Rodzina · 4 min czytania
Urok Świąt
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Z dzieciństwa zapamiętałam nieodparty urok Świąt Bożego Narodzenia. Myślę, że wtedy nie liczyły się dla mnie inne święta. Nawet moje urodziny, w mojej pamięci, pozostały bez większego echa.
Byłam najmłodszym dzieckiem w rodzinie. Podobno jako bardzo małe, ledwie zaczynające chodzić maleństwo, ściągnęłam ze stołu świąteczną babkę i, siedząc na podłodze, rozłożyłam ją na czynniki pierwsze, wyciągając z niej palcami rodzynki. Suszone w słońcu winogrona lubię zresztą do tej pory.
Była też pewna Wigilia, parę lat później a po niej czas na prezenty. Pamiętam pukanie do drzwi i to, że szłam w towarzystwie sióstr, z wielkim przejęciem, w półmroku przedpokoju, do drzwi. Ktoś je otworzył, a za nimi siedział wielki, jasnożółty, pluszowy miś, szczelnie wypchany trocinami. Moja radość, ale przede wszystkim zdumienie, nie miały granic! Skąd wziął się ten miś?! Przyniosło go Dzieciątko! Zapamiętałam to do dziś – długą, pełną napięcia drogę przez przedpokój i zaskakujący prezent pod drzwiami.
Były też pyszne barszcze mojej mamy i cudowne pierogi z serem, okraszone smażoną cebulką – niebo w gębie!
Część 22 / 2
Rodzinna atmosfera i śpiewanie kolęd.
Pięknie ubrani bliscy i uśmiechy i życzenia.
Ale najbardziej, najmocniej i prawie namacalnie zapamiętałam kolorowe lampki na choinkę. To było naprawdę coś! Światełka były duże, każde z nich miało ok. cztery centymetry wysokości(nie to, co teraz –maleńkie światełka, które, w porównaniu z tamtymi, są ledwo widoczne na choince). Miały kształt łagodnego płomienia,