Psychologia · 8 min czytania
"Uśmiech Boga"
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szły obok siebie- matka z córką, pierwsza - głośno stukając wysokimi obcasami o chodnik, druga - zatrzymując się i podskakując co parę kroków.
- Hania, czy ty nie możesz iść normalnie? – wydusiła wreszcie kobieta, która cały czas trzymała małą za rękę. - Normalnie, czyli jak? – spytała dziewczynka, wykonując przy tym wysoki skok przez dziurę w chodniku. - Na pewno nie tak – odparła jej matka, próbując dorównać kroku córce. - Oj, mamuś! Przecież nie musisz cały czas trzymać mnie za rękę, nie jestem już małą dziewczynką. – rzekła Hania najpoważniejszym tonem na jaki tylko była w stanie się zdobyć, po czym zaśmiała się na głos i wyrwała dłoń z maminego uścisku. – A z resztą kto to ustalił jak się chodzi normalnie? – dodała po chwili – Dla mnie normalnie jest tak jak idę, dla małpki normalne jest że chodzi po drzewach, a dla… - Dobrze, już dobrze- przerwała ze zniecierpliwieniem kobieta – Tylko potem nie przychodź do mnie z płaczem, jak się przewrócisz.
Było słoneczne, majowe popołudnie. Kobieta i córeczka szły teraz w pewnej odległości od siebie. Hania, ubrana w zwiewną, turkusową sukienkę, z małym tornistrem na plecach, wyprzedzała o kilka kroków matkę, która miała na sobie elegancki, czarny kostium służbowy i buty na wysokim obcasie. Skręciły teraz w główną ulicę, rojącą się od przystrojonych żółto - zielonymi ozdobami witryn sklepowych, krzyczących ze wszystkich stron że już nadeszła wiosna.
- Mamuś! – krzyknęła nagle Hania głosem pełnym przejęcia, i zatrzymała się przy jednej z nich przyklejając nos do szyby – Popatrz ile smaków lodów tam mają! – dodała przyciągając matkę do siebie. - Tak, rzeczywiście, bardzo dużo, ale nie kupię ci teraz loda. Mówiłam ci już że się spieszę. Muszę wrócić do pracy, bo urwałam się tylko na chwilkę żeby cię odebrać z przedszkola. - Ale…- zaczęła Hania błagalnym głosem. - Żadnego ale- przerwała jej natychmiast matka i ruszyła przed siebie. – No chodź. I nie rób już takiej zawiedzionej miny. Jutro ci to wynagrodzę. Mam wolne, więc możemy tu wstąpić jak przyjdę cię odebrać. Zgoda? - Obiecujesz?- spytała Hania nieufnie. - Obiecuję. No to jak, idziemy? - Tak!- wykrzyknęła głośno dziewczynka, i szybko podbiegła do mamy. … - A nie opowiedziałaś mi jeszcze co dziś robiliście w przedszkolu- powiedziała po chwili kobieta, spoglądając na córkę. - Oh! Dzisiaj było fajowo- odpowiedziała dziewczynka z przejęciem, wykonując przy tym zamaszysty ruch rękami. – Dostaliśmy takie zadanie, że musieliśmy narysować jak wyobrażamy sobie siebie za 20 lat. - Tak? No i co narysowałaś?- zapytała kobieta, przeczuwając że chyba już zna odpowiedź na to pytanie. - Baletnicę! - wykrzyknęła Hania, a na jej twarzy zagościł promienny uśmiech. - Hmm, czemu mnie to nie dziwi? – odrzekła matka, spoglądając z ukosa na małą i uśmiechając się łagodnie. - Pewnie dlatego, że ciągle ci o tym mówię – zaśmiała się Hania.- Ale inne dzieci też zrobiły fajne rysunki. Na przykład Tamara- narysowała siebie jako matkę z dzidziusiem, a jak pani zapytała ją czy nie marzy aby zostać aktorką czy piosenkarką jak inne dziewczynki, to ona powiedziała że oczywiście chciałaby być znaną na całym świecie piosenkarką, ale jest w stanie poświęcić swoją przyszłą karierę na rzecz bycia mamą. A Piotrek, no wiesz, ten co jest takim łobuzem i dokucza innym dzieciom, narysował siebie w stroju pirata, a jak pani Beatka powiedziała mu że nie ma takiego zawodu, i że piraci są tylko w filmach, to on jej na to, że w takim razie on będzie pierwszym prawdziwym piratem i przejdzie do historii! Ale z niego dzieciak, no nie? No i pani powiedziała jeszcze, że z tych naszych rysunków zrobi wystawę, czy coś takiego, no i że zaprosi wszystkich rodziców żeby je obejrzeli i będzie konkurs na najładniejszy rysunek. - Świetny pomysł! Już się nie mogę doczekać żeby zobaczyć tą twoją baletnicę- odparła kobieta uśmiechając się do Hani, która teraz znów pobiegła do przodu, wykonując skoki i obroty niczym prawdziwa mała…