Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 20 min czytania

Uratuj ją

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Była noc. Jacek przewracał się z boku na bok. Wstrząsały nim dreszcze, a czoło zraszały krople potu. W małych i bladych dłoniach z całych sił ściskał róg kołdry. Znów „to” mu się śniło. Ze snu wyrwał go głos matki, która nim potrząsała. -Jacuś, synku, obudź się! -Mama? Mamusiu? Czy to ty? – pytał chłopiec wtulając kredowobiałą twarz w sweter matki. -Tak skarbie. Już dobrze jestem przy tobie, co się stało? – pytała drżącymi dłońmi błądząc po głowie syna -Nic mamusiu- wyszeptał przez łzy-to tylko zły sen. Oliwia- bo tak miała na imię matka Jacka zeszła po schodach do kuchni. Odczekała w pokoju syna, aż ten zaśnie, a teraz miała ochotę się napić. Boże, jak bardzo pragnęła napić się wina, koniaku, lub zwykłej wódki. Wystarczyłby łyk, a ona zapomniałaby o problemach. O braku pieniędzy na opiekę dla Jacka, o jego koszmarach, o braku zleceń w pracy, o samotności i o tym cholernym przeciekającym dachu! „Cóż z tego, że wszystko wylałaś? Sklep tuż obok jest otwarty całą dobę”. Z frustracją nalała do szklanki wody z kranu i chlusnęła sobie nią prosto w twarz, aby uciszyć głos, który od lat niemiłosiernie ją zadręcza. Woda wymieszała się z łzami. Nie chciała znów pić. Choć kochała syna najmocniej na świecie, czasem żałowała, że nie usunęła ciąży, jak radziła jej matka… *** Miała zaledwie dziewiętnaście lat, gdy dowiedziała się, że jest w ciąży. Ojciec dziecka, bez zbędnych pytań zostawił ją, krzycząc, że: „to nie jego”. Na matce też nie miała, co polegać, ponieważ postawiła sprawę jasno: albo Oliwia usunie ciążę, albo nie ma co liczyć na jakąkolwiek pomoc od niej. Zaczęła zastanawiać się nad aborcją, lecz poznała Marka. Był miły i błyskotliwy. Jego szczery i pogodny uśmiech sprawił, że Oliwia zakochała się w nim na zabój. Marek obiecał zaopiekować się nią i dzieckiem. Wtedy Oliwia była naprawdę szczęśliwa. Rozpoczęła studia fotograficzne, wszystko układało się pomyślnie. Aż do narodzin dziecka. Gdy Jacek miał pół roku okazało się, że jest niewidomy. To wymagało dodatkowej opieki i specjalnego nauczania. Nie wiadomo, czy koszty, czy odpowiedzialność, czy po prostu choroba dziecka wystraszyły Marka. „Oliwko, Oliwko ależ ty jesteś głupia”- w tym czasie głos pojawił się po raz pierwszy. Oliwia znów została sama. Nie wiedziała, co robić. Była w trakcie studiów, nie miała pracy, a jej syn był niewidomy. Długo zbierała się w sobie, aż postanowiła skontaktować się za starszą siostrą. Hania mieszkała w Gdańsku. Miała trzydzieści dwa lata. Dziesięć lat wcześniej była w takiej samej sytuacji, co Oliwia. W wieku dwudziestu dwóch lat zaszła w ciążę. Matka kazała jej wybierać, tak jak Oliwii: albo aborcja, albo nie ma co liczyć na jej pomoc. Mimo tego podobieństwa sytuacja Hani była zupełnie inna, ponieważ ona i ojciec dziecka kochali się. Po narodzinach córki wzięli ślub i zamieszkali w Gdańsku. Od tamtej pory siostry nie miały ze sobą kontaktu. Po dziesięciu latach z bijącym sercem, małym Jackiem w wózku, ze starą walizką stała pod drzwiami domu siostry. -Kto tam ? – usłyszała głos Hani -To ja – wyszeptała przez łzy Oliwia -Oliwia? To ty? – Hania otworzyła drzwi -Cześć kochanie- wyszeptała Oliwia i siostry rzuciły się sobie w ramiona. Oliwia była zachwycona rodziną Hani. Byli dla niej rodziną, o jakiej marzyła od dziecka. Widać było szczęście i miłość łączącą domowników. Oliwia z całego serca zazdrościła siostrze. Rozmawiały wtedy do późna. Oliwia opowiedziała jej wszystko co przytrafiło jej się w ciągu ostatniego roku, drąc mokrą chusteczkę higieniczną, wylewała swoje żale i ból przed siostrą, której nie widziała dziesięć lat. Oliwia zamieszkała z siostrą. Jacek rósł i zaczął chodzić na specjale zajęcia dla niewidomych dzieci. Udało się jej ukończyć studia, a pieniądze ze zleceń wystarczały na podstawowe opłaty. Znów miała nadzieję na szczęście, mimo bólu, jaki czuła patrząc, gdy jej syn dotykając przedmiotów uczy się ich wyglądu, lub gdy potyka się o próg. Jacek bardzo lubił dotykać różne przedmioty. Mama kupowała mu klocki, i inne zabawki, lecz on najbardziej lubił dotykać jej twarz. Zawsze zaczynał od czoła. Tuż przy włosach wyczuwał małą bliznę, mama powiedziała mu, że kiedyś uderzyła się o róg szafki. Pod gęstymi brwiami miała, duże oczy otoczone długimi, lecz delikatnymi rzęsami. Czasem pod palcami czuł łzy matki, ocierał je wtedy palcami. Niżej był nos. Nos był ulubionym „elementem” na twarzy Oliwii. Był drobny, lekko zadarty, a Jacek niemal wyczuwał pod opuszkami palców delikatne piegi mamy. Najbardziej magiczne były usta, z których tyle razy słyszał czarodziejskie słowa: „Kocham Cię synku”. Tego dnia między kciukami a palcami skazującymi ściskał policzki matki, a ona śmiała się w głos. Nagle usłyszeli dzwonek do drzwi. „Zaraz wracam” – Oliwia poszła otworzyć. Jacek dokładnie słyszał rozmowę z korytarza: -Dzień dobry- Oliwia miała zdziwiony glos -Dzień dobry. Jesteśmy z policji. Czy pani Oliwia;….?- słyszał męski głos. W filmach, taki głos mieli policjanci, którzy przynosili złe wiadomości. -Tak. Czy coś się stało? -Zdarzył się wypadek. Pani siostra Hanna wraz z mężem i córką jechali samochodem i… - policjant był wyraźnie zdenerwowany, Jacek był niemal pewien, że się poci. -O Boże! Czy coś się stało? W którym szpitalu leżą?- Oliwia mówiła napiętym głosem. -Proszę Pani – odezwał się drugi policjant. Jego głos podobał się Jackowi znacznie bardziej. – Oni nie żyją. Oliwia poczuła, że cały świat, ze wszystkimi swoimi ciężarami spadł jej na głowę. Drżącą dłonią zakrywała usta, i upadłaby , gdyby nie pomoc policjanta, który oznajmił jej tragiczną nowinę. -Pomóc Pani? – policjant nadal trzymał ją za ramię -Nie- mimo, to policjant pomógł jej usiąść. -Mamusiu?- w drzwiach zobaczyła Jacka z zapłakaną buzią i zdecydowanie nie pasującą do jego drobnego ciałka białą laską. – Wszystko słyszałem. Czy umarła? -Chodź do mnie- zdołała wyszeptać Oliwia. Jacek już bez pomocy laski wpadł prosto w ramiona matki- Tak kochanie. Ciocia, wujek i Tosia umarli.

Pogoda w dniu pogrzebu całkowicie kłóciła się z uczuciami ich obojga. Jacek czuł na twarzy ciepłe promienie słońca. Lekki wiatr przynosił zapach nadmorskiej bryzy, który mieszał się z duszącym zapachem kwiatów. Czuł też „brzydki zapach” od swojej mamy. Oliwii pękała głowa. Okulary przeciwsłoneczne nie chroniły jej oczu przed niemiłosiernymi promieniami słońca. Ich siła potęgowała trudny do wytrzymania ból głowy. Żałowała tego, co zrobiła wczoraj, choć wytłumaczenie było jasne: miała dość przygotowań do pogrzebu, formalności, po prostu musiała się upić. Przecież jest dorosła i odpowiedzialna. Położyła syna spać, dopiero wtedy wypiła prawie całą butelkę ohydnej wódki. Czy jednak była tak bardzo okropna, jak mówią? Przecież dzięki niej zrzuciła z siebie ciężar ostatnich dni, który ciągnął ją na dno. Nie czuła jednak swojego „brzydkiego zapachu”

-Ale jestem zmęczona- Oliwia rzuciła się na fotel. -Brakuje mi cioci- wyszeptał Jacek gramoląc się na kolana matki -Wiem mistrzu, mi też, ale pamiętaj, jutro jest nowy dzień, więc idź już spać. Rano masz zajęcia. Pomogła synowi położyć się do łóżka. Schodząc na dół miała zamiar pooglądać przez chwilę telewizję, a potem też położyć się do łóżka. Gdy siadała na kanapie jej wzrok mimowolnie skierował się na barek. Stały tam drogie trunki, które Hania i jej mąż przywieźli z wyprawy do Europy. „Napij się, chociaż łyka, pamiętasz, jak to pomogło ci wczoraj?” – mówił jej wewnętrzny głos. „Ale cholernie podle się czułam”- odpowiedziała mu. „Oliwio, aby przestać się czuć podle, musisz się napić. Twój synalek już śpi, nikt się nie dowie”. „Zamknij się”- wycedziła przez zaciśnięte zęby, lecz podeszłą do barku. „Oboje wiemy, że tego chcesz, no raz-dwa”- głos nie dawał jej spokoju. „ Zamknij się !!!” – krzyknęła- „nawet nie wiesz jak cię nienawidzę”. Przechylała butelkę jakiegoś drogiego trunku. „ Po tym gównie, chociaż cię nie słyszę”- powiedziała z obrzydzeniem. Odpowiedział jej drwiący śmiech. Oliwia zdawała sobie sprawę, że popełnia kolosalny błąd. Nie wiedziała jednak, że jej krzyki obudziły Jacka, który naciągał kołdrę na swoją pełną marzeń i problemów główkę. Po jego policzku spłynęła łza. Wiedział, że tej nocy nie zaśnie. Będzie czuwał, żeby zdążyć obudzić matkę do pracy. Był niewidomy, lecz jego wrażliwość, uczucia i orientacja były rozwinięte, jak u żadnego innego ośmiolatka. Czasami zapominał, że świat nie tylko się „czuje”, ale również widzi. Choć wbrew pozorom on widział. Widział sercem, widział wyobraźnią, widział też oczami matki, widział też, że choć go kocha, zawsze będzie dla niej ciężarem. Po jego policzku spłynęła druga łza. Mijały tygodnie. Oliwia piła tylko wieczorami, gdy nikt nie widział. Trwało, by to dużo dłużej, gdyby nie pewne zdarzenie. Oliwia zabrała Jacka do McDonalds’a na obiad. „Mamusiu, już zjadłem mogę iść na zjeżdżalnię?”- Prosił Jacek. Dlaczego pozwoliła mu iść? Dlaczego nie poszła z nim? Przecież jej syn jest niewidomy ! Dlaczego o nim zapomniała? Może dlatego, że dzień wcześniej wypiła więcej niż zwykle? Może dlatego, że piekielnie bolała ją głowa? Może dlatego, że ten kretyński głos radził jej zostać? Prowadziła wewnętrzną rozmowę ze „Złą Matką”, gdy usłyszała pisk opon, klakson i krzyk. Wyprostowała się na krzesełku, dłonie zacisnęła w pięści i otworzyła szeroko oczy, gdyby było to możliwe i otworzyłaby je jeszcze szerzej na pewno wypadłyby z oczodołów. „Jacek” – wyszeptała, wstając i przewracając krzesło. „Jacek”- powiedziała tym razem głośniej i wybiegła z restauracji. Towarzyszył jej głośny śmiech „Złej Matki”. Na ulicy stał radiowóz, a policjant pochylał się nad Jackiem leżącym na ulicy. Przecisnęła się między grupką gapiów i upadła na kolana przed synem. „Umarł? Ten cholerny policjant go przejechał? No, Oli więc masz problem z głowy. Idź się napij”, lecz tym razem Oliwia nie słuchała głosu. Mylił się. Policjant w porę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Uratuj ją — czytnik · opowiadania