Kultura · 7 min czytania
Urodziłem się po piętnastej
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Urodziłem się po piętnastej, zapleciony w gałęzie ręczników, pewnie w bólu mojej matki. W tamtej radosnej chwili wszyscy życzyli bym został przodownikiem gospodarki lub uznanym sportowcem, komuniści jedni. Mogli planować mi przyszłość, pomimo iż wiedzieli, że nie mam na nią szans. “Staramy się, staramy się, cały czas do przodu, ale przede wszystkim staramy się”. Wolność była tuż za oknem, nie mogłem zdawać sobie z tego jednak sprawy, bo co tam noworodki wiedzą. Pierwsze kroki stawiałem jako pupilek dziadków. Idol, można by rzec, publiczności. Ale prawdziwą gwiazdą to ja byłem układając słowa z klocków, w wieku, kiedy się jeszcze powinno, habala habala, modlić do Allaha, w nieznanym dla zgromadzonych języku. Stąpałem jednak jak drwal. Ku nieznanemu, czyli przeciwległemu końcowi pokoju. Nie żałuję żadnego z nich, były oznaką determinacji, by dążyć tam, gdzie jeszcze nikt nie był. Niczym kapitan Jean-Luc Picard. Nie mógł mi nigdy nikt wbić nic do głowy. Miałem firewall’a, zanim wynaleźli go ci z Microsoft’u. Starałem się od samego początku zbierać fakty we własne opinie. Przecież nikt nie miał patentu na nieznane. Nikt nie widział moimi oczyma. A było co oglądać. “Purpurowy pożeracz ludzi” i “Moto myszy z Marsa” były tylko bierkami zrzuconymi na stos. Bo tak naprawdę Kapitana Palnetę mogło wywołać tylko wszystkie pięć pierścieni. Nie rozumiałem tego wtedy, dlaczego ktoś może być zależny od innych. W końcu marzenia nie są zbiorowe, co ma zatem o nich wiedzieć kolektyw? Mógłbym zwalać winę na cokolwiek i kogokolwiek za to, że jestem w lochu, tartarze, czy innym piekle, ale ponoć największy wpływ na nasze życie mamy my sami. Jak to dobrze brzmi, czyż nie? Że cokolwiek posiadamy, co jest absolutnie i wyłącznie tylko nasze. Napawa wręcz dumą. A jak ktoś przyjdzie i spróbuje to zabrać, to wzbudza (czemu?) w nas wściekłość, furię, zdenerwowanie, nienawiść i żal. Bo przecież jak ktoś może tak po prostu podejść i z zabrać moje foremki? Mojego ulubionego resorka? Moją przyjaciółkę? Pierwszych słów nie pamiętam. Zresztą, pewnie powiedzą, że “mama” albo “tata”, faworyzując jedno przez drugie. Tak jakby dziecko miało świadomość, że w wieku żłobkowym przeważy swoją karierę między fotelami. Dopóki nie mówi… milczenie jest złotem. A potem zaczyna się sekwencja “A dlaczego?”. Latorośl chce wiedzieć, żąda nawet odpowiedzi na pytania, które dorośli sami sobie zostawili ‘na potem’. I będą one coraz bardziej zaskakujące. Umysł dziecka jest magiczny. Działa bez ograniczeń, lepiej niż Atari czy Commodore64. Nie dane mi było nigdy powiedzieć komuś: serwus. Nie pamiętam jak się witaliśmy. Nie było to istotne najwidoczniej. Ważne było, że byliśmy. Tak powinno być od zawsze, wszędzie. Nie jest jednak. Trzeba być na czasie, podać dłoń, dać wyimaginowanego buziaka, uściskać czy ‘przybić piątkę’. Po co to? Na co komu? Nie wyjaśnił nigdy nikt. Tak już najwidoczniej musiało być. “Idą czaple” - zwykliśmy mówić, bo to był inny gatunek. Nie gorszy, ale zupełnie odmienny od naszego. Sprawiały wrażenie wolnych, pomimo tego samego zaszufladkowania. Ale jednak sprawiały pozór, skupiały na sobie uwagę. Były zwierzyną stadną ze znacznie bardziej rozwiniętą hierarchią. Były nieosiągalne, cokolwiek by kto inny nie twierdził. Pomimo docierających plotek z wyższych pięter, że powinno się zabiegać o ich pocałunki. Nie chcieliśmy wierzyć. To był…