Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 31 min czytania

"UWAGA NA MRÓWKI"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

POSTACIE: OLA PAN MAREK MIA PAWEŁ PIOTREK KASIA

Na scenie stoi kilka szkolnych ławek z krzesłami. Na krześle przy stoliku po lewej stronie siedzi Piotrek. Ma na sobie kaszkietówkę i jest zajęty słuchaniem muzyki. trochę dalej siedzi Kasia. Czyta coś. Przy ławce na środku sceny stoją MIA i PAWEŁ, którzy opierają się o ławkę. Na scenę wchodzi Ola z prawych kulis.

MIA: (do Oli) Zabłądziłaś? OLA: To tu jest zebranie osób, które chcą tworzyć gazetkę szkolną? MIA: Tak... OLA: No to nie zabłądziłam. PAWEŁ: Chcesz pisać do gazetki szkolnej? Ty? OLA: A co? Uważacie, że się nie nadaje? MIA: No co ty. Nie o to chodzi. Ale ty nigdy nie lubiłaś angażować się w takie rzeczy... PAWEŁ: Myśleliśmy, że ciebie obchodzi tylko twoja sztuka, a nie polityka, moda czy sport... OLA: Bo tak jest. Przyszłam tu, bo chcę robić wam rysunki. MIA i PAWEŁ: Aha. MIA: No tak, teraz wszystko jasne. OLA: To który nauczyciel podjął się tego zaszczytnego zadania jakim jest prowadzenie gazetki? PAWEŁ: Pan Marek. OLA: Pan Marek? Ten pan Marek? Nie sądziłam, że on może się na tym znać. PAWEŁ: Ponoć się zna. MIA: Krążą nawet plotki, że zanim został nauczycielem, studiował dziennikarstwo, ale go wyrzucili. OLA: Uuu.. Cóż za plotka! Widzicie? Właśnie dlatego nie lubię dziennikarstwa. Pisząc o innych ludziach łatwo jest się pomylić i mocno kogoś zranić. PAWEŁ: Ale przecież można zrobić też wiele dobrego... OLA: Tak? Co na przykład? MIA: Wykrywać różne skandale... OLA: (Ze śmiechem) O tak! Zwłaszcza w gazetce szkolnej. Już widzę te nagłówki- „Kto zatruł jedzenie w szkolnej stołówce?”. PAN MAREK: (wchodzi na scenę i siada przy stole po prawej stronie sceny) Nie martw się moja droga. Raczej nie będziemy się zajmować aż tak ambitnymi rzeczami. PAN MAREK: (przyglądając się zebranym) Zobaczmy kogo my tu mamy... Pani Mia, Paweł, Kasia, Piotrek i Ola (na Oli zatrzymuje się trochę dłużej). A więc to wy... Wy jesteście tą dzielną drużyną, która przez całe liceum będzie się borykać z problemami szkolnymi. Nieźle, nieźle. Ciekawe ilu z was się wyłamie... OLA: Od razu powiem, że ja nie piszę! PAN MAREK: To ciekawe. Będziesz nam dyktować swoje artykuły? OLA: Nie... Ja robię rysunki... PAN MAREK: A tak, tak. Wiem. Widziałem twoją wystawę na korytarzu. Bardzo oryginalna. Powiedz mi coś, bo my w pokoju nauczycielskim nie możemy tego rozstrzygnąć, czy tamten obrazek, który wisi zaraz obok automatu do kawy, to lew czy słonecznik? OLA: Lew. PAN MAREK: Ach! Chyba przegrałem drugie śniadanie... OLA: Ale to miała być abstrakcja! PAN MAREK: Oczywiście. Nikt nie kwestionuje twoich zdolności artystycznych... Tak... Tylko rysujesz. No tak, tak jest najłatwiej... Hej, ty w kącie! Mógłbyś już przestać słuchać muzyki? PIOTREK: Ależ panie M! Ja nie słuchałem muzyki. Właśnie za pomocą tych słuchawek, próbowałem porozumieć się z pozaziemską formą inteligencji. PAN MAREK: Oczywiście.... Ale nie martw się na pewno zamieścimy, to wyjaśnienie w naszej gazetce, w dziale „wypowiedzi uczniów i nauczycieli”... Apropo, kto chcę go poprowadzić? MIA: Ja mogę! PAN MAREK: (zapisując w notesie) Świetnie... Kto jeszcze co chce robić? PAWEŁ: Ja będę prowadzić kącik konserwatywno liberalny. PAN MAREK: Od razu na dużą wodę... Ciekawe... MIA: Ja oprócz działu z humorem będę się również zajmować aktualnościami. Teraz na przykład chcę napisać artykuł o dniu nauczyciela... KASIA: Ja piszę głównie opowiadania. Mogę prowadzić dział literacki. Inne artykuły też mogę pisać... PAN MAREK: Dobrze. Będę ci podsyłał uczniów, którzy piszą opowiadania, albo wiersze, a nie będą należeć do stałego składu redakcji. Trzeba się liczyć z tym, że takich osób będzie wiele, ale prawdziwą gazetkę będziecie tworzyć wy i to wy decydujecie, co się w niej znajdzie.. No i rzecz jasna ja. Ale musicie pamiętać, że ja tu jestem tylko od tego, żeby wam podpowiadać i ewentualnie robić jakieś korekty, ale tak naprawdę wszystkim będziecie się zajmować sami... Piotrek! A czym ty będziesz się zajmował?

Piotrek słucha muzyki i nie słyszy, że pan Marek coś do niego mówi.

PAN MAREK: Piotrek- dział muzyczny... PIOTREK: (szturchnięty przez Kasię orientuje się, że pan Marek o nim mówi) I sportowy! Oprócz tego mam też artykuł na temat szkolnych łazienek... PAN MAREK: Dobra, dobra... To wszyscy? OK, ale zostało nam jeszcze najważniejsze. Kto zajmie się robieniem składu?

Wszyscy milczą starając się unikać kontaktu wzrokowego z panem Markiem.

PAN MAREK: Proszę, proszę. Nie ma chętnych. Niespodziewane... Dajcie spokój. Ktoś z was musi się zgłosić. Skład to właściwie najważniejsza rzecz, bez niej nie ruszymy. A ja się tym na pewno nie zajmę. To jest zbyt pracochłonne, a ja mam dużo pracy ze sprawdzaniem waszych klasówek. Kto się zgłasza? OLA, ty jesteś od grafiki, a robienie składu do gazetki polega właśnie na przestrzennym ułożeniu teksu. Ja myślę, że to twoja działka. OLA: Nie! Nie ma mowy! Ja tylko robię rysunki. Obawiam się, że robienie składu to zbyt odpowiedzialne zajęcie. Powinien się tym zająć ktoś inny... PAN MAREK: Nie martw się. Jestem pewien, że sobie poradzisz. Jutro przyniosę ci odpowiednie programy. Mam nadzieję, że masz w domu dobry komputer... I, że stoi on w twoim pokoju, bo pewnie nie raz zarwiesz jakąś noc, żeby wyrobić się z terminem. OLA: Ech. Świetnie. PAN MAREK: No to teraz umawiamy się tak. Oprócz stałych działów, to wy między sobą ustalacie kto o czym piszę, żeby nie zdarzyło się, że dwie osoby napiszą o tym samym. Tekst dajecie najpierw mi, żebym zrobił ewentualną korektę, a potem przekazujecie ją Oli, która po otrzymaniu wszystkich artykułów będzie robiła skład. KASIA: Jak często będzie wychodzić gazetka? PAN MAREK: Umówmy się, że co dwa tygodnie. Wtedy będzie szansa, że wyrobimy się przynajmniej raz w miesiącu. Myślę, że pierwszą gazetkę możemy wydać już w przyszłym tygodniu. Jeśli się wyrobicie, oczywiście. Wiem, że niektórzy z was są tutaj, bo chcą zdobyć doświadczenie na studia dziennikarskie. Inni chcą się sprawdzić, a jeszcze inni odnaleźć swój głos. Musicie jednak pamiętać, że tworzenie gazetki to trudne i pracochłonne zajęcie, które niekiedy będzie wymagało od was wielu poświęceń. Musicie być odważni. Nie wolno zapominać wam po co tu jesteście, ani (jak dla niektórych), dlaczego chcecie zostać dziennikarzami. Osobiście, znam trzy rodzaje gazetek szkolnych- pierwszy to rodzaj uległy. Piszę się w nim wszystko wychwalając. Jest to po prostu coś, co ma pomagać uczniom podciągać sobie oceny z polskiego. Druga, jest umiarkowana. Niczego nie upiększa, czasami coś komentuje, ale w bardzo kreatywny sposób. Trzeci rodzaj gazetki jest już najciekawszy. Są to gazetki podziemne, które negują wszystkie uznane normy. Musicie pamiętać, że to wy tworzycie gazetkę i to wy decydujecie, jaka ona będzie... Aha! Jeszcze kwestia nazwy. Wymyśliliście już coś? MIA: Nie... Jakoś nad tym nie myśleliśmy. PAN MAREK: Proponuję, żebyście w pierwszym numerze ogłosić konkurs na nazwę. Ludzie zawsze chętnie w tym uczestniczą. Wywieście na korytarzu skrzynkę, żeby uczniowie mogli tam wrzucać swoje propozycję. MIA: Ja mogę się tym zająć. PAN MAREK: Świetnie. To już chyba wszystko, możecie wracać na lekcję. Do widzenia.

Pan Marek schodzi ze sceny.

OLA: No nie! Ale ja się wrobiłam z tym robieniem składu! Przecież to będzie mi zabierać mnóstwo czasu! MIA: Ale za to masz ciekawe zajęcie... OLA: Ja mam mnóstwo innych ciekawszych zajęć, niż zajmowanie się szkolną gazetką. Dlaczego ja nie mogłam się dzisiaj spóźnić? Jakby mnie nie było to przydzieliłby, to zadanie komuś innemu. Zawsze zaśpię na lekcję, albo nie zdążę na autobus, a jak trzeba to nigdy się nie spóźnię. No dobra, to teraz przyznać się. Kto chce iść na studia dziennikarskie? MIA: Ja. PIOTREK: I ja. OLA: A wy? PAWEŁ: Ja tylko chciałem... Zaraz... Jak on to ujął? „Odnaleźć swój głos”? OLA: Aha. A ty Kasia? KASIA: Ja po prostu lubię pisać. A skoro już piszę to pomyślałam, że równie dobrze mogę pisać dla szkolnej gazetki. OLA: No dobra. To przysyłajcie do mnie te swoje pracę. Premiera naszego pisemka już w przyszłym tygodniu. I pamiętajcie- „To my tworzymy tą gazetkę i to my decydujemy jaka ona będzie”.

Wszyscy idą w kierunku kulis. Światło stopniowo ciemnieje. Kiedy znów się zapala na scenie są już wszyscy oprócz Oli. Każdy przegląda nowo wydaną gazetkę niektórzy pokazują sobie w niej coś. Na scenę wchodzi Ola.

OLA: Przepraszam, za spóźnienie. Autobus, którym jechałam się zepsuł. PAN MAREK: Jasne. Zawsze te same wymówki. OLA: Jak tam nasza gazetka? Podobała się wszystkim? PAN MAREK: W pokoju nauczycielskim raczej wszystkim się podoba. Ten twój skład nie jest idealny, ale jak na pierwszy raz jest całkiem nieźle. Ja doskonale wiem, że to nie jest takie proste jak się niektórym na pierwszy rzut oka wydaje. Paweł, pan od historii bardzo chwalił twój artykuł o podatku liniowym. Powiedział, że to bardzo optymistyczne, że w waszym wieku jest choć jedna osoba, która wie o co w nim chodzi. Polonistka z kolei powiedziała, że popłakała się czytając twoje opowiadanie, Kasiu. Ogólnie wszyscy raczej byli zadowoleni. PIOREK: A pan jest z nas zadowolony? PAN MAREK: (obojętnie) Ja? Jakoś nie widzę powodu. Tak jak mówiłem gazetka to wasza sprawa. Ważne żebyście wy byli zadowoleni z tego co piszecie... KASIA: O właśnie! Panie M, czy mogę teraz pójść po naszą skrzynkę? PAWEŁ I MIA: Tak! OLA: Niech idzie! PAN MAREK: No dobrze nie mogę wam odmówić tej przyjemności...

Kasia szybko schodzi ze sceny.

PAN MAREK: ...Mam tylko nadzieję, że od tej pory nie będziecie już zawsze mówić do mnie „panie M”...

Kasia wraca ze skrzynką wysypując jej zawartość na stół, który wszyscy natychmiast otoczyli.

MIA: Dobra. Czytamy po kolei propozycje. Oto pierwsza- „Plotka”. PAWEŁ: E, tam. Do niczego. Posłuchaj tej –„Głos Mozambiku” OLA: To jeszcze nic! Patrz na tą! „Śledź w opałach” PIOTREK: „Uwagi biegłych”.... Dziwne. Skąd ludziom przychodzą takie pomysły? KASIA: „Nasze myśli” MIA: „Twój głos” PAWEŁ: „Sól i Solniczka” OLA: „K...” „Kreator życia”? Jej! W następnym numerze też musimy ogłosić taki konkurs. PIOTREK: Wiecie co? Ja jestem za „Śledziem w opałach”, to jest niezłe. MIA: No co ty, nie nazwiemy tak gazetki. PAN MAREK: Hej! A co powiecie na to- „Uwaga na mrówki”

Wszyscy przyjrzeli się uważnie panu Markowi.

MIA: Wspaniałe. Naprawdę idealne, jeśli chcemy by oceniano nas jak niedojrzałych ludzi z kiepskim poczuciem humoru .. PAWEŁ: Czepiasz się. To jest super! OLA: Podoba mi się. PAN MAREKM: No to ustalone. Nazwiemy gazetkę „uwaga na mrówki”. Nie masz nic przeciwko temu, prawda Mia? MIA: Po namyśle stwierdzam, że jesteśmy tylko dziećmi. Mamy prawo do nadawania gazetce głupiej nazwy.. Można nawet powiedzieć, że w ten sposób podkreślamy naszą młodość, z której przecież jesteśmy dumni. KASIA: Jasne! Poza tym i tak nikt nie będzie brać tego poważnie. Wszyscy będą wiedzieć, że to taki żarcik... To komu mamy wręczyć nagrodę za wygraną w konkursie? PAN MAREK: (przyglądając się kartce) Eee.. Piotrkowi.

Wszyscy patrzą na Piotrka, który również przygląda się im zaskoczony.

PIOTREK: Jej... Naprawdę chcecie tak nazwać gazetkę? Nie mam nic przeciwko temu, bo mi też się podoba, ale ja wrzuciłem karteczkę do tej skrzynki raczej dla żartu... OLA: To chyba tak jak większość uczniów. PAN MAREK: No to ustalone. Nazywamy się „Uwaga na mrówki”. Do następnego numeru, moi mili.

Pan Marek idzie w stronę kulis. Znowu gaśnie światło, a kiedy się zapala na scenie są Mia, Piotrek, Kasia i Ola. Na scenę wchodzi pan Marek.

PAN MAREK: Gratulacje załogo. Właśnie wyszedł piąty numer „Uwaga na mrówki”... O, Ola! Nie spóźniłaś się, gratulacje. Myślałem, że po robieniu składu przez całą noc raczej na pewno zaśpisz. OLA: (Ziewając) Nie, nie zaspałam... MIA: Komputer w domu jej się zepsuł i nocowała w szkole. PAN MAREK: Naprawdę? OLA: Tak. I wiecie co? To wcale nieprawda, co mówią o spaniu na twardym podłożu. Mi było całkiem wygodnie na szkolnej ławce... PAN MAREK: Jej, Olu. Doceniam twoje poświęcenie. Zwłaszcza, że skład wychodzi ci coraz lepiej. Widać, że nabierasz wprawy. Rysunki też są dobre. OLA: Dziękuje panie M. To nie było proste. Muszę też powiedzieć, że byłoby mi o wiele łatwiej, gdyby reszta redakcji przysyłała mi artykuły na czas. A oni spóźniają się równo, tak jakby się zmówili. Najgorszy był Paweł, przysłał mi swój artykuł dopiero o wpół do dwunastej... A właśnie, gdzie on jest? MIA: Widziałam jak rozmawiał o czymś z dyrektorem. Pewnie zaraz przyjdzie... O, właśnie idzie! PAWEŁ: Nie uwierzycie co się stało! PIOTREK: W pokoju nauczycielskim wybuchła bomba i odwołali lekcje do końca semestru! PAWEŁ: Nie, no co ty. Kiedy tutaj szedłem zaczepił mnie dyrektor i powiedział, żebym przekazał wam to. (Kładzie na stole kartkę papieru). KASIA: Co to jest? PAWEŁ: Nowy wewnątrzszkolny system oceniania. OLA: Jak to? Zmienili go? Przecież stary był dobry... PAWEŁ: „Zmienili”, to za mało powiedziane. Oni go stworzyli od początku. Posłuchajcie tego. „...średnia na koniec semestru, ma być średnią ważoną następujących składników- średniej ocen ze sprawdzianów, pomnożonych razy trzy, średniej ocen z kartkówek i odpowiedzi ustnych razy dwa i średniej pozostałych ocen mnożonych razy jeden, chyba że ich liczba przekracza pięć ocen, wtedy są mnożone razy dwa..” MIA: Zaczekaj... Nie nadążam. Kompletnie nic nie zrozumiałam... PAWEŁ: A myślisz, że ja tak? Ważne jest tylko jedno. Od dzisiaj to nie od nauczycieli będzie zależała nasza ocena końcoworoczna tylko od jakiegoś głupiego wzoru.

Ola bierze od Pawła kartkę i przygląda się jej w zamyśleniu.

PIOTREK: Panie M, słyszał pan coś o tym? PAN MAREK: Tak, już coś kiedyś słyszałem... MIA: A jak jest ze stypendium? Nadal jest od cztery i pół? PAWEŁ: Chyba tak... OLA: To nie możliwe! Ten system jest bez sensu! (do Pawła) Próbowałeś już nim coś liczyć? PAWEŁ: Jeszcze nie, ale i tak na pierwszy rzut oka widać, że ciężko w nim mieć dobre oceny. OLA: Mało powiedziane... Wiesz, że od teraz nie będzie można już poprawiać testów? To znaczy można. Mamy na to dwa tygodnie od czasu otrzymania oceny, ale ten drugi stopień i tak będzie tylko średnią arytmetyczną tego, który dostaliśmy za pierwszym i za drugim razem. Co oznacza, że jeśli za pierwszym razem podwinie ci się noga i napiszesz sprawdzian na jedynkę, to za drugim razem jak napiszesz to na piątkę, to i tak dostaniesz najwyżej tróję! MIA: (biorąc kartkę od Oli) Co? To straszne! Znaczy, że nie wolno nam popełnić błędu? PAWEŁ: Dyrektor uprzedził mnie, że ten system jest bardzo mało pobłażliwy dla „leserowiczów”. OLA: Eee, tam leserowiczów. Ja na przykład mam na tygodniu cztery kółka dodatkowe. Licząc dziennikarskie pięć. Mam średnią cztery, ale tylko dlatego, że nauczyciele wiedzą jak ciężko pracuję i czasem są dla mnie trochę bardziej pobłażliwi. Czasem pozwalają mi nawet zaliczać sprawdziany w późniejszych terminach. Z TYM systemem to byłoby niemożliwe. PAWEŁ: Nie martw się Olu. Każdy system zawsze można obejść. Dowiesz się tego czytając mój najnowszy artykuł pod tytułem „system wolnorynkowy, a potrzeby jednostki”. MIA: No tak, ale nie wszyscy nauczyciele są liberalistami. Za to niektórzy są strasznymi formalistami... PAN MAREK: Nie bulwersujecie się tak. Dla nauczycieli, to też nie jest taka prosta sprawa, żeby każdemu uczniowi liczyć oceny z tego wzoru. W niektórych klasach jest po trzydziestu uczniów. Myślisz, że jeszcze będzie im się chciało kombinować żeby podwyższyć ci ocenę, nawet jeśli wiedzą, że na nią zasługujesz? PAWEŁ: No tak, coś w tym jest... PAN MAREK: Poza tym, nawet jeśli każdy nauczyciel unikałby tego systemu, to jaki sens jest w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%