psychologia · 16 min czytania
Utopia
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Obudził ją szum wody z prysznica. Przetarła oczy i spojrzała na zegarek. - O kurwa! - jęknęła, próbując wyswobodzić się z kołdry. Po chwili wylądowała z hukiem na podłodze. - Ja pierdolę! Szum prysznica ucichł. Drzwi lekko skrzypnęły i przez szparę wyjrzał mężczyzna. - Cześć, złotko - uśmiechnął się lubieżnie. - Nie wiem czy pamiętasz mnie z zeszłej nocy... Jestem Daniel, a ty? Bo ja ciebie, szczerze mówiąc, nie pamiętam... - A kogo to, kurwa, obchodzi? - mruknęła, wstając z podłogi. - I tak nigdy więcej się nie zobaczymy. Pod krzesłem dojrzała majtki. Omiotła pokój wzrokiem, ale nigdzie nie widziała biustonosza. - To nie musi się tak skończyć... - zaczął mężczyzna. - Ta noc była naprawdę niesamowita... Szybko narzuciła na siebie sukienkę. - Przecież i tak nic nie pamiętasz - rzuciła jeszcze i wyszła. Żałowała trochę biustonosza, bo był naprawdę ładny. Cieszyła się jednak, że już stamtąd wyszła. Przeszła chwiejnym krokiem do schodów i oparła się ciężko o balustradę. Poczuła coś lepkiego pod palcami, więc szybko wytarła dłoń o sukienkę. Z torebki wyciągnęła telefon i wybrała numer, równocześnie schodząc na dół. - Aga? - usłyszała w słuchawce, kiedy wyszła na ulicę. - Przyjedź po mnie - poszukała wzrokiem numeru domu i podała adres. Usiadła na schodku i wystawiła twarz do słońca. Światło tak raziło, że czuła fizyczny ból. Ale jej to odpowiadało. Po piętnastu minutach usłyszała, że zatrzymuje się przed nią samochód. Otworzyła oczy i spojrzała na kierowcę. - Wsiadaj.
*** - Cześć, kochanie - przywitał ją pocałunkiem. - Wspaniale pachnie. Spojrzała na niego z uśmiechem, który natychmiast zniknął z jej twarzy. - Nie zjesz ze mną? - zapytała czysto retorycznie. Ubrany w garnitur, właśnie wiązał krawat. Podeszła do niego i poprawiła go odruchowo. - Muszę być w biurze trochę wcześniej - powiedział przepraszającym tonem. Widząc jej minę, uśmiechnął się delikatnie. - Wiola, kochanie... zostałem na noc... - Eryk, to nie może tak dłużej trwać - powiedziała cicho, patrząc jak jego rysy tężeją. - Porozmawiamy o tym później - uciął i wyszedł bez pożegnania. Spojrzała na jajecznicę, którą przygotowywała. Jednym ruchem zmiotła ją do zlewu, czując nadchodzące mdłości. Usiadła na podłodze i przełknęła łzy. Po chwili wstała i poszła do sypialni. Wyciągnęła z szafy bluzkę, którą od niego dostała. Nałożyła ją, mimo że miała trudności z jej dopięciem. Zadzwonił telefon. - Halo? - Wiola, zostawiłam u ciebie ostatnio spódnicę, prawda? - usłyszała ciepły głos przyjaciółki. Roześmiała się z wysiłkiem. - Tak, zapominalska! Zastanawiałam się, czy nie zacząć jej nosić do pracy! - Ani mi się waż! Za dużo kosztowała, żeby się rozciągnąć na twoim grubym tyłku! - Taa... - mruknęła. - Hej, wszystko w porządku?
*** - Znowu się kurwiłaś? - spojrzał na nią znad okularów przeciwsłonecznych. - Nie twój interes - wydęła usta. Wyciągnęła rękę, sięgając do schowka. Triumfalnie wyciągnęła paczkę papierosów. Z torebki wydobyła zapalniczkę i już po chwili zaciągnęła się głęboko. - Wiesz, że Monika nie lubi, kiedy w samochodzie śmierdzi papierosami - stwierdził spokojnie. - Ale jakoś z tego powodu nie krzyczysz, więc aż tak ci to nie przeszkadza - uśmiechnęła się szeroko, szczerząc zęby. Podała mu papierosa. - Jesteś zajebiście pojebana - mruknął. - I to we mnie kochasz, bejbe - zaśmiała się szyderczo. Wyjęła z torebki lusterko i przejrzała się w nim. - O kurwa. Ale wyglądam. - Aga... ja ci nie zamierzam prawić kazań, ale to co robisz nie jest... w porządku - odezwał się cicho. - Miśku... daj spokój - pośliniła chusteczkę higieniczną i zaczęła ścierać rozmazany tusz. - Nie zamierzałam. Nawet nie pamiętam, co się stało. - Mi chodzi właśnie o to „nie pamiętam”. Dość często urywa ci się film... Zignorowała go. Ta dyskusja nie miała sensu. Podniosła papierosa do ust i zaczęła nucić. - To gdzie mam cię wysadzić?
***
- Danuta - podała imię do słuchawki. - Tak. Rozumiem, dziękuję. Usiadła na brzegu łóżka i odłożyła słuchawkę na stolik nocny. Odetchnęła ciężko. Rozejrzała się po pokoju, który wydał się jej nagle ogromny. Pod wpływem impulsu sięgnęła po telefon i wybrała numer. - Cześć, kochanie - powiedziała, kiedy usłyszała powitanie. - Jak delegacja? Uśmiechnęła się lekko, kiedy mąż opowiadał o współlokatorze z pokoju. Zastanawiała się, czy powinna mu powiedzieć, żeby zapisywał sobie te historie w notatniku. Bo tę słyszała już po raz trzeci. Zmieniały się tylko imiona. - Dzwonię, żeby się upewnić, czy masz dzisiaj dla mnie czas... Tak, wiem, na którą jesteśmy umówieni... Po prostu... - zabrakło jej słów. - Przyjdę do biura. Odłożyła słuchawkę bez pożegnania. Jeszcze raz przebiegła wzrokiem po pomieszczeniu, które tak dobrze znała. Podeszła do szafy i zaczęła się ubierać. Wychodząc z pomieszczenia pomyślała, że posiadanie wszystkiego, co się kiedyś wymarzyło wcale nie gwarantuje szczęścia. Ją wręcz przytłaczało. Zamknęła drzwi i zeszła na dół.
***
Nerwowo poprawiła włosy, opadające na twarz. Była spóźniona. I zła na siebie, że zmarnowała pół godziny na żale do słuchawki. Nie poprawiło jej to jakoś humoru. A kiedy wypowiedziała głośno, co ją dręczy, okazało się, że jest jeszcze gorzej. „Wiola, musisz mu powiedzieć czego chcesz” kołatały jej w głowie słowa przyjaciółki. Wyszła na ulicę i usłyszała pisk opon.
Część 22 / 2
***
- O kurwa! - krzyknął, przydeptując hamulec i wykręcając kierownicę. Zarzuciło nią do przodu i uderzyła głową o przednią szybę. Potem usłyszała tylko huk, kiedy uderzali w drugi samochód. - Aga! - Nic mi nie jest - mruknęła cicho, podnosząc głowę. - Jebane pasy... mogłam je zapiąć... - Kurwa! Ty jesteś pojebana! Wiesz... - urwał i machnął rękę. - A z resztą... Wysiadł i podszedł do kobiety, stojącej na ulicy. Wysiadła za nim. - Nic się pani nie stało? - usłyszała troskę w jego głosie. Poczuła wściekłość. - No nie! Kurwa! To mną się nie przejmujesz! Chociaż ja wyglądam gorzej niż ona! - wrzasnęła. - Zamknij się, Aga! - warknął. - Sorry za to. Wtedy poczuła zawrót głowy i pociemniało jej przed oczami.
***
Siedziała w samochodzie, gotowa go odpalić w każdej chwili. Spojrzała na zegarek, chociaż wiedziała, że zostało jej jeszcze dużo czasu. Po chwili zdała sobie sprawę z głupoty własnego zachowania i wysiadła z samochodu. Wyszła z garażu, żeby odetchnąć świeżym powietrzem. Z torebki wyciągnęła papierosa i go zapaliła. Unosząc go do ust, zobaczyła jak bardzo drżą jej ręce. - Dzień dobry, pani Danuto! - usłyszała. Obróciła głowę i zobaczyła sąsiada stojącego przy furtce. Westchnęła cicho i podeszła do niego. - Dzień dobry - nie pamiętała jego imienia. Bardzo rzadko rozmawiała z sąsiadami. - Piękna pogoda, prawda? Poczuła gniew. Skoro nie miał jej nic innego do powiedzenia, to po co w ogóle się odzywał?! - Tak - odpowiedziała. Nastała cisza. Takich momentów nie lubiła. - Cóż... Przepraszam pana, ale jadę do męża. Do widzenia. Odwróciła się na pięcie nie czekając na odpowiedź. Wiedziała, że odezwał się do niej z litości. Równocześnie bał się o czymkolwiek mówić. Może miał ochotę opowiedzieć o dzieciach, być może wnukach... Ale nie miał odwagi. Nie mogła się oprzeć wrażeniu, że nikt nie ma odwagi i nagle wszyscy właśnie o tym chcą mówić. Dlatego zawsze panowała niezręczna cisza. A ona miała ochotę wykrzyczeć „Przecież to nawet nie było moje dziecko!”. Jednak z nich wszystkich, to ona miała najmniej odwagi i najbardziej chciała zachować pozory.
***
- Misiek, daj mi papierosa - jęknęła. - Aga, pojebało cię?! - warknął. Przekręciła się na bok naburmuszona. - No bo... - nie dokończyła, bo właśnie wszedł lekarz. Nie pamiętała, jak się tutaj znalazła. Kiedy się obudziła, była już w szpitalu. - Wstrząśnienia nie ma, więc puszczamy panią do domu. Niechętnie, ale na wyraźne pani życzenie - powiedział lekarz. Uśmiechnęła się do niego szeroko. - Przecież mówiłam. Podniosła się z łóżka i poczuła lekkie zawroty głowy. - Gdyby jednak coś się działo nie tak, proszę się natychmiast do