Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

biografia · 12 min czytania

Urodziny cioci

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciocia Hania kończyła w maju dziewięćdziesiąt pięć lat. Trzeba było to uczcić i zorganizować coś specjalnego, może jakieś rodzinne spotkanie w jakimś miłym dla niej miejscu. Mieszkałem w bardzo dalekiej Arizonie i zorganizowanie takiej uroczystości wymagało rodzinnej kooperacji. Skontaktowałem się więc z bratem przez Whatsapp. Odpowiedziała bratowa, że wyśle mi listę obiektów które by się świetnie na taką imprezę nadawały. Przyszedł email z listą pięciogwiazdkowych ekskluzywnych hoteli w Sudetach. Odpisałem, że ciocia z Sudetami nie ma żadnych związków emocjonalnych, i może niekoniecznie musimy wydawać aż taką fortunę, cioci na żadnych luksusach nigdy nie zależało. Najwyraźniej uraziło bratową moje użycie pierwszej osoby liczby mnogiej, „my”. „No jak to? To ty nas nie zapraszasz? Przecież to dla ciebie grosze” odpisała bratowa i przestała reagować na moje emaile. Na tym skończyła się rodzinna kooperacja i trzeba było zorganizować coś dla cioci na własną rękę. Brat kompletnie przestał się odzywać, koło Wielkanocy ciocia napisała sms, że jest bardzo zajęty w pracy. Z tego co pamiętałem ja, akurat na Wielkanoc brat i bratowa mieli być gdzieś na Karaibach, chyba na Dominikanie. Tak czy inaczej, wszystko wskazywało na to, że najwyraźniej odpadło kilku gości z tego miłego majowego spotkania na urodzinach cioci. Zacząłem szukać czegoś w Internecie na własną rękę.

Ciocia, niezamężna i zawsze niezależna, od ponad czterdziestu lat mieszkała w Warszawie, gdzie przed emeryturą pracowała w handlu zagranicznym. We wczesnych latach pięćdziesiątych studiowała ekonomię w Poznaniu. A wychowywała się w uroczej leśniczówce koło miasteczka Warta. Po wojnie ten dom przez całe pokolenia służył jako miejsce wakacji i spotkań rodzinnych. Tam spędziła też swe dzieciństwo moja mama, mieszkały tam do śmierci przeróżne ciocie babcie. Niestety, przed samym upadkiem komunizmu ciocia, namówiona przez kogoś bardzo sprytnego, nieoczekiwanie sprzedała domek za jakieś śmieszne tysiąc dolarów, pozbywając się w ten sposób bezcennej dla wszystkich pamiątki rodzinnej. Wszyscy byli tą sprzedażą zdruzgotani. Przez lata ubolewałem okropnie nad bezmyślnością cioci. Ale od tego czasu upłynęły już całe dziesięciolecia i nagle wpadłem na pomysł, że może na swe dziewięćdziesiąte piąte urodziny ciocia chciałaby zobaczyć swój rodzinny las, ten dom, choćby przez płot, i odwiedzić groby swych rodziców we wsi obok. Z tego co wiedziałem, była tam ostatni raz chyba w 1988 roku, a więc już prawie czterdzieści lat temu. A szczerze powiedziawszy, sam też cieszyłem się na wizytę w tym miejscu i ciekawy byłem jak to teraz wszystko wygląda i jak się tam zmieniło.

Szczęśliwym trafem znalazłem w tej okolicy pięknie odrestaurowany osiemnastowieczny dworek w miejscowości Raczków, kiedyś rezydencja rodziny Strokońskich, obecnie służący za hotel. W czasach mojego dzieciństwa była to kompletna ruina. Ciocia napisała , że ogromnie cieszy się bardzo na to historyczne spotkanie we dworze w Raczkowie. Z jej pokolenia wszyscy już poumierali, a z najbliższej rodziny zostali je tylko dwaj siostrzeńcy, ja i mój brat.

Przyjechałem do dworku z moim amerykańskim mężem we wtorek po południu wypożyczonym samochodem z Krakowa. Oczekiwaliśmy przyjazdu solenizantki, podczas gdy właścicielka dworku przynosiła co chwilę herbatę, kawę i jakieś ciasto, które, jak mówiła, upiekła specjalnie dla nas. Z Sieradza, do którego ciocia przyjechała pociągiem ze stolicy, przywiózł ciocię jej stary znajomy. Nie miała ze dużo bagażu, poza małą walizeczką na kółkach przywiozła ze sobą jakiś dziwny worek, coś co kiedyś określano mianem tobołka.

Po przyjeździe ciocia udała się natychmiast na spoczynek i tego dnia już jej więcej nie widzieliśmy. Podróż była dla tak starszej osoby ogromnym wysiłkiem fizycznym. Ciocia miała piękny duży pokój z małym balkonikiem, z widokiem na przepiękne bocianie gniazdo z młodą bocianią rodziną w środku i na okoliczne pola, jako że dworek położony był na wzgórzu. Wszystko wskazywało na to, że w tak pięknym miejscu będzie to niezapomniana wizyta. W środę rano nie spotkaliśmy cioci na śniadaniu, właścicielka dworku powiedziała, że ciocia była na śniadaniu o szóstej rano i zaraz potem poszła dalej spać. Czekaliśmy aż się ciocia obudzi, mieliśmy bowiem w planie wizytę w lesie i odwiedziny w leśniczówce. Ciocia nie odzywała się, zapukałem do niej koło godziny jedenastej. Powiedziała żebyśmy jechali i jej potem wszystko opowiemy. Zostanie w pokoju, na balkoniku ma leżak i słucha radia przez telefon. Powiedziała nam, że spotkamy się po prostu na kolacji. „Bawcie się dobrze” dodała z uśmiechem, zamykając drzwi do pokoju. Właścicielka hotelu zapewniła, że będzie regularnie sprawdzać czy cioci potrzebna kawa, herbata, lub ciasto.

Zostaliśmy więc sami. Pojechaliśmy do „naszego” lasu. Była piękna pogoda. Jeffrey był tu po raz pierwszy, więc dla niego wszystko było nowe. Dla mnie natomiast, wprost przeciwnie. Czułem się jak w jakimś dziwnym śnie. Szosa biegnąca przez „nasz” las stała się bardzo hałaśliwa, pełna samochodów i ciężarówek. Zniknęła stara sosna z kapliczką, pod tą sosną był ponoć pogrzebany powstaniec styczniowy, Franciszek Siemiątkowski. Może ta sosna była już tak stara, że pewnego dnia sama się przewróciła? Las zarastał powoli chwastami, nie był już to piękny, rudy od koloru pni sosnowy las, ale las wyraźnie mieszany. Nasz dawny dom, który oglądaliśmy przez płot, miał inne ogrodzenie, inne kwiaty. Z tyłu posesji wybudowano garaż. Studnia była zlikwidowana, wszystko wskazywało na to, że w domu była teraz kanalizacja. O tej porze w domu nie było nikogo. Na werandzie widziałem jakieś zabawki, rowerek dla dziecka. Najwyraźniej ktokolwiek mieszkał tu dzisiaj miał dzieci. Przez głowę przelatywały mi setki obrazów z mojego dzieciństwa, jak jakiś czarnobiały film z lat dwudziestych zeszłego stulecia. Te wszystkie osoby których dziś już nie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Urodziny cioci — czytnik · opowiadania