Podróże · 6 min czytania
Uwielbiałem alkohol od kiedy pamiętam
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Uwielbiałem alkohol od kiedy pamiętam. Choć zważywszy na moje zamiłowanie do tego trunku nie można powiedzieć, żebym pamiętam zbyt wiele. Ma on tą magiczną moc zmiany priorytetów. Masz milion problemów: problemy w pracy, żona ma nowego kolegę, czujesz bezsens życia czy spaghetti się znowu rozgotowała a wystarczy kilka piw i chcesz dzwonić do koleżanek z podstawówki, snuć zwariowane plany, organizować trójkąt albo zwyczajnie zdjąć spodnie. Tak właśnie kiedyś było ze mną. Miałem naprawdę słownikowo idealne życie: dobrze płatną pracę (można niemalże powiedzieć, że robiłem jakąś tam karierę), zajebistą żonę wyposażoną w naprawdę niezłą dupę, sportowy samochód i kilka innych bajerów pożądanych przez czytelników najprawdziwszych czasopism lifestylowych (nie wiem, czy zauważyliście ale co chwile powstaje nowe czasopismo, które twierdzi, że jest bardziej prawdziwe od poprzedniego). Prawda, że idealnie? Tylko, że w pracy spędzałem naprawdę sporo czasu. Nie to, że praca była nieciekawa ale ci wszyscy ludzie tak poważnie ją traktujący i ograniczający do niej większość sensu ze swojego życia. A po pracy już byłem taki zmęczony. Choć może nie tak jak moja żona. Tak, ta to zawsze była zmęczona. Szczególnie kiedy chodziło o sex a że o sex często mi chodziło, to można powiedzieć, że była to najbardziej przemęczona kobieta na planecie Ziemia. Na początku jeszcze miałem obciąganko w każde urodziny, później na każde urodziny chodziliśmy już do luksusowej restauracji i urodzinowe obciąganko zmieniło się w urodzinowe spaghetti. Nie wiem, a może ta niezła dupa mojej zajebistej żony, zaczęła już wtedy służyć komuś innemu. Nie wiem też czy staczam się bardziej teraz czy wtedy, kiedy wieczory spędzałem oglądając rozdanie jakiś kolejnych złotych bożków dla najlepszego aktora, reżysera czy największe cycki albo dupę w Hollywood. Może i to wszystko było idealne ale jakoś najszczęśliwszy byłem opróżniając kolejną butelkę alkoholu a że pogoń za szczęściem miałem we krwi, to opróżniałem dużo butelek. Prowadziłem idealne życie za dnia i szczęśliwe po zmroku. W ciągu dnia żyłem rzeczami, które muszę zrobić, osobami, którymi muszę być czy restauracjami, w których muszę być, nocami upijałem się, nawalałem się, najebywałem się i zapominałem, zapominałem o tym wszystkim, co muszę. Po jakimś jednak czasie dzień zaczął się mieszać z nocą, co najbardziej dało się odczuć, kiedy w dzień zacząłem zapominać o swojej pracy a w nocy musiałem zrobić kolejną butelkę. Wkrótce praca mi się odwdzięczyła i zapomniała również o mnie. Niestety jak praca o tobie zaczyna zapominać, drastycznie odbija się to na twoich finansach: masz dobrą pracę – pijesz wino za dwie stówy z wschodnich wzgórz Italii ze znajomymi u Mielżyńskiego, nie masz pracy – pijesz wino truskawkowe na świeżych drożdżach z gorzelni pod Świebodzicami z kilkoma menelami spod bloku. No tak, finanse. Jak je masz, to ciągle potrzebujesz więcej a jak ich…