Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 10 min czytania

Utracone marzenie...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Poznałem Emilię przypadkiem. Od chwili,gdy ją ujrzałem,wiedziałem,że jest wyjątkową dziewczyną.Ładna,wrażliwa,pełna ambicji, z pomysłami na życie. Bardzo pragnąłem ją poznać.No i stało się. Dokładnie dwunastego grudnia 1991 roku przeprowadziliśmy pierwszą wspólną rozmowę. Nie zawiodłem się. Emilka była taka,jaką ją sobie wyobrażałem. Ciepła,otwarta,pełna miłości i radości. Po prostu idealna. Jedyne,co bardzo mnie martwiło, to jej naiwność. Emilia ufała dosłownie każdemu,kogo poznała. W jej oczach wszyscy byli dobrzy.Obawiałem się tego,że inni bedą chcieli to wykorzystać. Myśl o tym, że ktoś mógłby ją zranić, przerażała mnie. Postanowiłem,że sam nauczę ją życia,że stopniowo pokażę jej jego ciemne strony, tak aby później nie było to dla niej ciosem. Nie wiem czy to, co wtedy czułem, to była już miłość. Wiem, że Emilka była osobą,która wniosła do mojego życia dużo radości, optymizmu.Dzięki niej nauczyłem się czerpać z życia więcej wartości niż było to dotychczas. Traktowałem ją w sposób szczególny,gdyż na to zasługiwała. Myslę,że udało mi się jej to okazać.Nie ma wątpliwości, co do tego, że i jej było ze mną dobrze. Wiele razy siadała mi na kolanach,obejmowała i prosiła bym nigdy jej nie opuszczał.To właśnie dzięki niej przeżyłem najwsanialszy rok mojego zycia. Dwa miesiace przed naszym rozstaniem nie układało się między nami najlepiej. Nasze kontakty, mówiąc szczerze uległy ochłodzeniu. Emilia zmieniła się nie do poznania. Zniknął blask w jej oczach i uśmiech którym obdarowywała wszystkich wokoło. Była smutna, milcząca, zamyślona. Wiele razy starałem się dowiedzieć, w czym tkwi tego przyczyna. Wtedy Emila wtulała się we mnie i prosiła o czas. Dużo czasu. Nie wiedziałem co jej się stało, ani jak mogę jej ulżyć. Wiedziałem,że musiało się stać coś wielkiego, bo ona nigdy nie rozpaczała z byle powodu. Kiedy na wakacjach dzwoniłem do niej, rodzice Emilii twierdzili,że bez słowa zwiała z domu.Wtedy naprawdę się tym przejąłem. Byłem zmartwiony i jednocześnie zawiedziony, bo myślałem,że mi, jako przyjacielowi, Emilka może powiedzieć o wszystkim. Rzeczywiście dzwoniła do mnie kilka razy,ale były to zawsze rozmowy pospieszne, informacyjne. -"Jestem cała,Rafał,nie martw się o mnie, wszystko jest w porządku, realizuję swój plan". Nie miałem pojęcia jaki to plan,ani gdzie go Emilia realizowała,bo zawsze mówiła szybko,chaotycznie, każda rozmowa zaczynała się od "już kończę,bo mnie namierzą", choć przed tymi słowami zdążyła powiedzieć "cześć". Po niecałym miesiącu wróciła nieoczekiwanie do domu. Siedziałem w swoim pokoju, kiedy do mnie przyszła. Weszła do pokoju z tym swoim krótkim "cześć Rafał", ubrana w zielony swetr i długą czarną spódnicę. Rzuciła na podłogę torbę i mały śpiwór w niebieskim pokrowcu.Przykucnęła na podłodze pod oknem i zakryła twarz rękoma. Gwałtownie odsunęła się ode mnie,kiedy usiadłem i chciałem ją do siebie przytulić. -Emi,co się dzieje? Skarbie, co się z Tobą stało? Gdzie jest ta słodka, pogodna dziewczynka, którą poznałem? Wyprostowała się.Spojrzała na mnie. -Dzieje się to,że nie mam siły opowiadać, o moich wakacjach..przeżyłam piekło,niech Ci wystarczy. To jej stwierdzenie bardzo mną wtedy wstrząsnęło. Gdyby ktoś z Was widział wtedy jej oczy. Widać w nich było wszystkie odmiany rozpaczy. Chciałem jej pomóc, wziąć za rękę i przeprowadzić przez życie prostą ,aczkolwiek szczęśliwą drogą. Zależało mi na jej marzeniach, chciałem by wszystkie z nich się spełniły. No tak, chciałem pomóc, a nie pomogłem. Czułem bezsilność,która doprowadzała mnie do furii. Emilia wyjechała tak samo nagle, jak potem wróciła.Na początku wakacji twierdziła,że nie ma planów, że chce dwa miesiące spędzić w domu, bo tutaj jest jej najlepiej. Pewnego dnia zniknęła. Zostawiła mi w szczelinie drzwi liścik pełen słodkich słów. No i przeprosim, "że tak nagle, sorry!". To głupie "sorry" doprowadzało mnie do rozpaczy ilekroć je słyszałem. Emilka pilnowała się i w razie potrzeby normalnie mówiła "przepraszam",a tu nagle "sorry". Teraz wróciła i mówi, że przeżyła piekło. -A może sama sobie to piekło wybrałaś?-nie wiem dlaczego to powiedziałem. Rozpłakała się. Nie bardzo wiedziałem, co robić. Była naprawdę załamana, a ja...nie wiem co mnie opętało-zacząłem na nią krzyczeć . Stanąłem nad nią i głośno wyrzucałem z siebie wszystkie swoje obawy o nią. -Rafał, ja cierpię!-przerwała -Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Wstała z podłogi, szarpnęła swoje rzeczy. Zaczęła iść szybkim,zgrabnym krokiem w kierunku wyjścia. Przystała przy drzwiach, rzuciła wszystkie swoje bagaże i wróciła z powrotem. Wyciągnąłem do niej ręcę i nagle poczułem ogarniające mnie ramiona i ciemną głowę Emilki tulącą się rozpaczliwie.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Utracone marzenie... — czytnik · opowiadania