Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 22 min czytania

Uwaga Remont Drogi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ta cholerna droga zabrała Oriego. To było tydzień temu. Wciąż co wieczór wychodzę przed dom, siadam na bujanym fotelu i oczekuję powrotu mojego ukochanego psa. Co noc wypatruję go, ale on nie wraca i boje się, że to się nie zmieni. Ten wilczur był dobrym zwierzakiem, byliśmy dla siebie przyjaciółmi przez piętnaście lat, tak wiem, długo jak na psa, dla mnie to też był szmat drogi, którą razem przeszliśmy. Pewnie byłby tu jeszcze ze mną, gdyby nie te pieprzone remonty dróg. Wszystko było dobrze, ale oni wciąż muszą coś naprawiać i zmieniać. Tłumaczyłem im, że nie da rady, że tu nie można… ta droga prowadzi tylko w jedną stronę, w tym samym kierunku biegnie od stu lat i jej się nie zmieni, ale oni uparli się, żeby dołączyć do niej jakąś trasę przelotową. Nie chcieli mi wierzyć, że nie wszystkie drogi można remontować i przerabiać. Niektóre z nich ułożyły się same, dawno, dawno temu… Minęło już pół roku odkąd władowali się tutaj z tymi koparkami, autami, dźwigami, mimo moich ostrzeżeń, ale kto by tam chciał mnie słuchać? Kto by chciał przejmować się starcem? Dla nich byłem tylko starym dziwakiem. Dzisiejsi ludzie tak bardzo zapatrzeni są w przyszłość, że zapominają o przeszłości, a ona wciąż wędruje swoją drogą… Trzy miesiące temu przerwali prace. Stało się to na skutek kilku okoliczności… nic przyjemnego. Nie, to nie były jakieś tam nieszczęśliwe wypadki. Oni mieli inny problem. Za każdym razem, gdy rano ekipa remontowa wracała do pracy zastawała drogę taką jaka była pierwszego dnia gdy ją ujrzeli: nie zmienioną ani o centymetr. Tak, jakby każdy ich kolejny dzień pracy był ich pierwszym. Droga nie chciała się zmienić, ostrzegałem ich… Wtedy się wynieśli, wydaje mi się, że już tu nie wrócą. Ale zapomnieli zabrać gratów. Ulica jest cała zaśmiecona, zostało nawet kilka betoniarek, dwie starsze chyba nawet ode mnie ciężarówki, sporo materiałów. I cały czas stoi tabliczka z napisem – Uwaga Remont Drogi.

Nie wiem czemu nie zabrali klamotów, ale wiem, że w ten sposób zapoczątkowali coś niedobrego. Droga jest zastawiona i nikt nie może nią przejechać. To jeszcze nic strasznego, obawiam się bardziej tego, że ktoś, kto kiedyś jechał tą trasą nigdy nie będzie mógł już wrócić. Tak samo jak Ori… Dróg nie wolno zastawiać, muszą być drożne jak żyły, przez które przepływa życiodajna krew. Próbowałem sam uporać się z tym problemem, ale nie daję rady. Żaden samochód nie chciał odpalić, materiału sam nie dam rady usunąć.

Mariusz skończył czytać akurat, kiedy dziadek wrócił z piwnicy niosąc w ręku butelkę starego wina.

- Masz Mariusz – powiedział starzec do wnuczka wręczając mu zakurzoną butelkę – zabierz matce, to mój prezent imieninowy, przekaż jej najlepsze życzenia i przeproś, że mnie nie będzie.

- Ale dziadku, mama na pewno wolałaby abyś zrobił to osobiście i był przy niej obecny w tak ważnym dniu.

- Powiedz jej, że teraz nie mogę, ale powiedz też, że nadal mocno ją kocham. A teraz jedź już, goście na pewno niedługo zaczną przyjeżdżać. Życzę wam przyjemnej zabawy.

Mariusz schował butelkę wina, którą podarował mu dziadek, pożegnał się i wyszedł z domu. Wsiadł do swojego Golfa III i ruszył w drogę powrotną. Jadąc rozmyślał o tym co przeczytał w pamiętniku, nie był pewien czy powinien czytać czyjeś wspomnienia, ale stary, ogromny pamiętnik leżący na biurku skutecznie przyciągnął jego uwagę. Wyglądał na naprawdę wiekowy, a papier na niektórych stronach, zwłaszcza tych ze spodu zaczynał żółknąć.

Dziadek mieszkał sam, prawie na odludziu, czterdzieści kilometrów od miasta, do którego przeprowadziła się jego rodzina. Przeprowadzka odbyła się już dawno temu. Od jakiegoś czasu wnuczek dowoził mu raz na tydzień jedzenie. Trasa była spokojna i mało uczęszczana.

Kiedy skończył rozmyślać nad tym co przeczytał w pamiętniku doszedł do wniosku, że z jego przodkiem musi zaczynać dziać się coś niedobrego. No cóż, lata robią swoje, umysł, z wiekiem pracuje coraz mniej sprawnie. Wydało mu się właściwe, aby opowiedzieć mamie o tym dziwnym wydarzeniu, być może trzeba będzie się dziadkiem bardziej zaopiekować. Może ta samotność tak na niego działa? Ale zdaje się on ją lubił i cenił, nie chciał tego zmieniać.

Na szczęście jego wszystkie obawy mama rozwiała jednym zdaniem. Twierdziła, że dziadek zawsze był nieco „dziwny” ale w pozytywnym sensie tego słowa i nie ma czym się przejmować. Czasem lubił żyć w swoim świecie. Mariusz uznał to za dostateczny argument, aby zapomnieć o całej sprawie.

I zapomniał, ale tylko do czasu następnej wizyty. Nie musiał nawet zaglądać do pamiętnika by odkryć niepokój dziadka. Gdy Mariusz wypakowywał przywiezione produkty do lodówki, ten zagadnął do niego w nieco niepokojący sposób.

- Martwię się wnuczku, coś niedobrego ma tu miejsce. Przez chwilę panowała cisza. Dziadek siedział na środku pokoju podpierając brodę o laskę.

- Czym się dziadek martwi? – Mariusz nie potrafił odpowiedzieć na to sformułowanie w żaden inny sposób jak tylko pytaniem. To chyba dlatego, że skojarzył sobie smutny głos starca i słowa, które wypowiadał ze wspomnieniami z pamiętnika.

- Tą drogą, wzbudza we mnie niepokój. To wszystko przez te roboty, nie sprzątnęli po sobie, zaśmiecili i zatarasowali, a tak nie można… wszystkie drogi muszą być przejezdne. Droga to żyła świata, nie można jej blokować.

- Spokojnie dziadku, na pewno przyjadą i to uprzątną. Tak to jest z tymi remontami, musiało im coś przerwać, może zmiana planów…

- To nie zmiana planów… ta droga nigdy się nie zmieni, przynajmniej dopóki sama tego nie będzie chciała, oni już się o tym przekonali. Dziadek faktycznie zdawał się mieć coś z dziwaka, ale czy w tym pozytywnym sensie? Zastanawiał się Mariusz

- Jeśli nie uprzątną drogi, ona umrze, zacznie się kurczyć i zniknie a Ci, którzy nią podążali i będą w jej zasięgu nigdy już nie powrócą, tak jak Ori. To oni zabili mi psa…

Mariusz nic nie odpowiedział. Ciszę ponownie przerwał starzec, który wycelował laską w chłopaka i rzekł:

- Chodź ze mną, pokażę Ci, że mam rację. – podszedł do Mariusza, chwycił go za rękę i wyprowadził przed dom. Mariusz czuł, że dziadek mimo wieku ma w sobie jeszcze sporo sił.

Stanęli na ulicy, obok samochodu, którym przyjechał wnuczek. – Chodź za mną – rzekł dziadek. Nie szli w stronę miasta, ale w stronę przeciwną – w kierunku remontu. Dziadek stąpał bardzo powoli, stawiał małe, ale równe kroki. Szli w milczeniu. Mariusz chciał się raz odezwać, ale gdy tylko wydobył słowo, dziadek uniósł rękę i nakazał mu milczenie. Wydawał się być czymś zaabsorbowany. Tak doszli do znaku z napisem Uwaga Remont Drogi.

- Tysiąc dwadzieścia pięć – rzekł dziadek.

- Słucham? – Mariusz nie zrozumiał co mają oznaczać te liczby.

- Tyle kroków naliczyłem od domu – wyjaśnił dziadek.

- Co takiego? Po co dziadek to liczył?

- Bo co dzień jest tych kroków mniej… - odparł staruszek – wczoraj było tysiąc czterysta osiem kroków do tego miejsca, dwa dni temu dwa tysiące, te zmiany są niesystematyczne…

- Czy dziadek liczy kroki codziennie? To w takim razie gratuluję. Nam się w domu wydawało, że dziadek już jest słaby i chodzić nie może… - żartował Mariusz.

- Ty nic nie rozumiesz… ta droga się kurczy i to w znacznym tempie. Jeśli nie uprzątną tych gratów, nie przywrócą ruchu, to droga zaniknie całkiem, a wraz z nią wszystko co stoi przy niej, włącznie ze mną i z moim domem…

- Dziadku, droga nie może się kurczyć sama, to zupełnie niemożliwe. Przecież mogłeś pomylić się podczas liczenia…

- Nie pomyliłem się – odparł dziadek i natychmiast zadał Mariuszowi pytanie: ile jest dwanaście razy szesnaście? Chłopak milczał.

- Sto dziewięćdziesiąt dwa. A dziewięćdziesiąt razy pięćdziesiąt cztery?

Mariusz nie odpowiedział. - Cztery tysiące osiemset sześćdziesiąt. Widzisz! Mój umysł funkcjonuje bez zarzutu. Tak samo jest z tymi krokami, jestem pewien, że liczę dobrze, niestety ich liczba każdego dnia staje się coraz mniejsza…

- Dziadku, robisz sobie ze mnie żarty?

- To nie ja dziecko, to nie ja… to ta droga.

- Wracajmy do domu, robi się chłodno – zaproponował Mariusz. Właściwie to starał się w ten sposób wybrnąć z tej dziwnej sytuacji.

- Wracajmy. – pokiwał głową staruszek. – Podziwiaj te widoki chłopcze, może to już ostatni raz ,kiedy idziesz tą drogą… - szepnął podczas powrotnej wędrówki.

Mariusz nic nie odparł, dziadek też się już nie odezwał, szli w milczeniu.

Tego dnia zostali ze sobą trochę dłużej. Mariusz postanowił, że wróci do miasta dopiero na wieczór. Nie miał nic specjalnego do robienia, więc uznał, że poświęci resztę dnia towarzysząc dziadkowi. Może dzięki temu jemu będzie raźniej, weselej i przestaną go nachodzić takie dziwne myśli jak z tą droga. Czas spędzili przyjemnie. Pograli ze sobą w szachy, w wyścig, warcaby. Gdy nastał wieczór i Mariusz odjeżdżał, żegnając się obiecał, że wróci za kilka dni.

W czwartek zajęcia na uczelni trwały tylko do trzynastej, więc chłopak uznał, że tego dnia pojedzie znowu w odwiedziny. Odpalił samochód i ruszył przez miasto w kierunku drogi prowadzą do domu dziadka. Włączył radio i ustawił swoją ulubioną stację, po czym pędząc po prawie pustej drodze, rozkoszował się jazdą i ulubioną muzyką, której dźwięk dobiegał z głośników.

Kiedy zbliżał się do celu radio nagle zaczęło szumieć i straciło zasięg. Auto zamiast muzyki wypełniły szumy i trzaski, które stały się nie do zniesienia. Wyłączył odbiornik, a pięć minut później parkował już samochód pod domem dziadka. Wysiadł z samochodu i nawet go nie zamykając – tu naprawdę nikogo nie było w pobliżu – podszedł do drzwi wejściowych. Zadzwonił, poczekał chwilę, ale nikt nie otworzył. Zadzwonił raz jeszcze, nadal cisza. Nacisnął klamkę, drzwi ustąpiły bez najmniejszego oporu.

- Dziadku! Jesteś? – krzyknął wchodząc do mieszkania, ale nikt nie odpowiedział. Śmiało przestąpił próg, przeszedł przez dom, rozejrzał się po wszystkich pokojach, ale nigdzie dziadka nie zastał. Nie mniej znalazł coś, co przykuło jego uwagę, mianowicie na stole w dużym pokoju, tam gdzie poprzednim razem, leżał otwarty pamiętnik. Ostatnia strona opisywała wczorajszy dzień.

Dziś znowu wybrałem się na spacer. Postanowiłem ponownie przejść się ulicą, by sprawdzić i potwierdzić swoją teorię. Przeczucie mnie nie myliło, liczba kroków prowadząca do końca drogi zmniejszyła się. Na dzień dzisiejszy jest ich osiemset siedemdziesiąt. Jeśli tak dalej pójdzie, nie później niż za tydzień droga do mojego domu powinna przestać istnieć. Swoją drogą zastanawiam się, co wtedy się ze mną stanie, czy przestanę istnieć? Zniknę? A jeśli tak, to jeśli drogowcy jej nie odblokują, to jaki los czeka znajdujące się na końcu drogi miasto? Zastanawiam się też nad tym co się stanie w przypadku odblokowania drogi, czy wszystko wróci wówczas do normy? Czy wróci

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Uwaga Remont Drogi — czytnik · opowiadania