Fantastyka · 10 min czytania
"Uriel" - "Do usług"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Uriel"
"Do usług"
Przez ostatnie 23 miesiące mieszkaliśmy, tzn. Ja i Maharet w moim górskim domku. Spędzaliśmy całe noce razem spacerując, podziwiając widoki, biegając w postaci wilków po lasach i polując. Lub po prostu siedząc na werandzie wpatrywaliśmy się w gwiazdy i próbowaliśmy przypomnieć sobie nazwy konstelacji. W przedostatnim miesiącu dwóch lat, które upłynęły od ostatniego pojedynku z Blade'm zdecydowaliśmy o krótkim rozstaniu (na miesiąc, dwa) aby odwiedzić swoich znajomych i uporządkować sprawy finansowe związane z tym co zostawiliśmy wyjeżdżając z miasta. Było to dla mnie trudne rozstanie, choć krótkie. Wszyscy moi znajomi, zarówno ci starsi jak i młodsi pojechali na koncert jakiegoś Lestata. Więc nie miałem czego szukać w mieście. Więc cóż miałem zrobić? Zostałem w górach. Pierwsze samotnie spędzone noce były spokojne. Spędzałem je na ganianiu jeleni i wilków po lesie. Czasem gdy przybierałem formę nietoperza udawało mi się nastraszyć jakąś wiewiórkę. Raz udało mi się przerazić jakąś grupkę bachorów biwakujących nad jeziorem. W piąty dzień od jej wyjazdu przyśniły mi się jakieś koszmary. Wijąca się z bólu, rycząca, biała bestia. Potraktowałem ten sen z dystansem i postanowiłem się nim nie przejmować. Jednak kiedy przez kolejne dwa dni przyśniły mi się podobne koszmary zacząłem się niepokoić. Po namyśle postanowiłem ruszyć śladami tych snów. Już wcześniej zauważyłem, że oprócz wizji cierpiącej, białej bestii widzę przebłyski pewnych miejsc, które znałem. Ruszyłem w drogę. Pierwszym miejscem ze snów była jaskinia odległa o jakieś 5 kilometrów od mojego obecnego położenia. Kiedy dotarłem do jaskini, wprawiłem się w stan głębokiego transu. I znów usłyszałem to wołanie, a raczej wycie o pomoc. Sny sprowadziły mnie do kolejnych miejsc: stary zagajnik na skraju miasta, oddalona od miasta o kilometr stara kopalnia i wreszcie opuszczone domy na skraju puszczy. Właśnie w jednym z tych domków doznałem olśnienia. Wszystkie te miejsca odwiedzałem kiedyś z moim przyjacielem - Maelem. Był on niezwykle szczerym i miłym wilkołakiem. Należał do plemienia Białych Wyjców (był jednym z ostatnich z tego plemienia). Po pewnym czasie przygarnęło go plemię Srebrnych Szponów. Mnie też to zdziwiło, ale widocznie ich społeczeństwo uważało, że lepiej żeby Mael szwendał się wśród swoich niż z "pijawką". Pożegnaliśmy się, obiecując sobie nawzajem, że gdyby jeden z nas potrzebował pomocy, ten drugi odpowie na wezwanie. Teraz miałem spełnić tą obietnicę. W drodze do caernu Srebrnych Szponów myślałem tylko o tym żeby nie przybyć za późno i nie zastać Maela martwego. Modliłem się o to. Gryzło mnie jeszcze coś. Co mogło się stać, że on wzywa pomocy? Przecież Szpony to urodzeni wojownicy. Z odległości pół kilometra dostrzegłem dym. Kiedy przybyłem na miejsce zastałem tylko jedno wielki pobojowisko. Ani jednej żywej duszy. Przy wejściu do jaskini, w której czasem mieszkały wilkołaki zastałem ciało przywódcy stada. Miał roztrzaskaną czaszkę w pobliżu potylicy, a na piersi wyoraną pazurami - spiralę. Musiałem uważać. Pobojowisko "opowiedziało" mi całą swoją historię. Członkowie stada zostali zaskoczeni przez Tancerzy w Umbrze (tak myślałem, gdyż były tam ślady, które wyglądały jakby ktoś został wyrzucony "znikąd"), a reszta wrogów tylko czekała w prawdziwym świecie aby zaatakować zmęczonych wcześniejszą walką wilkołaków. Kilku Tancerzy i potworów Żmija zginęło lecz w końcu ich siła przeważyła. Ślady prowadziły do jaskini, a tropu Maela ni widu, ni słychu. O co tu chodzi? Wszedłem do jaskini. Po przejściu kilku zakrętów moim oczom ukazała się centralna grota. Była cała w rysunkach Tancerzy! A na głównej ścianie zwisał z łańcuchów Mael! Podbiegłem czym prędzej do niego i uwalniając z łańcuchów pytałem: - Maelu co tu się stało? Czemu odważyli się zaatakować? Odpowiedz! Ale on podniósł tylko głowę i powiedział: - Uwolnij mnie... Zrobiłem to jak najszybciej umiałem. Odwróciłem się i chciałem z nim uciekać lecz spostrzegłem, że z korytarzy idą prosto na mnie Tancerze. Było ich sześciu. Wystarczająca ilość żeby mnie zabić. - Uciekaj Maelu! Krzyknąłem. I było to jedyne co zdążyłem zrobić. Poczułem wbijający się w moje gardło sztylet. To wszystko było pułapką! Upadając zdążyłem się jeszcze obrócić. Osobą, którą uwolniłem nie był Mael. Wilczyca właśnie zmieniała się w swoją właściwą formę – iluzja! Jak łatwo dałem się oszukać! Nieznajoma podeszła do mnie i wyjęła nóż z mojego wciąż krwawiącego gardła. - Kim ty jesteś, że myślałeś, że odbierzesz nam Wyjca?! Ty idioto! Ośmiu wilkołaków go…