliwe pragnienie, a jednocześnie był pewien, że gdyby przełknął choćby łyk wody, po chwili zwróciłby całą treść żołądka. Poza tym zdał sobie szybko sprawę, z tego co się stało i gdzie się znajduje. Wspomnienie śmierci pojawiało się niemal w chwili przebudzenia. Tak było za każdym razem. Wydawałoby się logiczne, gdyby w jakiś sposób przyzwyczaił się do tej sytuacji, jednak nie było na to szans. Grzesiek wiedział doskonale, dlaczego tak się dzieje. Dostał karę, a właściwie szansę odpokutowania za grzechy. Niestety nie było to proste dla człowieka o krnąbrnej, nieznoszącej sprzeciwu naturze. Spojrzał z ukosa na szefa i potakująco kiwnął głową. - Obiecuję panie dyrektorze, że poprawię wydajność i zastosuję się do pana rad – wydukał beznamiętnie. Rogowiecki uważnie przyglądał się swojemu rosłemu pracownikowi, wreszcie westchnął i odparł: - Jakoś wam nie wierzę, Tomaszewski, jakoś wam nie wierzę. No, ale dobrze, dostaniecie szansę. A teraz niech pan wraca do pracy i zapamiętajcie, że ma pan umowę na zlecenia – pouczył pracownika. Co za palant – myślał Grzesiek. – Gdybym tylko mógł znaleźć normalną pracę, gdybym tylko miał porządnie podrobione dokumenty, dostałby mocnego kopa w tyłek i więcej nie musiałbym oglądać tej nieogolonej gęby. Wychodząc spostrzegł na korytarzu Natalię, która uśmiechnęła się półgębkiem. Była to jedyna mu życzliwa osoba w przedsiębiorstwie. Grzesiek nie szukał przyjaciół, był zamknięty w sobie i unikał towarzystwa. Przyzwyczaił się, że ludzie pojawiają się i odchodzą, a on wciąż trwa niezmiennie. Nie był z tego powodu szczęśliwy, ale miał większe problemy, takie jak odpokutowanie swoich zbrodni, by wreszcie móc odejść w spokoju. Natalia po prostu go lubiła. Nie wiedział za co, ale to było przyjemne. Któregoś dnia, ni stąd ni zowąd, spróbowała rozpocząć rozmowę. Odpowiedział oschle, ale jak się okazało nie zraziła się specjalnie. Z czasem przestał być obcesowy i chłodny wobec tej trzydziestokilkuletniej blondynki, a nawet starał się być miły. Jednak kiedy zapytała czy pójdzie z nią na kawę, (pierwszy raz w życiu to kobieta proponowała mu coś podobnego) odmówił. Poczuł, że być może dziewczyna oczekuje czegoś więcej od tej znajomości. Nie mógł dać jej niczego poza smutkiem i żalem. Natalia jednak próbowała nadal. Teraz odpowiedział uśmiechem. Weszła do gabinetu szefa, a on, zamiast wrócić na salę produkcyjną, zatrzymał się. Jakaś diabelska ciekawość kazała mu cofnąć się i przez chwilę posłuchać, co Rogowiecki ma dziewczynie do powiedzenia. Nieraz przez tę namiętność miał kłopoty, a ostatecznie przez nią właśnie zakończył swój żywot.
Wiele lat temu z wielką radością wybrał się obejrzeć zgilotynowanie Roberta, dawnego kompana, którego sprzedał za sto luidorów. Niestety Robert w drodze na szafot dostrzegł polskiego druha i wskazał go, ku uciesze paryskiego prokuratora. Grzegorz, w odróżnieniu od dawnego przyjaciela, nie miał szansy stracić głowy. Jednym ze strażników okazał się ojciec dziewczyny, którą Polak brutalnie zgwałcił i zamordował, właściwie dla własnej zwierzęcej satysfakcji. Śliczna nastolatka była biedna jak mysz kościelna i gdyby wiedział jak wielkie będzie to miało konsekwencje, nie tknąłby jej palcem, a nawet wyprowadził z niebezpiecznej dzielnicy, w której przypadkiem zabłądziła. Ojciec dziewczyny nie zamierzał czekać na publiczną egzekucję, postanowił sam dokonać zemsty. Udusił Grzegorza konopnym sznurem. Polak miał pecha, a może szczęście, że z niewiadomych powodów otrzymał szansę odpokutowania za grzechy, niestety nie potrafił być dobrym człowiekiem.
Teraz, zamiast jak przystało na uczciwego pracownika wrócić do swoich obowiązków, stał pod drzwiami szefa i bezczelnie podsłuchiwał. Słuch miał rewelacyjny jeszcze za życia, a po śmierci jego zmysły wyostrzyły się znacząco.
Natalia usiadła, Rogowiecki wstał z krzesła i krążył po gabinecie nic nie mówiąc. Wreszcie odezwał się jakimś nienaturalnie słodkim głosem. Na ustach Grześka pojawił się uśmiech – nigdy nie słyszał, aby ten człowiek nawet udawał grzeczność. - Droga Natalio, wiesz dlaczego cię tu zaprosiłem? Grzesiek nie usłyszał odpowiedzi, być może kiwnęła głową, a może nie mówiła nic. - Chciałbym z tobą szczerze porozmawiać – Rogowiecki kontynuował jeszcze cieplejszym tonem niż poprzednio. – Uważam, że jesteś wspaniałym pracownikiem. - Dziękuję panu – odparła niepewnie. Rogowiecki zachichotał głośno. - Natalia, to ja też mam się zwracać do ciebie per pani? Mów mi Darek, tak mam na imię. No, uśmiechnij się – zachęcał. – O, tak lepiej. Jak mówiłem, jesteś wspaniałym pracownikiem, ale też wspaniałą kobietą. Wiesz? – Westchnął głośno. – Szkoda, że moja żona nie jest taka jak ty. Aż dziwne, że taka kobieta jest sama. Bo jesteś sama, prawda? – ostatnie zdanie wypowiedział tonem, który Grzesiek znał już świetnie – był to ton nieznoszący sprzeciwu. - Wie pan co? – zaczęła niepewnie. - Nie pan, umawialiśmy się – przerwał jej głośno się śmiejąc. - Wiesz Darku, muszę chyba iść do toalety, dzięki za miłe słowa. - Chyba? – zapytał z rozbawieniem. – To nie jesteś pewna? - Jestem, muszę iść – odparła nerwowo. - Pewnie, leć, tylko zaczekaj jeszcze chwilkę – mam propozycję nie do odrzucenia – wyraźnie zaakcentował ostatnie słowa. – Zabieram cię na kawę. Co ty na to? Grzesiek nie usłyszał odpowiedzi. Gdy usłyszał szuranie krzesła, odskoczył szybko od drzwi i wybiegł z korytarza najciszej jak potrafił. Mimo ogromnej postury potrafił się skradać jak kot. Dzięki tej umiejętności wielu ludzi straciło życie bardzo niespodziewanie. Jednak to, co zdążył usłyszeć, doprowadziło go do pasji. Wcześniej zaledwie gardził swoim szefem, teraz czuł nienawiść. Wiedział, że to nie pomoże w osiągnięciu odkupienia, ale teraz nie miał ochoty kalkulować. Był wściekły. Ten buc Rogowiecki dobierał się do osoby, która potrafiła sprawić, by Grzesiek się uśmiechnął. Nie w chwili triumfu, nie z pogardą, lecz z czułością i ciepłem, którego odrobina wciąż jeszcze w nim była. *** Z samochodu przyglądał się drzwiom fabryki, większość osób już wyszła, nawet Rogowiecki, a Natalii jeszcze nie widział. Nie martwił się, ani nie złościł. Był cierpliwy i spokojny – tego nauczyło go doświadczenie. Nieraz siedział godzinami w lesie, nie robiąc sobie wiele z przenikliwego chłodu, czatując na dyliżans pocztowy, który wraz z kompanami miał obrabować. Czekanie w ciepłym samochodzie nie stanowiło wielkiej niedogodności. Wreszcie wyszła. Owinięta długim wełnianym szalikiem, w starym beżowym płaszczu, maszerowała w stronę bramy. Wyskoczył z samochodu i nim zdążyła się zorientować zastąpił jej drogę. Spojrzała nieśmiało w spokojne, pewne oczy Grześka i uśmiechnęła się ciepło. - Idziesz na autobus? – zapytał. - Tak, jakoś muszę wrócić do domu, pieszo nie dam rady – zażartowała. - Odwiozę cię – zaproponował bez cienia nacisku. - No nie wiem. Nie chcę ci robić problemu. - Nie ma sprawy, mi się nie śpieszy – odparł wesoło. – Od czego są znajomi z pracy? - Skoro nalegasz. – Kiwnęła głową. Jechali przez opustoszałe ulice przedmieść. Natalia nie powinna tędy podróżować sama, zwłaszcza autobusem – przemknęło przez myśl Grześkowi. Świat się zmienia, ale zbójnicy nadal kochają ciemne uliczki. - Proponowałaś mi kiedyś wspólną kawę, śpieszysz się do domu? – zapytał. - No wiesz, właściwie to nie wiem. - Ktoś na ciebie czeka? - Nie, nikt – zaprzeczyła nerwowo. - To zapraszam cię do pubu. Zerknęła ukradkiem na jego opanowaną twarz. - Właściwie dziś jest piątek, możemy iść na chwilkę. Niedaleko mojego bloku jest przyjemne miejsce. W „Tawernie” było dość pusto. Spotykali się tu głównie ludzie z okolicy, toteż rzadko panował weekendowy gwar. Przy dwóch stolikach siedziało kilka osób, trzech kumpli piło przy barze. Toczyli jakiś spór z barmanem, którego najwyraźniej dobrze znali, bo mimo pozornie agresywnego języka widać było, że nikt nie bierze gróźb serio. Przyjaciele z pracy zajęli stolik w głębi sali. Zamówili piwo i kawę. Grzesiek jako kierowca nie chciał pić alkoholu, mimo, że nie stanowił dla niego żadnego problemu. Nieumarli mieli ogromną odporność na tego typu używki, jednak wolał sprawiać pozory. Zależało mu, aby Natalia nie potraktowała go jako kogoś lekkomyślnego.
Pili powoli i rozmawiali. Grzesiek nie mówił wiele o sobie, ale Natalia opowiadała chętnie. Była trzydziestoczteroletnią rozwódką po dwuletnim małżeństwie. Nie miała dzieci, a w Szczecinie była zupełnie sama. Jak się okazało, wyjechała z rodzinnego Gorzowa za swoim mężem, znalazła tu pracę, a po rozwodzie nie chciała wracać. Rodzina źle wróżyła jej małżeństwu, toteż Natalia liczyła się z tym, że wszyscy będą jej to wypominać. Poza tym związała się z miastem, nie myślała o zmianie pracy, była umiarkowanie zadowolona z obecnego stanu. - Ten Rogowiecki to palant – Grzesiek wreszcie przeszedł do sedna. Cały czas czekał na okazję, aż będzie mógł podjąć temat, który interesował go szczególnie. Natalia kończyła piwo i była na tyle rozluźniona, że mógł rozpocząć krępujący – jak mniemał – wątek. - To prawda, nie jest zbyt przyjemnym człowiekiem. Taka natura, chyba nigdy się nie zmieni. - Tak sądzisz? – zaciekawił się wyraźnie. - Wiesz, pracuję w firmie już piąty rok, on był taki od zawsze. Słyszałam, że…