Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 11 min czytania

UŚWIADOMIENIE NIEISTNIENIA

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Anioł pojawił się nagle. Zmaterializował się nieoczekiwanie tuż przy ławce w parku, w miejscu trochę opuszczonym, gdzie, właściwie niewiadomo, z jakiego powodu, ludzie zbyt często nie spacerowali. Po prostu omijali to miejsce, nawet się nad tym nie zastanawiając. Anioł rozejrzał się dookoła ostrożnie. Na szczęście nikt nie zwrócił na niego uwagi. Jakaś przytulona do siebie para szła powoli inną, wąską ścieżką. Ich postacie mieniły się między zielonymi liśćmi krzewu. Odetchnął z ulgą, to dobrze, że nikt go niewidział, choć raz już mu się to przytrafiło, a jak wiadomo Stwórca nie lubi takich, jak to nazywa; "...bezsensownych wpadek". Ale wtedy był jeszcze młody, bez doświadczenia i było to zaledwie jego drugie zejście na Ziemię. Tym razem już wiedział jak się postępuje, jak należy wybrać odpowiednie miejsce, co robić, kiedy jednak zdarzy się coś nieprzewidzianego, i tak dalej, i tak dalej. Pomyślał o swoim zadaniu i na jego twarzy pojawił lekki grymas niechęci. Nie, żeby nie lubił swojej pracy, ale niektóre przypadki wolałby odstąpić komuś innemu. No cóż, westchnął i ruszył powoli ścieżką. Wyglądał jak zwykły mężczyzna w średnim wieku przechadzający się popołudniową porą po parku w długim szarym płaszczu.

Drugi z aniołów pojawił się równie cicho i niepostrzeżenie jak jego poprzednik w odległości nie większej niż pięćdziesiąt metrów tuż przy wielkim dębie. Wokół niego, jeśli ktoś miał wprawne oko zauważyłby, że wszystko jakby subtelnie pociemniało i zamazało się falując w delikatnym rytmie oddechy cienia. Anioł strzepnął niewidoczny pyłek z ramienia i zerknął z lekką dezaprobatą na swoje ręce. – Są doskonałe. – stwierdził z nieukrywaną radością – Zadbane, smukłe, prawie białe w swej szlachetnej bladości. Ruszył powoli ścieżką przed siebie. Wyglądał jak zwykły mężczyzna w średnim wieku przechadzający się popołudniową porą po parku w długim czarnym płaszczu.

Pierwszy z aniołów, Anioł Nieba, w drodze do celu uratował małą dziewczynkę przed śmiertelnym potrąceniem przez samochód. Podniosło to jego dobry nastrój i już z lepszym nastawieniem podążył przed siebie. Co prawda dziewczynce pisana była ta śmierć, ale jak zwykle ciężko byłoby mu pozostać obojętnym na ludzką krzywdę. Zwłaszcza dziecka. Wiedział jednak, że Wielki Kreator Zdarzeń Przyszłości w wyniku tego działania przesunie jej śmierć o kilka godzin, dni, może miesięcy, a nawet lat, albo... i w to najbardziej chciał wierzyć, do późnej starość. Na razie jej przyszłość po prostu nie istniała. Tworzyła się samodzielnie, prosta, nieskomplikowana, taka, która nie będzie miała jakiegoś większego wpływu na świat. Choć nigdy nic nie wiadomo. Hitler miał być malarzem, ale drobne, jakby to nazwać..., swego rodzaju niedopatrzenie spowodowało, że stał się tym, kim się stał i wpłynął na bieg historii w olbrzymim stopniu. Kreator ciągle twierdził, że ktoś musiał maczać w tym swoja palce, a najpewniej był to sam Władca Ciemności. Przez pewien czas podejrzewał Przypadek, ale ten miał żelazne alibi, w tym czasie dmuchał w kości w jednym z kasyn w Paryżu i doprowadził do bankructwa i samobójstwa pięćdziesięcioletniego biznesmena. Tak.... W pewnej chwili minął go jakiś młody, najwyżej trzydziestoletni mężczyzna. Odczuł silną wibrację kiełkującej wrogości do świata. Kolejny, jeszcze niewinny, seryjny morderca. Aniołowi mignęły przed oczami obrazy jego okrutnych przyszłych mordów, z których pierwszy miał nastąpić dopiero za osiem lat. Zguba mroku potrafi bardzo powoli drążyć ludzkie dusze niczym kapiąca woda, która całymi latami unicestwia skałę. Jeden z obrazów, które ujrzał przedstawiał kilkunastoletnią dziewczynę wisząca na dwóch linach, z których jeden koniec przywiązany był do jej przegubów, a drugi do rury biegnącej tuż pod sufitem w jakimś magazynie. Jej nagie ociekające krwią ciałko i wielkie pełne przerażenia oczy ścisnęły Aniołowi serce. Teraz ta nieszczęsna dziewczyna miała zaledwie dziewięć lat i bawiła się swoimi lalkami, szczęśliwa w rodzinnych domu przeszło czterysta kilometrów stąd. Czasami wolałby nie być tym, kim jest i nie odczuwać tego, co musi odczuwać.

Anioł Ciemności natychmiast wyczuł reakcje swojego przeciwnika. To było jak zapach, który przemknął przez jego zmysły krótkim tchnieniem. – Za bardzo się roztkliwia. – stwierdził, wyrażając grymasem twarzy swoją dezaprobatę i niezrozumienie. – To tylko go osłabia. Ale..., – uśmiechnął się sam do siebie. – ...to dobrze, to bardzo dobrze. Przecież właśnie o to chodzi. Zwrócił swoją uwagę na tęgą kobietę, która idąc sapała dzierżąc w obu rękach opasłe torby z zakupami. Anioł wykonał szybki gest, jakby od niechcenia i kobieta prawie natychmiast puściła torby przyciskając ręce do piersi, zachwiała się i upadła na chodnik roztrzaskując sobie twarz o bruk. Zrobił się tumult, kilka osób podbiegło do niej, ktoś krzyknął; „Zadzwońcie po karetkę!” – Zbędna fatyga. – powiedział sam do siebie sprawca nieszczęścia. – Umrze za kilkanaście sekund. Spokojnym, zdecydowanym krokiem ruszył dalej przed siebie. Przechodząc na drugą stronę ulicy kątem oka dostrzegł jeszcze jak dusza kobiety patrzy z niedowierzaniem na swoje ciało i na ludzi dookoła. Jeszcze nie uświadamiała sobie tego, co tak naprawdę się właściwie wydarzyło, chociaż jakaś część jej istoty dawała jej delikatnie do zrozumienia, że to jest właśnie koniec, to jest śmierć. Anioł Ciemności nadal podążał za Aniołem Nieba. Wolał nie zbliżać się zbytnio, starał się jak mógłby dobrze ukryć swoje negatywne uczucia. Lepiej, żeby…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%