Komedia · 16 min czytania
Uprowadzone
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
UPROWADZONE
Z samego rana w królestwie Happylandii rozległa się głośna syrena, nawołująca mieszkańców do zbiórki pod pałacem. Było to dość spore królestwo, którym rządził król Fuks II Śmiechousty, a w rządach tych pomagał mu jego młodszy brat Fuks II Mniejszousty. Mieszkańcy owego imperium w znacznym stopniu różnili się od siebie charakterami, zainteresowaniami, bytem dnia codziennego, lecz żyli ze sobą zgodnie i w pełnej harmonii. Niekiedy występowały oczywiście drobne sprzeczki, ale zawsze w błyskawicznym czasie odchodziły one w zapomnienie.
Alarm wył, póki wszyscy mieszkańcy nie zebrali się pod siedzibą króla. Gdy już plac przed pałacem zapełnił się tłumem, pojawił się Fuks i z pełną grozy powagą oznajmił przez megafon: – Stała się rzecz straszna! Dziś w nocy porwano trzy mieszkanki naszego królestwa. Nikczemnego czynu dokonała zła wiedźma Gburka Awanturka, która kilka lat temu skazana została na wygnanie za zakłócanie spokoju i harmonii wśród mieszkańców.
Gburka – od zawsze uważająca się za inteligentną i operująca dotkliwym słowem, narcystyczna kretynka, wkurzona brakiem uznania i faktem, iż mieszkańcy nie śmieją się z jej durnych, dziecinnych i wkurzających żartów w akcie zemsty skłóciła połowę królestwa, dlatego król postąpił, jak postąpił.
– Nasi najdzielniejsza rycerska trójka jest dopiero w drodze powrotnej z gościnnej wyprawy do Jupigrodu i dotrą dopiero wieczorem, a najpóźniej jutro rano, więc dlatego, iż nie możemy czekać, jestem zmuszony zwrócić się o pomoc do was – kontynuował władca. – Poszukujemy kandydatów do niebezpiecznej wyprawy, mającej na celu uwolnienie Agi Bezpowagi, Tereski Bezłezki i Ali Bezżali z rąk okrutnicy. Życiorysy, CV i listy motywacyjne od tej chwili przyjmuje moja sekretarka, można także wysłać mailowo lub pocztą. Jeżeli do południa nikt się nie zgłosi, sami z bratem zaczniemy selekcję i wybierzemy ochotników. To wszystko. Dziękuję za uwagę i miłego dnia. Król za chwilę zniknął z balkonu, a tłum leniwie rozlazł się po królestwie. Był upał, dlatego życie w tym dniu było dość niemrawe. Władcy czekali i czekali, ale nikt się nie zgłaszał. Nie dziwili się brakiem chętnych, mieli świadomość, czego obawiają się mieszkańcy...
Część 22 / 2
Zła wiedźma nie działała sama, miała koło siebie swojego niewolnika, czarodzieja Tyrana Złego OdRana, którego niegdyś uwięziła i omotała złymi czarami. Mag ten posiadał różdżkę, z której strzelał czarami, zwanymi furiami. Każdy, dotknięty owym urokiem znikał bez wieści. Miała też kucharza, Gabriela Truciciela, którego trzymała na stumetrowym łańcuchu, gdyż łobuz kilkakrotnie już próbował ucieczki. Nie był to najlepszy kucharz, Gburka i Tyran nie raz już dostali rozwolnienia po jego "potrawach”, ale ostatecznie doszli do wniosku, że: "lepszy rydz, niż nic”. Gburka, mieszkając jeszcze w Happylandii, podburzała i skłócała mieszkańców, puszczając w obieg nieprawdziwe informacje, przez co w królestwie zapanowała niezgoda i chaos. Wspomniane wcześniej trzy porwane ofiary dawno, dawno temu złapały wiedźmę na jej niecnych czynach i powiadomiły o tym króla, który przepędził nieprzyzwoitą dziewczynę z królestwa. Wiedźma założyła nową osadę, pod tytułem: "Nerwogród” i to w niej całymi dniami obmyślała plan zemsty, w końcu wymyśliła. Pewnego dnia, za drobną opłatą, przy pomocy służb CBZ (Centralnego Biura Zawijania) uprowadziła biedaczki, więżąc je, a następnie torturując swoją niezamykająca się gębą, lub podobnym do warkotu rozrusznika trabanta, zgryźliwym śpiewem, a także, od czasu do czasu, przyrządzoną przez kucharza, spaloną zupą szpinakową, zwaną potocznie "Zupa A’la Rozerwana Dupa".
Dochodziła 13:00, a ochotników nie widać. Nagle rozbrzmiało z królewskiego radiowęzła: "Alojzy Wesołek proszony do Fuksa!” Wesołek – mieszkaniec ceglanej, chłodnej komory, która latem dawała przyjemny chłód i nieziemskie orzeźwienie, nie należał do tych "zbyt ruchliwych”. Tam w spokoju całe dnie spędzał na jedzeniu chipsów i oglądaniu filmów, dlatego usłyszawszy komunikat, nie był szczególnie zadowolony. Nie mając jednak wyjścia ruszył się ciężko z fotela, zamknął ziemiankę na kłódkę, aktywował alarm i udał się do króla. Po chwili stał już przed jego obliczem. – Pakuj tobołek, weź maczugę i gaz pieprzowy z mojej królewskiej warowni i za pół godziny wyruszysz na pomoc naszym mieszkankom – rzekł król i odprawił go ręką. Chłopek, nie mogąc sprzeciwić się władcy, wziął ze wspomnianego pomieszczenia potrzebne rzeczy i wrócił do komory, spakować najpotrzebniejsze rzeczy, a dokładniej rzecz biorąc – worek ziemniaczanych chrupek i herbatkę ziołową. Zabrał też muchołapkę, ponieważ komary w królewskim lesie były nie do zniesienia. Ponownie "zakodował” swoje mieszkanko i ruszył. Wlókł się ciężko, noga za nogą, nie bardzo uśmiechało mu się spotkanie z Gburką i Tyranem. Idąc tak w zamyśleniu, dodawał sobie otuchy, obmyślając plan: "Gazem po oczach, potem trzy razy maczugą w łeb, szybko otworzę celę i po sprawie. To nie powinno być trudne...” – pomyślał. Szedł już dość długo, zapewne ze dwie godziny, po jakimś czasie się jednak zmęczył, do szczypiorków w końcu nie należał. Upał, do tego nadmierna ilość pochłanianych na co dzień chipsów szybciutko dały o sobie znać. Usiadł, aby odpocząć i usnął...
Tymczasem w Nerwogrodzie okrutna wiedźma od trzech godzin molestowała biedne więźniarki, mając przy tym nie lada frajdę. Zła dziewczyna lubowała się w wycieczkach do innych miast i skłócaniu ludzi, wymyśliła więc sposób na znęcanie się nad uwięzionymi. Usiadła na pufie pod celą i wszczęła swoje podróżnicze opowieści... Znaleźli się w nich m.in. jakiś młody mechanik, którego zaczepiała w mieście, wyzywając od dzieciaczków z gimnazjum, starszy fryzjer, który został infantylnym golibrodą i młoda sprzedawczyni w sklepie, która po pyskatej odzywce do wiedźmy, została okrzyknięta galerianką, bojącą się konstruktywnej krytyki. Gburka trwała pod tą cela i nawijała laskom makaron na uszy. Porwane miały przykute ręce, nie mogąc więc ich zatkać, bardzo cierpiały. Lecz to jeszcze nie koniec, uwięzione dopiero teraz miały odczuć bolesny monolog. Babsztyl, skończywszy sprawozdanie z podróży, z kwestii osób jej nieznanych (a raczej nowo poznanych) przeszła do osoby jej samej, zacząwszy przechwalać się urodą, a następnie jakże niezwykle wysoką inteligencją: – A wy, infantylne kretynki, dlaczego się nie śmiejecie?! Ta opowieść była bardzo zabawna! Nie macie poczucia humoru, czy nie rozumiecie IRONII, którą operowałam do tych wszystkich ludzi?! – wrzasnęła, niezadowolona. Bezłezka uderzyła głośnym śmiechem... – Ty i ironia...?! Siedzisz, nołlajfie w tym zamku od kilku lat, kto cię miał nauczyć sarkazmu? Aaa, wiem... pewnie Gabriel, z którym co dzień tak dzielnie dyskutujesz, podjadając i pasąc swoją i tak nie mieszczącą się już w drzwiach dupę!!! – brechała do rozpuku. – A co ty wiesz, dziecko drogie? – warknęła Awanturka. – Więcej od Ciebie – mruknęła Bezżala. – Do ciebie nie mówiłam, infantylna osobo! – huczała świruska. Bezpowaga nie wytrzymała i wtrąciła do towarzyszek: – Nie gadajcie z tym pustakiem, ona i tak nic nie rozumie. Wiedźmą wstrząsnęło! – Zamknij się, łajdaczko! Mam to zgłosić do Tyrana, infantylna galerianko?! Uważaj, bo furiatki polecą! – zagroziła. Aga się wyciszyła, nie miała ochoty znikać. Lecz strachy na lachy, Gburka nie zamierzała zbyt szybko zaniechać tortur.
Ale wróćmy do Alojzego...
Spał około godziny, może półtorej i gdy tylko się ocknął, leniwie podniósł tyłek i ruszył dalej. Zgłodniał, otworzył więc chipsy i maszerował, zajadając i popijając gorzka herbatką. Szedł następne trzy godziny, gdy nagle stanął jak wryty... jego oczom ukazał się wysoki, ogradzający całe królestwo, ceglany mur.