Inne · 8 min czytania
Upragnione spotkanie...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Patrzył w lustro, a właściwie wpatrywał się w człowieka stojącego naprzeciwko niego. Analizował jego budowę, kształt głowy, linię szyi, długość rąk, sposób w jaki ułożył ciało stając na jednej nodze, drugą mając lekko ugiętą z wykrzywioną stopą oddaloną w tył od drugiej o 10 centymetrów. Mrugnął powiekami, wyszczerzył na moment zęby, potem podniósł jedną brew do góry. Uwielbiał obserwować ludzkie ciało, śledzić każdy jego ruch, badać mimikę twarzy, fantazyjnie układające się dłonie cienia na skórze. To , że patrzył teraz na samego siebie nie wynikało z próżności lecz z faktu, że był w pomieszczeniu sam. Nikt już od paru godzin do niego nie zaszedł i nie mógł oblepić badawczym spojrzeniem żadnego innego człowieka. Zawsze chował w pamięci pojedyncze miny przychodzących, ich bezwiedne gesty i odruchy. Chłonął to. Może dlatego, że najczęściej przebywał w towarzystwie ciał nie potrafiących pokazać nic językiem ruchu. Zajmował się przygotowywaniem zmarłych do ostatniej drogi, do ułożenia ich w kaplicy, by rodzina i przyjaciele po raz ostatni mogli spojrzeć na nieżyjącego. Często zwłoki były w okropnym stanie. On był od tego, by ze zdjęcia odtworzyć wygląd „klienta” taki jaki był przed śmiercią. To czego potrafił dokonać było na miarę artyzmu. Z sinych, opuchniętych, zniekształconych namiastek dawnego wizerunku tworzył dzieło sztuki. Po skończonych zabiegach osoba w stanie wstępnego rozkładu wyglądała na drzemiący okaz zdrowia, który dopiero wrócił z wakacji wypoczęty i pełen życia. Był czarodziejem, magiem pierwszej klasy. Stał tak w skupieniu i nieruchomym wzrokiem obserwował delikatne falowanie własnej ręki. Z tego letargu wyrwało go skrzypnięcie otwieranych drzwi. Pracownik salonu pogrzebowego przywiózł na metalowych noszach ciało przykryte białym prześcieradłem. Spojrzał na jego wypukłe plecy , gdy ten bez słowa odwrócił się i wyszedł. Wiedział, że będzie musiał przerwać swe obecne zajęcie i przystąpić do pracy nad zmarłym. Nałożył białe rękawiczki – elastyczna guma doskonale dopasowała się do jego długich palców, palców mistrza jedynego w swoim rodzaju. Na twarz nałożył maseczkę uprzednio smarując się pod nosem maścią o silnym, eukaliptusowym zapachu. Wszystko to po to, by nie wytracał go z równowagi odór ludzki. Do widoku trupów już się przyzwyczaił. Na początku co prawda bardzo przeżywał każdą kolejną ofiarę bestialstwa lub upływającego czasu, lecz z czasem uodpornił się na to i zaczął podchodzić do zwłok jak do materiału, do tworzywa, z którego miał wyczarować coś pięknego. Jednak ten specyficzny zapach zawsze wywoływał u niego mdłości i do niego nie mógł się przyzwyczaić, nie był w stanie potraktować go jako zwykłego, nie uprzykrzającego życia świadka pracy. Właśnie ten zapach przywodził do głowy myśl o tym jak człowiek mimo pięknego opakowania obrzydliwy jest od wewnątrz. On jeden z niewielu wiedział jak naprawdę cuchnie organizm stojący na najwyższym szczeblu ewolucji. Każdy wylewający na siebie wielkie ilości perfum z pięknych bukietów kwiatowych, w środku przesiąknięty jest substancją zapachową nadzwyczaj nieprzyjemną. On doświadczał tego smrodu, tym silniejszego, im więcej ran ciętych ,szczególnie brzucha, miała ofiara. Delikatnym ruchem zdjął prześcieradło, złożył je w równą kostkę i odłożył na mały stolik. Dopiero teraz spojrzał na postać leżącą na chłodzie stalowych noszy. To była Ona, dziewczyna, którą podziwiał, która zniewalała go swym pięknem za każdym razem, jak wychodziła na spacer ze swym psem a on w tajemnicy obserwował jej anielską urodę i delikatny sposób poruszania się zza firanki swego okna w mieszkaniu. Nie znał jej imienia, ale wiedział, że to była…