Akcja · 7 min czytania
Urywki wyrwane z życia - I
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wiatr targał włosami koloru rdzy we wszystkie strony. Zimno czerwcowego poranka zmusiło dziewczynę do szczelniejszego zapięcia czarnego płaszcza. Stała tu kolejne minuty. Czy płakała? Nie, wypłakała już wszystko – oczy, serce, duszę. Marmurowa płyta nagrobka idealnie wkomponowywała się w szary krajobraz. Uśmiechnęła się delikatnie widząc małe zdjęcie przy imieniu – uśmiechnięty chłopak o kręconych, długich włosach barwy smoły z iskrzącymi niewiarygodnym blaskiem niemal czarnymi oczyma. Popatrzyła wokół siebie – za płotem nagie drzewa spalone w niedawnym pożarze, całkowity brak trawy, tylko nędzny pogorzeliska, szare niebo, które za moment zacznie swą płaczliwą litanię. Wszystko było jak na czarno-białej fotografii, jedynie czerwone i niebieskie róże odcinały się od tej scenerii – jego ukochane kwiaty. Na cmentarzu nie było nikogo prócz niej. Czy się bała? Ależ skąd… teraz nie boi się już niczego. Świat zabrał jej najcenniejsze co miała, teraz może tylko czekać na nieuniknione – kiedy do niego dołączy. Jak widać to jeszcze nie ten czas. Uklękła ostatni raz, szepnęła cicho ‘czuwaj nade mną’. Omiotła wzrokiem napis wyryty czarno-złotą czcionką:
{i}"Like A Comet Blazing 'Cross The Evening Sky Gone Too Soon” Rest in Peace{/i}
Jej umysł znów przełączył się z trybu ‘off’ na ‘on’. Poprawiła czarny kapelusz naciągając go na oczy i włożyła skórzane rękawiczki. Wyprostowała się odrzucając ramiona do tyłu. Stukot jej obcasów potoczył się echem po okolicy…
Nuda? Oni nie znali tego słowa. Cały czas zajęci sobą, muzyką, sztuką, szkołą i milionem czynności, które mieli do zrobienia w najbliższym okresie. Beztroscy? Z pewnością. Niedojrzali? Być może. Nieodpowiedzialni? Skąd! Kochali życie jak wariaci. Jak to nastolatki. Stop… Przecież mają po dwadzieścia pięć lat. Naprawdę? Wyglądają najwyżej na szesnaście. Patrz znów gdzieś biegną. Pewnie do szkoły na kolejne zajęcia z tańca, śpiewu albo rysunku. Gdzie tam! Dziś do miasta przyjechało objazdowe wesołe miasteczko. Jestem pewien, że właśnie się o tym dowiedzieli i pędzą, żeby się przejechać na diabelskim młynie. A są taką piękną parą. Tak uroczo się uzupełniają. Ona – rudowłosa piękność o urodzie i głosie anioła oraz wrażliwości artystki. On – czarnowłosy, tajemniczy nieznajomy o naturze dziecka, manierze dorosłego i milionie twarzy. Obydwoje – piękni, młodzi i utalentowani. Zakochani? A któż to wie! Są największa tajemnicą tego świata. Gdy się śmieją – śmieje się niebo. Gdy śpiewają – dołączają do nich chóry ptaków. Gdy tańczą – sprawiają, że magia odżywa. Są jednym wielkim impulsem, śmiechem i pięknem niedostępnym dla innych, choć przecież idą tuż obok.
Zadymiony bar gdzieś na odludziu aż zaprasza swoją upiornością zabójców, gwałcicieli i prostytutki. Czy jestem jednym z nich? Może… Nigdy nie wiadomo do czego zmusi życie. Siedząc przy barze nachylony nad szklanką whisky nie mam raczej szansy na myślenie o czymś istotnym. Kiepska muzyka rodem z taniego thrillera sączy się z głośnika jak krew z nosa przerywana co jakiś czas jękami. Barman po pięćdziesiątce wyciera od godziny ten sam wyszczerbiony i sczerniały od niemycia kufel patrząc podejrzanie w moją stronę. Czym przykułem…