Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 10 min czytania

Usłysz

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Usłysz

Choćbyś naturę wypędzał widłami, ona zawsze powróci. Horacy „Listy” (23-20 p.n.e.)

Dęby były podekscytowane, wreszcie się doczekały, a czekały już bardzo długo, nawet jak na ich standardy czasowe. Pierwszy zaczął coś przeczuwać Wrośnięty, ale reszta parku go zwyczajnie zignorowała. Wrośnięty często miewał dziwne wizje, jak twierdziła młodzież, zbyt często. Tłumaczyli to sobie faktem, że był już bardzo stary i miał „nierówno pod koroną”. Jednak po jakimś czasie reszta drzew też zaczęła doświadczać tego dziwnego uczucia rozchodzącego się od korzeni aż po czubki liści na najwyższych gałęziach. Wszystkie pamiętały tamten dzień osiemdziesiąt lat temu. Pamiętały tego mężczyznę, zabójcę Seledynowego, Kory, Sękacza, Wija, i wielu innych drzew. Pamiętały jak brzmiały słowa wyroku. Wyroku śmierci.

* * *

- Tamte drzewa wykarczujcie – rozkazał władczym tonem mężczyzna. Oparł się ciężko o drewnianą laską i zaczął bacznie lustrować okolicę. Był zadowolony, niedawno wykupił całkiem niezły kawałek ziemi pod zabudową. To najlepsza inwestycja, w jakiej brał udział. Początkowo urzędnicy nie chcieli zgodzić się na budowę magazynu w okolicy parku, ale sowita łapówka w końcu ich przekonała. Spojrzał w stronę ściany drzew. Ten park od zawsze wywoływał w nim dziwne uczucia, jakby drzewa go obserwowały. Kiedy był małym chłopcem, często się tam bawił. Czasami wydawało mu się, że słyszy w szumie liści słowa, jakby drzewa ze sobą rozmawiały, wtedy, przestraszony ta perspektywą pędził do domu i przez dłuższy czas unikał zalesionych przestrzeni. Rodzice zawsze mówili, że miał wybujałą wyobraźnie. Z zamyślenia wyrwało go pytanie jednego z robotników. - Tak, tak, to dziwnie powykręcane również zetnijcie, rzuca zbyt duży cień.

* * *

Jacek wprost nie mógł uwierzyć w swojego pecha, jak mógł nie zauważyć tej kłody? Przecież leżała prawie w poprzek drogi, uderzenie było na tyle silne, że chyba zerwało resor. Oczywiście komórka się rozładowała, a w okolicy nie widać było żywej duszy, w końcu było już dobrze po północy. Na dodatek zaczęło padać i zerwał się wiatr. Jacek nie wiele myśląc wyruszył po pomoc, pamiętał, że za pobliskim parkiem mieściły się magazyny, niegdyś należące do jego dziadka. Może tam znajdzie pomoc? Skierował swe kroki w stronę parku. Zanosiło się na burzę.

* * *

Tego dnia drzewa długo toczyły dyskusję. Osoba postronna, gdyby przechodziła akurat parkiem, usłyszałaby tylko szmer liści w koronach wielkich dębów i nieco mniejszych buków. Jedynie nieliczni ludzie posiadali dar słyszenia mowy drzew, takie osoby, nazywane były przebudzonymi. W dawnych czasach, kiedy technologia nie była jeszcze rozwinięta, a ludzie byli bardziej związani z naturą, przebudzonych było więcej, w większości byli oni kapłanami, czczącymi kult natury, zwanymi druidami. Jednak z czasem postępująca chrystianizacja Europy i rozwój myśli technicznej, zaczynały wypierać stare tradycje, wraz z nimi zaginęła także zdolność słuchania natury. I teraz, po setkach lat, kiedy drzewa z nieukrywaną radością odkryły, że istnieją jeszcze ludzie, którzy potrafią ich słuchać, okazało się, ze są oni bez reszty zaprzedani kultowi nauki. - takie jest nasze przeznaczenie – powtórzył z rezygnacją w głosie Wrośnięty. – Najwyraźniej nie jest nam pisana wspólna egzystencja z ludźmi. Tej zimy śniłem o śmierci jednego z nas, śmierci, która nadejdzie z przestworzy i zabierze ze sobą dwa istnienia. Jedno winne i jedno niewinne. To stanie się tej nocy. - Musimy go ostrzec, druga taka szansa może się nie powtórzyć! – zawołał najbliżej rosnący, nazywany przez wszystkich Krzywym. - Ostrzec? Po tym, co zrobił nam jego dziadek? Po tym jak wyciął w pień wszystkie żywodrzewa z zachodu? – zapytał Skorupa. - Powodował nim strach, strach przed swoim darem, i strach przed nami, przed myślącą naturą, ale i chęć zysku, chęć obłowienia się, chęć władzy i pływania w bogactwie. Nie, jego zbrodnia jest niewybaczalna, a jego syn jest taki sam jak on – powiedział Wrośnięty. - Gdyby odkrył i zdołał zapanować nad swoim darem, mogłoby to się dla nas źle skończyć, nie zniósłbym uczucia kory rozwiercanej aż do miazgi, byle tylko odczytać nasze fale mózgowe, by sprawdzić czy drzewa myślą, czy czują ból. Czy mogą marzyć, komunikować się? Ten człowiek musi zginąć dla naszego dobra. Jego ród uczynił wielką krzywdę naturze, a ta nigdy nie wybacza. Nie wiem jak rozumieć mą wizję, ale jeśli jest prawdziwa, to tej nocy jedno z nas zginie. - Nie wiemy tylko, które? – wtrącił się Skorupa.

* * *

Jacek ostrożnie kroczył ścieżką wśród drzew, było ciemno, bo chmury zasłoniły księżyc, a do tego ślisko jak diabli, gałęzie niskich drzew, co chwila chłostały go po twarzy, zupełnie jakby się uparły, aby mu dokuczyć jeszcze bardziej. - Cholerne drzewa, wyciąłbym je wszystkie w pień, auuu! – zawył boleśnie ugodzony w oko gałęzią. Ciemność nocy…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%